Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białoruś była dziś tematem nadzwyczajnego szczytu UE przeprowadzanego za pośrednictwem telekonferencji. Unia ponownie jednomyślnie potwierdziła, że wkrótce nałoży sankcje (zakaz wjazdu oraz zamrożenie majątku na terenie Unii) na „znaczącą liczbę” ludzi odpowiedzialnych za przemoc, represje oraz fałszerstwa wyborcze na Białorusi. Podczas szczytu nikt nie domagał się sankcji gospodarczych, które uderzyłby w zwykłych Białorusinów.

- Protesty na Białorusi nie dotyczą geopolityki. Dotyczą prawa do swobodnego wyboru swoich przywódców. Unia Europejska solidarnie stoi po stronie narodu białoruskiego – podkreślał po zakończeniu szczytu szef Rady Europejskiej Charles Michel.  

Cel: Nowe wybory

Unijni przywódcy powtórzyli na szczycie, że UE nie uznaje sfałszowanych wyników wyborów ogłoszonych przez władze Białorusi, o co w opublikowanym w internecie przesłaniu wideo apelowała dziś do nich rywalka Aleksandra Łukaszenki w ostatnich wyborach Swiatłana Cichanouska. Odrzucenie wyników wyborów przez UE nie jest jednak tożsame z nieuznawaniem Aleksandra Łukaszenki za szefa państwa.

Czy Unia domaga się powtórki wyborów? – Tego domagają się Białorusini. A my popieramy prawo Białorusinów do wyboru ścieżki realizowania zasad demokratycznych. To powinna być ich decyzja – powiedziała Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej.

Również przewodniczący europarlamentu David Sassoli podczas szczytu przekonywał, że „zadaniem UE jest wsparcie apeli narodu białoruskiego o jak najszybsze przeprowadzenie nowych wyborów”. W podobnym duchu utrzymany był wspólny list prezydentów Grupy Wyszehradzkiej.

Von der Leyen potwierdziła na szczycie, że Komisja zamierza wkrótce zmobilizować 53 mln euro funduszów pomocowych dla Białorusi, w tym 2 mln dla ofiar przemocy oraz represji, milion na wsparcie społeczeństwa obywatelskiego i niezależnych mediów oraz 50 mln na wsparcie walki z koronawirusem.

Rosja reaguje: To walka geopolityczna

Rosyjski MSZ opublikował zapis wywiadu ministra Siergieja Ławrowa, który przekonywał, że „w tym, co słyszymy teraz od stolic europejskich, głównie z krajów bałtyckich, ale także od Polski i Parlamentu Europejskiego, nie chodzi o Łukaszenkę, prawa człowieka i demokrację, a chodzi o geopolitykę”. Ławrow przekonywał, że w sprawie Białorusi zachodni gracze próbują wznowić rywalizację o obszar poradziecki, jak „wcześniej działo się to na Ukrainie”.

Kreml jest w ciągłym kontakcie z unijnymi przywódcami. Do prezydenta Władimira Putina w przeddzień szczytu dzwonili kanclerz Angela Merkel, prezydent Emmanuel Macron, a na koniec przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Putin, wedle oficjalnych relacji Kremla, ostrzegał ich przed niedopuszczalnymi ingerencjami w sprawy Białorusi „z zewnątrz”, czyli w rosyjskim ujęciu z Zachodu.

- Strona rosyjska wyraziła zaniepokojenie z powodu prób wywierania nacisku na kierownictwo Białorusi przez szereg państw i destabilizowania sytuacji wewnątrzpolitycznej w tym kraju – ogłosił Kreml po rozmowie z Michelem. Choć Michel – wedle naszych rozmówców w Brukseli – miał poruszyć z Putinem temat wsparcia OBWE dla dialogu wewnątrzbiałoruskiego, to dzisiaj minister Ławrow sugerował, że Białorusini mogą poradzić sobie bez żadnych zewnętrznych pośredników.

W pisemnym podsumowaniu szczytu unijni przywódcy podkreślili, że „wszystkie strony, w tym państwa trzecie, powinny wspierać proces” pokojowego i demokratycznego dialogu, co jest – choć dość mocno zawoalowanym – ostrzeżeniem Moskwy. Kanclerz Niemiec Angela Merkel – według naszych rozmówców – miała relacjonować na szczycie, że powiedziała Putinowi o niedopuszczalności rosyjskiej ingerencji „pod pretekstem zapobiegania ingerencji zachodniej”, choć takie propagandowe wezwania rozsiewa Aleksander Łukaszenka.

Berlin i Paryż dostrzegają Białoruś

Moskiewska dyplomacja, powołując się na gwarantowany sprzeciw ze strony Łukaszenki, odrzuca na pewno wariant pośrednictwa ze strony Polski czy krajów bałtyckich, który przed tygodniem proponowali we wspólnym liście prezydenci Andrzej Duda, Gitanas Nauseda, Egils Levits i Kersti Kaljulaid.

Od dnia wyborów na Białorusi medialnie na pierwszej linii pozostaje Wilno, gdzie schroniła się Swiatłana Cichanouska. Także w pierwszych tygodniach euromajdanu, jeszcze przed krwawą rozprawą, Litwini też bywali najaktywniejsi w publicznych deklaracjach. Wielu przywódców podczas środowego szczytu miało – wedle relacji naszych rozmówców – dziękować Wilnu za liderowanie w sprawach białoruskich w ostatnich kilkunastu dniach. Natomiast Merkel podziękowała dziś i Polsce, i Litwie.

Kształt odpowiedzi europejskiego Zachodu na wydarzenia białoruskie i działania Moskwy wykuwa się teraz jednak głównie na linii Berlin – Paryż (z naciskiem na Berlin), do której – jak tłumaczą nasi rozmówcy w UE – także z racji wielkości i geografii najlepszy dostęp w Europie Środkowo-Wschodniej ma nadal Polska.

Premier Mateusz Morawiecki już nazajutrz po wyborach na Białorusi wzywał do zwołania nadzwyczajnego szczytu UE, ale wtedy w Brukseli odmówiono, bo – jak tłumaczą rozmówcy – „nie było jeszcze widać, że naprawdę zaczyna chwiać się władza Łukaszenki”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.