Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białoruski reżim od dekad dba o trwałość sowieckich tradycji w wojsku: maszeruje ono pod czerwoną sowiecką flagą, dowodzenie odbywa się w języku rosyjskim, żołnierze czczą rosyjskich bohaterów Aleksandra Suworowa i Michaiła Kutuzowa, a o Rosjanach oficjalne wojskowe komunikaty mówią per "bracia".

Aleksander Łukaszenka na paradzie z okazji obchodów Dnia Niepodległości w MińskuAleksander Łukaszenka na paradzie z okazji obchodów Dnia Niepodległości w Mińsku Nikolai Petrov / AP / AP

Takie poglądy ma sam Aleksander Łukaszenka, więc nie ma się co dziwić, że przez 26 lat zdołał je zaszczepić w aparacie państwowym. Łukaszenka lubi odwiedzać jednostki wojskowe, organizować wielkie defilady i pokazywać się w wojskowym mundurze. Specjalnie dla niego został wymyślony i uszyty mundur „Głównodowodzącego Wojskiem Białorusi” - na naramiennikach zamiast tradycyjnych gwiazd jest duże godło kraju.

Kult wojska pozostał Łukaszence jeszcze z czasów ZSRR, kiedy przez pewien czas był politrukiem, czyli oficerem politycznym w wojskach pogranicznych. Mimo licznych manewrów i defilad wartość bojowa białoruskich jednostek nie jest imponująca. Podstawą armii nadal jest pobór, a finansowanie jest mniejsze niż u sąsiadów.

Dużo, ale po taniości

Białoruskie wojsko według oficjalnych danych to 65 tys. osób, z czego żołnierze i oficerowie to 45 tys., reszta to cywilny personel obsługujący.

Każdy Białorusin po osiągnięciu 18. roku życia jest zobowiązany do odbycia 18-miesięcznej służby zasadniczej. Po powrocie do cywila każdy poborowy ma status żołnierza rezerwy, który może w każdej chwili zostać zmobilizowany. W związku z tym ministerstwo obrony podaje, że w odwodzie ma ok. 300 tys. przeszkolonych rezerwistów.

Armia dysponuje 1600 czołgami, 2500 samochodami opancerzonymi i 1490 systemami artyleryjskimi. To więcej niż w Polsce i na Ukrainie. Jednak w rankingu Global Firepower 2020 znajduje się na 53. miejscu w świecie, jeżeli chodzi o potencjał. Roczny budżet białoruskiej armii to ok. 623 mln dol. Dla porównania wojsko maleńkiej Łotwy liczy 13 tys. ludzi, a jego budżet to 724 mln dol.

Ulubiony specnaz

Są rodzaje wojska, które mają na Białorusi szczególnie mocną pozycje. Przede wszystkim to pogranicznicy. W ZSRR były one częścią KGB, ale na Białorusi utworzony został osobny Państwowy Komitet Pograniczny. Ochronie granic wielkie znaczenie nadaje każdy autokrata; w pogranicznikach służyli również dwaj  synowie Łukaszenki. 

Inną ważną formacją stały się Siły Operacji Specjalnych. Jest to rodzaj wojsk powołany w 2007 r. na bazie jednostek powietrznodesantowych i specnazu wojskowego wywiadu GRU.

- Dla Białorusi najważniejsze są nie czołgi i samoloty, ale specnaz. W każdym zakątku kraju musimy być gotowi uderzać w bandytów, którzy do nas przenikną - tłumaczył kiedyś Łukaszenka potrzebę finansowania właśnie tych jednostek.

To jednostka Sił Operacji Specjalnych – 103. Gwardyjska Brygada Powietrznodesantowa z Witebska - została przerzucona w okolice Grodna, co miało zademonstrować Polsce i Litwie determinację Łukaszenki

Manewry tylko z Moskwą

Rosja jest najbliższym sojusznikiem Białorusi, współpraca wojskowa jest bardzo intensywna, Rosjanie jeszcze w 2009 r. przejęli dowodzenie białoruską obroną przeciwlotniczą - w ramach Wspólnego Regionalnego Systemu Obrony Przeciwlotniczej Rosji i Białorusi.

Białoruska armia nie robi już samodzielnych manewrów na poziomie brygad – zawsze są to już manewry białorusko-rosyjskie.

Rosyjska agresja na Ukrainie w 2014 r. ujawniła mocne prorosyjskie nastroje w białoruskiej armii. Kilkakrotnie wybuchały skandale medialne w związku z deklarowanym przez oficerów w mediach społecznościowych poparciem dla Rosji lub publikowaniem rosyjskiej symboliki, czasem robili to oficerowie nawet ze Sztabu Generalnego. Nikogo nigdy za to nie ukarano, co pokazuje, że prorosyjskość wojska nie jest dla Łukaszenki problemem.

W odróżnieniu od sąsiadów Białoruś nie zwiększyła finansowania wojska w momencie wybuchu kryzysu na Ukrainie. Zrobiła to za to później, reagując nie na wojnę na wschodzie Ukrainy, tylko na zwiększenie wydatków na obronę u sąsiadów należących do NATO.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.