Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Sytuacja w tym roku jest wyjątkowa. Wcześniej zatrzymania przed wyborami dotyczyły najbardziej aktywnych lub radykalnych polityków. Nigdy represje nie były tak wcześnie i tak powszechnie stosowane. W dodatku w tym roku były one wyjątkowo brutalne – mówił w wywiadzie dla portalu TUT.by białoruski politolog Andriej Kazakewicz.

Do największej fali zatrzymań doszło zaraz po wyborach, gdy władze ogłosiły zwycięstwo Łukaszenki, a Białorusini wyszli na ulice. Według organizacji praw człowieka Zweno w dniach 7-14 sierpnia w starciach z milicją zginęło co najmniej pięć osób, a siedem trafiło do szpitala w stanie krytycznym.

Władze zaprzeczają tym informacjom. Jeszcze 18 sierpnia rano minister zdrowia Białorusi Uładzimir Karanik poinformował, że podczas protestów w kraju zginęły dwie osoby, 158 osób zostało rannych i przebywa w szpitalach. – Wszystkie są w stabilnym, niezagrażającym życiu stanie – zapewnił minister zdrowia. Po południu MSW powiadomiło o trzeciej ofierze – 19-letnim chłopaku.

Niezależna białoruska agencja BelPAN podobnie jak Zweno ocenia, że liczba ofiar podczas pokojowych demonstracji jest przez władze w Mińsku zaniżana.

Urazy oczu, amputowane kończyny...

Od 9 do 13 sierpnia zatrzymano na Białorusi około 7 tysięcy osób. W czwartek władze nakazały przerwanie brutalnej pacyfikacji protestów i wypuściły część aresztowanych. W poniedziałek białoruskie MSW zapewniało, że w aresztach przebywają już tylko 122 zatrzymane podczas demonstracji osoby.

Wielu z uwolnionych opowiadało później dziennikarzom i bliskim, że zostali pobici przez funkcjonariuszy organów specjalnych. Pokazywali sine od uderzeń plecy, nogi, pośladki...

Według lekarzy najczęstszymi urazami są – odniesione także podczas starć ulicznych – odłamkowe rany rąk, nóg, klatki piersiowej, szyi, twarzy, oczu, rany postrzałowe po gumowych kulach, złamane żebra oraz urazy czaszki i mózgu. Wielu z poszkodowanych doznało poparzeń od wybuchów granatów ogłuszających – funkcjonariusze OMON-u rzucali je bezpośrednio w ludzi lub w ich pobliże, chociaż protestujący nie byli uzbrojeni. Jak informuje portal RBC.ru, części zatrzymanych trzeba było amputować kończyny.

W oficjalnym kanale Komitetu Śledczego w sieci społecznościowej Telegram mówi się o około 600 obywatelach, którzy złożyli oficjalną skargę na uszkodzenie ciała przez funkcjonariuszy organów ścigania podczas zatrzymań. 

Śledczy Łukaszenki informują też, że zarejestrowali 124 zawiadomienia „o brutalnych działaniach demonstrantów wobec funkcjonariuszy organów ścigania oraz zniszczeniach mienia (pojazdów służbowych, obiektów miejskiej infrastruktury)”.

Łukaszenka: Byli nietrzeźwi, prowokowali

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka przekonywał publicznie, że wielu zatrzymanych uczestników protestów było nietrzeźwych lub pod wpływem narkotyków. Powiedział również, że brutalne działania OMON-u były wynikiem prowokacji ze strony obywateli, a jednemu z funkcjonariuszy organów ścigania nawet złamano kręgosłup. – Odpowiednio zareagujemy na prowokacje – podkreślał białoruski przywódca 17 sierpnia, występując przez pracownikami MZKT.

Z tymczasowego aresztu wyszło już dwóch słynnych techników dźwięku – Wladisław Sokolowskij i Kirill Gałanow. Zatrzymano ich tuż przed wyborami, 6 sierpnia, gdy na rządowym koncercie w Mińsku włączyli piosenkę Wiktora Coja i grupy Kino „Chcę zmian!” – nieformalny hymn białoruskiej opozycji. Sąd uznał ich za winnymi czynu chuligańskiego i nieposłuszeństwa wobec funkcjonariuszy milicji. Zostali skazani na dziesięć dni aresztu. W areszcie obaj zostali pobici. Sokołowskij relacjonował później w mediach, że w swoim oprawcy rozpoznał samego zastępcę szefa ministerstwa spraw wewnętrznych Białorusi Aleksandra Barsukowa.

Wielu Białorusinów wciąż szuka swoich bliskich, którzy brali udział w protestach. Według portalu internetowego TUT.by zaginione jest wciąż 76 osób, przede wszystkim mężczyźni. MSW uruchomiło początkowo infolinię, dzięki której można było próbować ustalić los członków rodziny czy znajomych. Została ona jednak zawieszona w poniedziałek, bo według władz problem został rozwiązany.

W przypadku części zaginionych osób wiadomo przynajmniej, że otrzymali wyrok za udział w protestach – najczęściej kilka do kilkunastu dni aresztu. Nie wiadomo jednak, gdzie odbywają karę. Części osób nie udało się znaleźć ani na listach skazanych, ani znajdujących się w tymczasowych aresztach.

Medale dla OMON-u

Łukaszenka oficjalnie przyznał podczas poniedziałkowej rozmowy z robotnikami, że przemoc na ulicach mogła wzbudzić ich gniew. Jednak już we wtorek podpisał dekret o przyznaniu medali funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa za „wzorowe wykonywanie obowiązków służbowych”.

Dokument został opublikowany w Krajowym Prawnym Portalu Internetowym. Lista nagrodzonych liczy aż 25 stron – wyróżniono 250 osób. Medale otrzyma m.in. trzech kierowców więźniarek i dziewięciu pracowników tymczasowych aresztów – podaje Euroradio. Oprócz nich na liście są m.in. przedstawiciele Wojsk Wewnętrznych, Departamentu Bezpieczeństwa i OMON- u.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.