Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W sobotę w Grodnie, na wiecu swoich nielicznych ściągniętych z różnych stron zwolenników, Bat’ka ogłosił, że stawia armię w "stan gotowości bojowej". Jego generałowie przekonują podwładnych, że nie ma czegoś takiego jak "rozkazy przestępcze” (tj. wymierzone we własnych obywateli), w szeregach mają być tylko dyscyplina i posłuszeństwo każdemu rozkazowi.

Dyktator przy okazji wizyty w mieście, gdzie w minionym tygodniu władze zajęły chwiejną pozycję i szły na rękę opozycji, zezwalając jej manifestować i dając dostęp do mediów państwowych, wymienił gubernatora. Nowym został dotychczasowy minister zdrowia Władimir Karanik, który sprawdził się jako wierny żołnierz Łukaszenki, pozwalając OMON-owcom w Mińsku karetkami pogotowia jeździć po mieście na polowania na demonstrantów.

Na poniedziałek Łukaszenka zapowiada rozprawę ze strajkującymi załogami białoruskich gigantów przemysłowych. Fabryki mają być „zablokowane”. Robotników, którzy „nie chcą pracować”, zastąpią łamistrajki, ściągnięte - jeśli trzeba - z zagranicy.

W niedzielę po raz pierwszy od lat radio państwowe nie transmitowało porannego nabożeństwa w katedrze mińskiej. W stolicy przed zapowiadaną na popołudnie masową demonstracją opozycji skoncentrowano potężne oddziały sił specjalnych.

Dyktator, którego władzą po sfałszowanych wyborach prezydenckich 9 sierpnia zachwiały potężne protesty ogarniające cały kraj, wyraźnie poczuł wiatr w swoich żaglach. A wieje z Moskwy.

Trzy fundamenty reżimu

Trwająca od 26 lat władza Bat’ki opierała się na trzech fundamentach. To długo było rzeczywiste poparcie społeczne, potężne wsparcie materialne i polityczne ze strony Rosji plus wierność wytresowanego w posłuszeństwie aparatu państwowego.

Naród białoruski Łukaszenki nazywanego złośliwie „Saszą 3 proc." (niektóre przedwyborcze  sondaże pokazywały, że akurat tylu rodaków chciałoby na niego głosować) już dziś nie chce. W czasie kampanii przed 9 sierpnia Łukaszenka nagadał wiele nieprzyjemnych rzeczy o Władimirze Putinie (choćby to, że stał się marionetką w rękach swego otoczenia i dowierzać mu już nie można), oskarżał Moskwę o ingerencje w sprawy jego kraju i o szykowanie zamieszek czy wręcz zbrojnego przewrotu.

Po stronie aktywów został mu więc tylko aparat biurokratyczny i bagnety. A jak zauważył jeszcze Talleyrand, „nie da się siedzieć na bagnetach". Tym bardziej, jeśli są chwiejne. Tymczasem ludzie aparatu pod presją masowych wystąpień opozycjonistów, których nie złamała brutalność sił policyjnych, kalkulują, czy lojalność wobec osłabionego wodza  im się opłaci. Pokazuje to choćby przykład Grodna.

Desant z Rosji w mediach

Gdy w poniedziałek Łukaszenka sięgnął dna, przegnany przez robotników z Mińskiej Fabryki Ciągników Kołowych, a Zachód ogłosił, że nie uznaje go za prezydenta, podtrzymała go Moskwa.

We wtorek na Białorusi zaczęli na nowo transmitować programy publicystyczne i informacyjne kremlowskiego kanału telewizyjnego Rossija 1. Jeszcze dzień wcześniej pokazywali, jak robotnicy mińscy skandują Bat’ce w twarz: „Odejdź”, mówiono o sfałszowanych wyborach.  A od wtorku – już tylko o niedopuszczalnej ingerencji Zachodu w sprawy suwerennego kraju, opłaconej przez obce siły „kolorowej rewolucji”.

Margarita Simonian, jedna z czołowych propagandzistek kremlowskich, ogłosiła, że iloraz inteligencji Swiatłany Cichanouskiej, rzeczywistej zwyciężczyni wyborów z 9 sierpnia, „jest na poziomie orangutana”.

W białoruskich kanałach telewizyjnych dziennikarzy i techników, którzy odmówili służenia propagandzie państwowej, zastąpiły przysłane z Moskwy ekipy pracowników telewizji rosyjskich. „Oni nauczą naszych, jak należy pracować” – zapowiada Bat’ka.

Gesty, jakimi Kreml podtrzymuje Łukaszenkę, są mocnymi sygnałami dla tych ludzi z aparatu, którzy się chwieją. Gubernatorzy, generałowie, dyrektorzy fabryk państwowych, oficerowie milicji oglądają telewizję rosyjską. I na własne oczy widzą, że Moskwa przynajmniej na razie otwarcie pomaga Bat’ce, jeszcze nie spisała go na straty. Więc i oni mogą na niego postawić. A on odzyskuje pewność siebie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.