Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Kolejny zaginiony białoruski protestujący Mikita Kryucou został znaleziony martwy w lesie w dzielnicy Partyzańskiej w Mińsku ze śladami pobicia" - napisał na Twitterze Franciszak Wiaczorka, białoruski aktywista i dziennikarz.

Zniknął 12 sierpnia, po przyjeździe z Żodzina do Mińska. Wtedy rodzina straciła z nim kontakt. Tamta środa była czwartym dniem protestów przeciwko uznawanym za sfałszowane wyborom, w których wedle oficjalnych informacji Aleksander Łukaszenka zdobył aż 80,1 proc. głosów. Demonstranci sprzeciwiali się brutalności policji oraz domagali przeprowadzenia uczciwych wyborów.

Białoruś. Zaginiony 28-latek nie żyje

Władze informowały, że tylko w ciągu trzech dni protestów zatrzymano aż 6 tys. osób. - Tysiące osób szukają swoich bliskich, którzy zaginęli podczas protestów. Areszty są przepełnione, milicja nie informuje rodzin o zatrzymaniu, a zatrzymanemu odmawia kontaktu z bliskimi - mówił Andriej Stryżak z broniącej praw człowieka organizacji Wiesna.

Niezależna "Nasza Niwa", która jako pierwsza poinformowała o śmierci 28-latka, zastrzega, że nie ma dowodów ani na to, że mężczyzna brał udział w protestach, ani na to, że w nich nie uczestniczył. Wiadomo, że jego ciało znaleziono w sobotę w mińskim lesie. Policja poinformowała rodzinę, że na ciele mężczyzny nie ma widocznych obrażeń. Żona zobaczy jego ciało dopiero w niedzielę. "NN" opisuje mężczyznę jako fana piłki nożnej, odnotowuje, że na nodze miał tatuaż z klasykiem literatury białoruskiej Jakubem Kołasem.

Początkowo media podawały, że ostatni sygnał z jego telefonu pochodził z rejonu szpitala. Jednak Euroradio sugeruje, że sygnał mógł pochodzić z pobliskiego gmachu milicji.

Białoruś. ONZ przypomina o zakazie tortur

Kilka dni temu odnaleziono ciało dyrektora muzeum w Wołkowysku. 29-latek był członkiem komisji wyborczej w Grodnie, który miał odmówić podpisania protokołu głosowania. Cytowany przez portal tut.by ojciec mężczyzny stwierdził, że podpisano go za niego. Potem przebywał na urlopie, po jego zakończeniu poszedł do pracy, ale do domu już nie wrócił.

W piątkowym oświadczeniu wysoki komisarz Narodów Zjednoczonych ds. praw człowieka wyraził poważne zaniepokojenie przetrzymywaniem ponad 100 osób, w tym ok. 60 oskarżonych o przestępstwa, za które grożą kary więzienia: "Przypominamy władzom Białorusi o całkowitym zakazie tortur i ponawiamy nasz zeszłotygodniowy apel o przeprowadzenie natychmiastowego, dokładnego i bezstronnego dochodzenia w sprawie wszystkich zarzutów łamania praw człowieka. Obejmuje to śmierć czterech osób zmarłych w wyniku obrażeń odniesionych podczas protestów. Ofiary mają prawo do zadośćuczynienia".

Na niedzielę zwolennicy zmian wzywają do kolejnej wielkiej demonstracji w Mińsku. Ta sprzed tygodnia była największą manifestacją w historii Białorusi. Według niezależnych mediów wzięło w niej udział ok. 200 tys. osób. Ale protestowano także w innych miastach.

- Od poniedziałku władza ma być władzą - pogroził Łukaszenka podczas sobotniego wiecu swoich zwolenników w Grodnie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.