Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czytaj więcej w aktualizowanym tekście: Aleksiej Nawalny reanimowany w szpitalu. Rzeczniczka: To mogła być próba otrucia

Nawalny miał na to zresztą dobitny dowód. W lipcu 2013 r. sąd w Kirowie skazał go na pięć lata więzienia za rzekomą kradzież drewna i z sali rozpraw odesłał wprost do aresztu. Kilka godzin później pod gmachem Dumy zebrało się co najmniej 15 tys. osób żądających natychmiastowego uwolnienia polityka. Zanosiło się na poważne zamieszki w centrum Moskwy. Tłum uspokoił się, kiedy ogłoszono, że ta sama prokuratura, która domagała się posłania Nawalnego do więzienia, raptem odwołała się od werdyktu i teraz chce wyroku w zawieszeniu i natychmiastowego wypuszczenia skazanego na wolność.

Dziś sytuacja już tak nie sprzyja słynnemu bojownikowi z korupcją. Duża część skłóconej rosyjskiej opozycji nie uznaje już jego autorytetu. Padają, wynikające przede wszystkim z zawiści, oskarżenia o skłonności napoleońskie i arogancję. Dziennikarze opozycyjnych mediów unikają go, ich redakcje przestały go zapraszać.

To, że dziś uwaga aktywnej części rosyjskiej opinii publicznej skupiona jest na wydarzeniach na Białorusi, też rozwiązuje władzom ręce.

Chabarowsk sygnałem dla Putina

Nawalny akurat teraz jest dla nich groźny. Za 24 dni w Rosji ma być tak zwany wspólny dzień głosowania – wybiera się wówczas władze lokalne, w tym gubernatorów. A są regiony, gdzie emocje podgrzane wydarzeniami w Chabarowsku kipią.

Ludzie przyglądają się miastu na Dalekim Wschodzie, którego mieszkańcy od miesiąca już codziennie wychodzą na demonstracje i protestują przeciw aresztowaniu popularnego gubernatora Siergieja Furgała. W ostatnią sobotę tysiące ludzi szły tam przez miasto z transparentem „Żywie Biełaruś!”. Grupy opozycjonistów solidaryzujących się z Mińskiem i Chabarowskiem manifestowały pod tym hasłem także w innych miastach Rosji – akurat tych, gdzie sytuacja przed wyborami jest najbardziej napięta.

Twórca taktyki "mądrego głosowania"

Nawalny w tych rozgrywkach jest bardzo ważny. Pokazał bowiem, że nawet w warunkach rosyjskiej demokracji twardo "sterowanej" przez Kreml w wyborach można pokrzyżować szyki władzy. Wymyślił i nauczył elektorat taktyki tak zwanego mądrego głosowania - powszechnego popierania tego z konkurentów faworyta putinowskiej partii władzy Jedna Rosja, który może zebrać jak najwięcej głosów.

Dzięki temu w 2018 r. "wspólny dzień głosowania" zakończył się niespodziewaną porażką czterech faworytów Kremla, którzy w walce o fotele gubernatorskie przegrali z konkurentami mającymi jedynie odegrać rolę sparingpartnerów (to właśnie wtedy gubernatorem został Furgał). Taktyka "mądrego głosowania" sprawiła także, że rok temu Jedna Rosja straciła wiele mandatów w Moskiewskiej Dumie Miejskiej.

Jeśli teraz władze postanowiły usunąć Nawalnego na zawsze lub choćby na czas wyborów, bo przeczuwają, że jego gwiazda przygasła, to mogą się bardzo przeliczyć.

W internecie rosyjskim powtarzają się głosy, że ludzie Kremla i służb specjalnych „powinni się modlić za zdrowie Nawalnego”, bo jego śmierć byłaby potężnym czynnikiem destabilizującym sytuację.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.