Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polska opinia publiczna ze zdziwieniem przygląda się militarnym ruchom Białorusi i histeryzowaniu Aleksandra Łukaszenki o rzekomym polskim zagrożeniu dla suwerenności Białorusi.

Łukaszenka krzyczy o jednostkach NATO grożących Białorusi z terenu Polski, nawołuje białoruskich generałów, by byli gotowi zdecydowanie odpowiedzieć na to zagrożenie, przerzucił na Grodzieńszczyznę jednostki powietrzno-desantowe, wreszcie widzi, jako jedyny zresztą, polskie flagi wywieszane w Grodnie. Jeżeli ktoś myśli, że jest to reakcja na decyzję premiera Mateusza Morawieckiego, który wystąpił o zwołanie unijnego szczytu w sprawie Białorusi, to się głęboko myli.

Przez cały okres rządów Aleksandra Łukaszenki Polska była postrzegana jako podstępny i podły wróg. Działo się tak, choć wszystkie polskie rządy od lewicy po prawicę podejmowały próby porozumienia się z dyktatorem, przekonania go o pokojowych zamiarach i dążyły do nawiązania współpracy. Kończyło się zawsze skandalem.

Analiza warta premii 

Kiedyś rozmawiałem z byłym analitykiem z administracji prezydenta. Przytoczyłem mu przykłady kłamstw na temat Polski rozpowszechnianych przez reżimowe media i zapytałem, czy ktoś "na górze" w to wierzy, czy jest to tylko cyniczna gra, celem której jest stworzenie u Białorusinów przekonania o zagrożeniu ze strony Polski i wykorzystanie tego dla bieżących potrzeb wewnętrznej polityki.

- Na to jest zapotrzebowanie. Można napisać uczciwy tekst na cztery strony, tłumaczący dlaczego wygrał w Polsce PiS i czego należy się spodziewać w relacjach z Polską po tej wygranej, a można napisać tekst na jedną stronę, o tym, że właśnie powstaje IV Rzeczpospolita i jednym z jej planów jest zmiana granic, bo I, II i III Rzeczpospolita różniły się od siebie granicami. W pierwszym wypadku analiza przejdzie bez echa, w drugim dostanie się premię pieniężną i pochwały za czujność i przenikliwość - odpowiedział związany niegdyś z Łukaszenką analityk.

Karta przetargowa w rozmowach z Moskwą

W walce o geopolityczną przyszłość Białorusi deklarowana gotowość do powstrzymywania czołgów NATO przygotowujących się rzekomo do marszu na Moskwę jest dla Łukaszenki kartą przetargową zarówno w rozmowach z Moskwą, jak i w rozgrywkach wewnętrznych. Podejrzliwość wobec Zachodu i postrzeganie świata poprzez spiskowe teorie są też fundamentami jego przekonań.

Polska z jej legionami Piłsudskiego, papieżem Janem Pawłem II i „Solidarnością” jest zagrożeniem dla świata Łukaszenki, w którym to przecież Armia Czerwona niosła wyzwolenie niewdzięcznym ludom Europy, NKWD strzelało tylko do zdrajców i agentów, a Józef Stalin zasługuje na ciepłą pamięć i pomniki na Białorusi.

Polska jest w Mińsku postrzegana jako kwintesencja Zachodu i utożsamiana z walką o demokrację i prawa człowieka, czyli z tym, co Łukaszenka konsekwentnie niszczył w ciągu 26 lat swoich rządów. Ta żywiołowa polonofobia Łukaszenki spowodowała, że w warunkach największego politycznego kryzysu to właśnie polskie flagi przywidziały mu się nad Grodnem, chociaż nad grodzieńskim Teatrem Dramatycznym przez protestujących zawieszona została jedynie historyczna białoruska flaga biało-czerwono-biała.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.