Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Wolność więźniom politycznym!” i „Odejdź!" [do prezydenta Aleksandra Łukaszenki] - wołali wczoraj demonstrujący w Baranowiczach Białorusini. Pokojowy protest na placu Lenina zgromadził tysiące ludzi. Wolontariusze rozdawali im wodę, częstowali kawą i lodami. 

Oto, co powiedzieli nam demonstranci:

Anton, mechanik samochodowy, lat 32

Doprowadzili nas do takiego stanu! Stale powtarzano w telewizji, że nie ma u nas koronawirusa, nie ma kryzysu i protestów. Wszyscy wiemy, że to kłamstwo. Sam miałem koronawirusa. Dzisiaj za uratowanie życia dziękuję tylko i wyłącznie lekarzom - nie rządowi, bo w żaden sposób nie zadbał o bezpieczeństwo obywateli.

Władze nieustannie ignorowały nasze słowo, nasz wybór. Kiedy nasz główny kandydat na prezydenta Wiktar Babaryka [eksbankier] został uwięziony [18 czerwca], postanowiliśmy wesprzeć niezależną kandydaturę Swiatłany Cichanouskiej – ale po wyborach zmuszono ją do opuszczenia kraju. 

Wychodząc na pokojowe protesty, wyraziliśmy swoje obywatelskie przekonania – wówczas usłyszeliśmy, że to zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju, zaczęli nas bić, torturować. Pytanie: za co? Dlaczego tak z nami postępują?

Nie zasługujemy na takie życie. Dlatego tu jesteśmy. Jakich zmian się spodziewamy? Jakichkolwiek. Najważniejsze, by były na lepsze.  

Protest przeciwko Łukaszence w Mińsku, 16 sierpnia 2020.Protest przeciwko Łukaszence w Mińsku, 16 sierpnia 2020. Fot. Sergei Grits / AP Photo

Marina, księgowa, lat 28, i Paweł, przedsiębiorca, lat 34

Dla nas jest to duchowe podniesienie, odrodzenie narodu. Białorusini są zmęczeni; no i w końcu się opamiętali, bo jeszcze całkiem niedawno spory odsetek był apolityczny.

To, co się wydarzyło, nie jest przypadkiem. Łukaszenka budował reżim przez 26 lat - celowo i systematycznie; w pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nie możemy pozostać na uboczu. Co więcej, wszystko, co teraz się dzieje, dotknęło każdego. Każdy z nas ma co najmniej jedną znajomą osobę, która w ciągu ostatniego tygodnia ucierpiała, została pobita lub aresztowana. Wielu z nich nawet nie brało w protestach udziału, ale i tak znaleźli się na celowniku służb.

A przecież jesteśmy pokojowo nastawionym narodem. Na ulice wychodzą tysiące ludzi - a wokół ani jednej rozbitej butelki, żadnych rozebranych chodników, wszystko zadbane jak zwykle. Nie potrzeba interwencji policji ani OMON-u. 

Ksenia, studentka, lat 18

To czas zmian. Nadal nie możemy uwierzyć, że to wszystko naprawdę się dzieje. Nawet jeśli nie wygramy, te zmiany już zaszły w naszych sercach. 

Chcę mieć pewność, że jeżeli nawet gdzieś wyjadę, to po powrocie do domu przekonam się, że nic złego się nie dzieje. Że rodzice i znajomi są bezpieczni. Nie chcę się o nich martwić. 

Teraz w końcu z dumą mogę powiedzieć, że jestem Białorusinką. 

Swiatłana, emerytka, lat 64

Na zmiany czekaliśmy ponad ćwierć wieku. Te 26 lat [rządów Aleksandra Łukaszenki] to czas terroru, lekceważenia i upokorzenia.

Jestem nauczycielką, przez całe życie pracowałam w liceum. Ciężko nam było wyrazić własne stanowisko, zawsze byliśmy pod presją. Dziś cieszę się, gdy widzę biało-czerwono-białą flagę [historyczne barwy Białorusi zakazane przez Łukaszenkę, który w 1995 r. zamienił je na czerwono-zielone] na tle czystego, jasnego nieba. I rozumiem, że - wszystko jedno po jakim czasie - w końcu prawda zawsze zwycięża. 

Natalia, sprzedawczyni, lat 58

Dalsze milczenie jest już niemożliwe. Jesteśmy przeciwko rządowi, który nazywał nas "narodzikiem", "owcami" i "narkomanami". Nie jesteśmy niewolnikami, jesteśmy Białorusinami - porządnymi ludźmi, którzy kochają swój kraj. Chcemy niepodległej, wolnej Białorusi. By nas nie łapano i nie wsadzano do więzień.

Mamy wspaniałych naród - utalentowany, otwarty, uczciwy, tolerancyjny i pracowity. I chcemy się przyjaźnić ze wszystkimi, zarówno z Zachodem, jak i ze Wschodem. 

Aleksiej, programista, lat 34

Ten czas to dla mnie okazja, żeby odetchnąć, mamy w końcu czyste powietrze - bo było ono zawsze zanieczyszczone przez jedną osobę. W narodzie czuć ducha, emocje. Mamy do czynienia z duchowym przebudzeniem i ze zmianą świadomości.

W tym roku naszym symbolem stał się biały kolor - to pragnienie sprawiedliwości, pragnienie światła. Nie widzimy siebie ani na zachodzie, ani na wschodzie, tylko w centrum Europy. Moja przyszła Białoruś to niepodległy, silny i niezależny kraj. 

Ludmiła, emerytka, lat 63

Kiedyś były tak zwane wybory, w których nie mieliśmy wyboru. A dzisiaj mamy święto - reżim Łukaszenki pomógł nam stać się narodem. Wreszcie podnieśliśmy głowy, czujemy się wolni, zebraliśmy się wszyscy razem.

Czas jego panowania był dla nas bardzo trudny. A dzisiaj, spójrzcie - wreszcie mamy nadzieję.

Nie spaliśmy od tygodnia, nie byliśmy w stanie oglądać wiadomości. Pluli nam w twarz, rzucili nas na kolana. Gdy widzimy zdjęcia naszych prześladowanych „dzieci”, płaczemy. Jak to możliwe, że w cywilizowanym kraju w XXI wieku można siać taki chaos i terror?

Chcemy, by nasze dzieci i wnuki były dumne z kraju i stąd nie uciekały.  

Anatolij, emeryt, lat 66

Ileż osób ucierpiało z powodu działań reżimu? Idę spać o 1 w nocy i do 4 nad ranem nie mogę zasnąć - przetrawiam to wszystko. Chciałbym do nich się zwrócić: "Państwo urzędnicy, wasze niebiańskie życie już się skończyło. W najlepszym razie dostaniecie łopatę i widły i będziecie uszlachetniać przestrzenie Republiki Białoruś. Najlepszym i najmądrzejszym z was damy traktory, którymi Łukaszenka leczył nas z koronawirusa".

Wszyscy oni muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za swoje czyny. Naród im tego nie wybaczy. 

Nikita, przedsiębiorca, lat 32

Chcemy prezydenta, którego sami wybierzemy, a nie tego, który sam siebie wybierze; żeby nasze głosy się liczyły i nie były wyrzucane do kosza.

Czekamy na powrót prawa, które zdegradowano do zera, więc ludzie wyszli na ulice. Spotkali się na nich wszyscy: robotnicy, przedsiębiorcy, lekarze... Coraz mniej się boimy - i to jest najważniejsze. 

Aleksander, robotnik, lat 32

Kilka dni temu przelewano krew naszych braci, dziś protestujemy za nich. Jesteśmy szczęśliwi, gdy widzimy, co się dzieje, ale trzeba jeszcze trochę nacisnąć. To dopiero początek, choć zrobiliśmy duży krok do przodu. Nasze protesty pomagają narodowi się zjednoczyć, ale to nie wystarczy. Najważniejszy jest czynnik ekonomiczny, więc trzeba strajkować.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.