Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwsze kilka dni po sfałszowanych przez władzę wyborach z 9 sierpnia białoruskie media państwowe zachowywały ciszę. We wtorek 12 sierpnia, kiedy milicja pałowała protestujących na ulicach białoruskich miast, rządowa agencja informacyjna Biełta (BelTA) informowała o tym, że Łukaszenka funkcjonuje w standardowym trybie: “Prezydent przeprowadził naradę w sprawie aktualnych problemów przemysłu spożywczego”. Milczał też główny rosyjskojęzyczny dziennik państwowy, który obecnie nazywa się “Białoruś Siegodnia”, a jeszcze niedawno ukazywał się jako “Sowieckaja Biełorussija”. Milczeli pozostali. 

Władza odzyskuje kontrolę  

Kilka dni później, kiedy władza zmieniła podejście, przestała hurtem zwozić ludzi do aresztów i zaczęła wozić ich na wiece poparcia dla Łukaszenki, media państwowe zmieniły ton.  

Milczeć już się nie dało, bo niespodziewanie zawrzało w telewizji państwowej. Kiedy 16 sierpnia odbył się pierwszy wiec poparcia dla Aleksandra Łukaszenki, na który wielu uczestników przyjechało pod przymusem, ekipa porannego programu “Nasze utro” w telewizji ONT udała się na urlop. Następnego dnia widzowie kanału Białoruś 1 zamiast normalnego programu zobaczyli statyczny obrazek. “Czyli jednak strajk” - napisał na Twitterze białoruski dziennikarz Andrzej Poczobut.  

Protesty w Mińsku, 16 sierpnia 2020Protesty w Mińsku, 16 sierpnia 2020 Fot. Dmitri Lovetsky / AP Photo

Obwodowy dziennik „Zaria” („Jutrzenka”) w Brześciu pierwszy materiał o tym, co się dzieje w kraju, opublikował tydzień po rozpoczęciu protestów na Białorusi. Była to relacja z demonstracji poparcia dla Łukaszenki w Mińsku. “Proponują nam nowe wybory. (...) Kto będzie je organizował? Kto pójdzie na te wybory? Bandyci i urkowie!” - cytował Łukaszenkę autor. Nie podpisał się. Kilka dni wcześniej w Brześciu strzelano do protestujących ostrą amunicją, a pod aresztem śledczym do dziś zbierają się ludzie.  

Od pierwszych dni burzył się zespół gazety “Zwiezda”, czyli największego białoruskojęzycznego dziennika państwowego. Jego naczelny Paweł Suchorukow, który poparł protesty, wczoraj został zwolniony. Wątpliwości targały również pracownikami państwowego Radia Stolica, którzy ostatecznie w środę podali się całym zespołem do dymisji.  

- Jednak nasze władze nie odpuszczają. Od środy przywracają kontrolę nad swoimi mediami. Telewizja nadaje normalnie, w studiach pojawili się nowi ludzie, którzy przejmują sprzęt i program. Został mianowany też nowy naczelny “Zwiezdy” - mówi “Wyborczej” proszący o anonimowość przedstawiciel jednej z organizacji dziennikarskich. 

Niezależnym mediom pomógł koronawirus... 

Państwowe media mają eter, infrastrukturę nadawczą, drukarnie, papier i pieniądze od państwa. Media niezależne mają internet, czyli odbiorców.  

Na Białorusi z internetu korzysta ok. 7 mln osób. Jeszcze niedawno po wiadomości regularnie sięgało tylko 2-3 mln osób. Wszystko zmieniła epidemia koronawirusa. Białorusini z przerażeniem patrzyli, jak ich sąsiedzi zamykają granice i ogłaszają kwarantanny. W tym samym czasie ich prezydent przekonywał, że kraj nie ma do czynienia z wirusem, lecz z psychozą. To właśnie w marcu i kwietniu większość ludzi zaczęła się przyzwyczajać do regularnego sprawdzania wiadomości w sieci. 

Skorzystały na tym te nieliczne niezależne media, którym udało się przetrwać. Szczególnie portal Tut.by, który dysponuje największym obecnie zespołem redakcyjnym poza państwowymi mediami. To największy portal horyzontalny na Białorusi. Jego głównym konkurentem jest Onliner.by, który z początku funkcjonował jako forum o gadżetach, a z czasem przepoczwarzył się w jedną z największych w kraju platform e-commerce otoczoną wianuszkiem serwisów tematycznych poświęconych m.in. autom czy nieruchomościom. Dziś, podobnie jak jego rywal, aktywnie relacjonuje protesty. 

Również najstarszy białoruski dziennik opozycyjny “Nasza Niwa” wkroczył w kampanię wyborczą ze zwiększonym audytorium. Wyłączenie internetu miało pozbawić media niezależne ich jedynego atutu. Ale tak się nie stało, bo wyjątkowo odporny na blokady komunikator Telegram działał nadal. Media przeniosły do niego swoje relacje, a ich kanałom w komunikatorze zaczęło szybko przybywać obserwujących. Plan władz nie zadziałał i obecnie to Telegram stał się główną drogą, przez którą media docierają do ludzi. Zdjęcia i filmiki pokazujące dziewczyny rozdające kwiaty milicjantom czy robotników wykrzykujących do Łukaszenki “Odejdź!” trafiły do Białorusinów oraz mieszkańców Zachodu wyłącznie dzięki Telegramowi. 

Jakkolwiek szybko rośnie popularność niezależnych mediów na Telegramie, ich działalność tam pozostaje ściśle misyjna. Żaden reklamodawca nie będzie chciał kupować reklamy, która pojawi się obok zdjęć posiniaczonych protestujących i milicjantów w kominiarkach. 

…i wyłączenie internetu 

Większość Białorusinów w Telegramie śledzi jednak nie kanały tradycyjnych mediów, lecz te prowadzone przez amatorów. Autorem największego z nich - Nexta - jest mieszkający w Warszawie 22-letni Stiepan Putiło, wcześniej twórca programu rozrywkowego "Subiektyw" w telewizji Biełsat. W ciągu tygodnia od wyborów prezydenckich liczba obserwujących kanał Nexta wzrosła z 300 tys. do 2 mln. Z Putiłą współpracuje Roman Protasiewicz, który również wyemigrował do Warszawy i poprosił o azyl polityczny w Polsce w styczniu 2020 r. Obecnie to właśnie 25-letni Protasiewicz jest “redaktorem naczelnym kanału” - tak przedstawiła go rosyjska edycja miesięcznika “Forbes”.  

Czteroosobowa redakcja Nexta (nazwiska dwóch pozostałych pracowników są utrzymywane w tajemnicy) otrzymuje wiadomości, zdjęcia i nagrania wideo od internautów. Następnie - po weryfikacji - publikuje je na kanale. Obecnie to najszybsze źródło informacji o Białorusi, choć nie wszystkie doniesienia z czasem się potwierdzają, a teksty są emocjonalne i raczej zagrzewają odbiorców do walki, niż informują.  

Protestujący przed siedzibą rządu, Mińsk, 20 sierpnia 2020Protestujący przed siedzibą rządu, Mińsk, 20 sierpnia 2020 Fot. Dmitri Lovetsky / AP Photo

Drugim amatorskim kanałem o Białorusi jest “Białoruś mózgu” prowadzony przez 28-letniego mieszkańca Baranowicz Igora Łosika. To, co zaczynało się jako miejsce ze śmiesznymi zdjęciami, filmikami i memami, jest obecnie kanałem społeczno-politycznym, którego liczba obserwujących zbliża się do pół miliona.  

- Najciekawsze jest to, że wiele serwisów, które trzymały się od polityki z dala i najwyżej ją od czasu do czasu wyśmiewały, dziś prowadzi aktywną obsługę bieżących wydarzeń - mówi Julia Słuckaja, założycielka Press-Club Belarus. 

Największe białoruskie media niezależne na Telegramie:   

TUT.by (@tutby_official) - 360 tys. obserwujących 

Onliner (@onlinerby) - 125 tys. obserwujących 

Nasza Niwa (@nashaniva) - 75 tys. obserwujących 

Binokl (@binklbink) - 14 tys. obserwujących 

Media nadające po białorusku z zagranicy na Telegramie: 

Belsat (@belsat) - 90 tys. obserwujących 

Euroradio (@Euroradio) - 30 tys. obserwujących 

Radio Svaboda (@svoboda_radio) - 17 tys. obserwujących 

Największe białoruskie kanały amatorskie na Telegramie:  

Nexta (@nexta_live) - 2,1 mln obserwujących 

Białoruś gołownogo mozga (@belamova) - 477 tys. obserwujących 

Czaj z malinawym warenniem (@belteanews) - 176 tys. obserwujących 

Pul pierwoj (@pulpervoi) - 49 tys.  

Źródło: Telegram

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.