Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wiktoria Bieliaszyn: W jednym z przedwyborczych wywiadów powiedziała pani, że jeśli nie wygracie, władza „rozjedzie Białorusinów na asfalcie”. 

Maryja Kalesnikawa*: Niestety, ale to właśnie mogliśmy obserwować podczas pierwszych dni protestów, kiedy funkcjonariusze struktur siłowych brutalnie pacyfikowali demonstracje. To oczywiste, że władze nie były przygotowane na taki obrót sprawy. Do tej pory trudno jest im zrozumieć, a przynajmniej przyznać, że znaczna większość Białorusinów nie popiera obecnego prezydenta. W protestach, strajkach i akcjach solidarnościowych odbywających się w całym kraju uczestniczą ludzie z różnych grup społecznych i w różnym wieku. Na taką skalę współczesna Białoruś nigdy nie protestowała.  

17.08.2020, Mińsk, Maryja Kalesnikawa w fabryce traktorów17.08.2020, Mińsk, Maryja Kalesnikawa w fabryce traktorów Fot. Sergei Grits / AP Photo

Czym to się zakończy? 

- Nie wiem. Wierzę, że w pewnym momencie władze zrozumieją, że nie ma już możliwości, by wrócić do tego, co było. Muszą usłyszeć ludzi, ich żądania. W pierwszej kolejności konieczne jest przeprowadzenie nowych wyborów, uwolnienie więźniów politycznych, odsunięcie od władzy Aleksandra Łukaszenki. 

Zjednoczony sztab, a raczej sama Swiatłana Cichanouska, która przebywa teraz na Litwie, a także pozostali kandydaci - z wyjątkiem Aleksandra Łukaszenki - złożyli odwołanie. Nie akceptują wyników wyborów ogłoszonych przez Centralną Komisję Wyborczą (CKW). Jaka jest szansa na powodzenie? 

- Skarga Swiatłany została na biurku Lidziji Jarmoszyny, przewodniczącej CKW. Chwilę po jej złożeniu Swieta została zmuszona do opuszczenia kraju...

Trudno mi ocenić nasze szanse, bo wszystko tak naprawdę zależy od władzy i od tego, czy będzie gotowa wziąć na siebie odpowiedzialność za wszystko to, co dzieje się na Białorusi. Chcę podkreślić, że za przemoc i bezprawie, które obserwowaliśmy i których doświadczaliśmy w ostatnich dniach, odpowiadają tylko i wyłącznie władze. 

Spodziewała się pani takiej przemocy z ich strony? 

- Nie. Nigdy nie pomyślałabym, że nasze władze są gotowe do podjęcia takich działań przeciwko swojemu narodowi. To, co się ostatnio wydarzyło, to z pewnością jedna z najczarniejszych i najstraszniejszych kart współczesnej historii Białorusi.

W sobotę byłam na pogrzebie człowieka, który zginął podczas protestu. Do tej śmierci nie powinno było dojść. 

Była pani ze Swiatłaną Cichanouską w siedzibie CKW podczas składania przez nią odwołania. Co się wtedy wydarzyło? 

- Swiatłana została poproszona do gabinetu przewodniczącej Lidziji Jarmoszyny. Kiedy zamknęły się za nią drzwi, wyszła stamtąd Jarmoszyna i adwokat Swiatłany. Do środka weszli zaś dwaj przedstawiciele struktur siłowych, z którymi Swiatłana spędziła na osobności kilka godzin. Po pewnym czasie wpuszczono tam również ekipę z kamerą i mikrofonami. Następnego dnia wszyscy zobaczyliśmy efekt tego spotkania. 

Teraz sytuacja jest już jasna, Cichanouska opublikowała dwa nagrania z Litwy, w których nawołuje do walki o demokrację, dziękuje swoim wyborcom. Ale wtedy – co? Szok? 

- Z jednej strony tak, bo Swiatłana nie chciała wyjeżdżać, była gotowa walczyć do samego końca. Była także przekonana, że 9 sierpnia wygrała głosowanie. Z drugiej zaś strony doskonale rozumiem i szanuję jej wybór. Została zmuszona do wyjazdu pod presją. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z metod stosowanych przez państwo represyjne. 

Pani jednak została w kraju. 

- I nie zamierzam wyjeżdżać, będę kontynuować swoją działalność, głównie jako szefowa sztabu Wiktara Babaryki [główny konkurent Łukaszenki, od 18 czerwca przebywa w areszcie].

Zawsze podkreślałam i będę podkreślać, że nikt nie ma prawa oceniać decyzji Swiatłany. Nikt, kto sam nie był w podobnej sytuacji, nie wie, z czym się to wiąże. Przez ostatnie miesiące Swietłana walczyła, wzięła na siebie ogromną odpowiedzialność. 

Z tego wspaniałego sztabu trzech kobiet pozostała tylko pani.  

- Zgadza się, ze Swiatłaną i Wieraniką Capkałą [żona Walerego, innego ważnego kontrkandydata Łukaszenki, oboje przebywają na emigracji] mamy teraz ograniczony kontakt, ale w dalszym ciągu wszystkie bardzo się nawzajem wspieramy. Działamy teraz raczej osobno, ale nie zmienia to faktu, że wszystkie mamy ten sam, niezmienny cel.

Czuje się pani przywódczynią opozycji? 

- Nie czuję się nawet politykiem. Wiem natomiast, że ciąży na mnie ogromna odpowiedzialność. Wiele osób pokłada we mnie ogromne nadzieje. A ja robię wszystko, by moich rodaków nie rozczarować. Co będzie dalej i jak potoczy się moja kariera, to dla mnie samej jedna wielka niewiadoma. 

Cichanouska i Capkała wyjechały w obawie o swoje życie. A pani, zostając w Mińsku, nie boi się? 

- O siebie - nie. Wiem, że nie jestem sama, otrzymuję ogromne wsparcie od rodaków. Idąc ulicami Mińska, spotykam ludzi, którzy chcą ze mną porozmawiać, przekazać słowa otuchy. Obejmują mnie i dziękują, zawsze z uśmiechem. Bardzo mnie to buduje.

Dzięki takim gestom utwierdzam się w przekonaniu, że jest szansa na wprowadzenie w kraju zmian. Boję się tylko, że społeczeństwu trudno będzie teraz żyć. Jak mają funkcjonować obok siebie ci, którzy bili, z tymi, których bito? Takich rzeczy się nie wybacza. Myślę, że to utrudni prowadzenie dialogu. Władze przekroczyły granicę, której nie miały prawa przekroczyć. 

Wspominała pani o zmianach. Jakich? 

- Najważniejsze jest, rzecz jasna, przeprowadzenie nowych, uczciwych wyborów, uwolnienie wszystkich więźniów politycznych i pociągnięcie do odpowiedzialności tych, którzy odpowiadają za bezprecedensowe akty przemocy wobec Białorusinów w ostatnich dniach. 

Ale jak do tego doprowadzić?  

- Musimy dokonać wszelkich starań, by władza otworzyła się na rozmowę ze społeczeństwem obywatelskim, by usłyszała swój naród. Konieczne jest znalezienie płaszczyzny do pogodzenia się, bo wszyscy będziemy musieli tu razem żyć, wychowywać dzieci, chodzić do szkoły, robić zakupy...

Dialog z Aleksandrem Łukaszenką nie wydaje się możliwy. 

- Jestem gotowa usiąść z nim przy jednym stole i rozpocząć rozmowy. Nie ulega jednak wątpliwości, że musi oddać władzę. Nie ma zresztą innego wyjścia. Przez tego człowieka nasz wspaniały kraj od 26 lat jest koszmarem. Łukaszenka utopił Białoruś i Białorusinów w niewyobrażalnych pokładach przemocy. 

Pojawiają się jednak niepokojące informacje o rzekomym wsparciu dlań ze strony Władimira Putina. 

- Moim zdaniem Rosja ma teraz własne problemy. Białorusini nie chcą jej pomocy, nie chcą integracji. To ostatnia rzecz, na której by nam zależało. Jeżeli Łukaszenka rzeczywiście wezwie na pomoc Kreml, będzie to najprawdopodobniej ostatni błąd, jaki będzie w stanie popełnić jako prezydent. 

*Maryja Kalesnikawa, szefowa sztabu niedopuszczonego do wyborów prezydenckich kandydata Wiktara Babaryki. Ma 38 lat. Ukończyła Akademię Muzyczną w Mińsku w klasie gry na flecie i dyrygentury. Przez cztery lata studiowała w Wyższej Szkole Muzycznej w niemieckim Stuttgarcie. Była także organizatorką i uczestniczką wielu międzynarodowych projektów kulturalnych w Niemczech, a przez ostatnie cztery lata - na Białorusi

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.