Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W te gorące sierpniowe dni na Białoruś, być może po raz pierwszy od dziesięcioleci, wróciły namiastki normalnego życia politycznego. Kraj rzeczywiście się zmieniła. Urzędnicy nagle muszą wychodzić na place pełne ludzi i tłumaczyć się przed nimi. Nie są do tego przyzwyczajeni, przychodzi im to z trudem. Próbują rozmawiać, używając łukaszenkowskiej retoryki – tak jak to robili przez ostatnie 26 lat. Mówią o uczciwych wyborach, o swoich osiągnięciach zawodowych, próbują narzucić swoją wolę. W odpowiedzi są wygwizdywani i upokarzani. Ale nie mają wyboru – muszą poprzez takie rozmowy nauczyć się nowej Białorusi.

Białorusini zwracają się w stronę dysydentów

W zakładach pracy robotnicy, który rozpoczęli strajk spontanicznie i żywiołowo, próbują teraz tworzyć komitety strajkowe. W zakładach „Grodno Azoty” poszło sprawnie – komitety strajkowe powstały w każdym ogniwie produkcyjnym. Ludzie są zmotywowani i szybko potrafili się zorganizować.

Często proces wyłaniania liderów jest bardziej skomplikowany. Trzeba bowiem wyjść przed szereg, wziąć na siebie odpowiedzialność. To ryzykowne, niezależne związki zawodowe dawno zostały przecież zrównane z ziemią przez KGB. Teraz jest szansa, że powstaną na nowo.

Taki sam proces odbywa się na ulicach i placach białoruskich miast. Tu również na wiecach wyłaniani są przedstawiciele protestujących, których się upoważnia do prowadzenia pertraktacji z władzami. Białoruska opozycja – wyśmiewana i uważana za niemającą perspektyw – teraz dostała wiatru w żagle.

W Grodnie wśród osób upoważnionych przez protestujących do prowadzenia pertraktacji z władzami są przedstawiciele tradycyjnych opozycyjnych partii BNF i Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Zrewoltowane społeczeństwo sięga po doświadczenie starych i zaprawionych w bojach z dyktaturą dysydentów. Bardzo prawdopodobne jest, że ten scenariusz będzie powtarzał w innych miastach.

W ten sposób białoruski protest przestaje być całkowicie spontaniczny: powstają zręby politycznych organizacji.

Aleksander Łukaszenka miał nadzieje, że fala oburzenia wkrótce sama opadnie. Resorty siłowe, których brutalność nakręcała protest, teraz zachowują się pasywnie.

Dzięki temu protestujący mają jednak czas, by się zorganizować. Pomaga w tym internet, gdzie robotnicy poszczególnych zakładów pracy dyskutują o taktyce i sposobach prowadzenia dalszej walki politycznej. Uderza szczerość i autentyczność wypowiedzi w tych dyskusjach. Oni teraz też uczą się nowej Białorusi.

Gdzie jest lider?

Zachód i Wschód patrzą w zdumieniu na odbywający się na Białorusi proces oddolnego budowania struktury politycznej. Wszyscy szukają lidera. Gdzie on jest? Kiedy się pojawi?

Tymczasem pytanie o lidera wcale nie jest najważniejsze. Łukaszenka przez dziesięciolecia niszczył namiastki wszelkiej alternatywy. W efekcie – rzecz nie do pomyślenia w dojrzałej demokracji – wybory prezydenckie wygrała gospodyni domowa bez żadnego doświadczenia w polityce i w zarządzaniu ludźmi.

Zresztą ta kampania prezydencka była pełna niespodziewanych zwrotów. Z początku jej liderem wydawał się być Siarhiej Cichanouski, charyzmatyczny bloger dzięki swojej popularności rozpoznawalny nie tylko w miastach, ale nawet w miasteczkach. Kiedy został aresztowany, popularność gwałtownie zaczął zdobywać Wiktar Babaryka, szef Biełgazprombanku i znany mecenas. Jego sztab zebrał największą w historii Białorusi liczbę podpisów pod jego kandydaturą. Kiedy został aresztowany przez KGB, a jego nazwisko nie trafiło do kart wyborczych, lud zwrócił oczy ku Swiatłanie Cichanouskiej.

Widzieliśmy więc, jak w krótkim okresie Białorusini z łatwością przenosili sympatie na kolejne postacie. Warunek był jeden – trzeba było być zdecydowanie przeciwko Aleksandrowi Łukaszence. Te przedwyborcze zwroty akcji pokazują, że lider nie jest w tej białoruskiej układance najważniejszy.

Czasy przemian, które najwyraźniej nadeszły, charakteryzują się szybkim pojawianiem się i znikaniem politycznych gwiazd. Ale jeżeli protestujący wygrają, to właśnie wśród tych, którzy dziś toczą rozmowy i dyskusje w zakładach pracy i na placach, trzeba szukać nowej politycznej klasy Białorusi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.