Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Artykuł aktualizowany

W poniedziałek o 8 rano na całej Białorusi rozpoczął się zapowiadany podczas ulicznych protestów strajk generalny. Jego skalę na razie trudno oszacować. Jasne jest jednak wsparcie dla robotników - w całym Mińsku nieprzerwanie słychać sygnały trąbiących kierowców. 

Robotnicy gromadzili się przed siedzibami zakładów samochodowych MTZ, MZKT i Biełaz, rafinerii Naftan, producenta nawozów potasowych Białaruśkalij. Skandują: „Wierzymy, możemy, zwyciężymy!” i „Wolności!”. Wielu z nich wyruszyło w kierunku siedziby produkującego głównie ciągniki MZKT, gdzie zaplanowano spotkanie pracowników z Aleksandrem Łukaszenką.

Łukaszenka: Powtórzonych wyborów nie będzie

Łukaszenka przyleciał do fabryki helikopterem, a pod siedzibą MZKT zebrał się tłum robotników z innych fabryk i przedsiębiorstw. Wcześniej do produkującego ciągniki zakładu wjechały ciężarówki wyspecjalizowanej w tłumieniu protestów milicji - OMON-u.

Prezydent Łukaszenka przemawia do robotników z fabryki traktorów, 17 sierpnia 2020.Prezydent Łukaszenka przemawia do robotników z fabryki traktorów, 17 sierpnia 2020. Nikolai Petrov / AP

Łukaszenka kazał na siebie czekać pracownikom MZKT kilkadziesiąt minut. Ci przywitali go okrzykami: „Oddaj władzę!”, „Odejdź!”. Dotychczasowy prezydent skomentował te hasła krótko: „Możecie sobie dalej krzyczeć”.

Potem jednak spróbował porozmawiać z protestującymi. Zapewnił ich, że "rozumie, że przemoc na ulicach wpłynęła na nastroje".

Atmosfera zrozumienia szybko prysła. Na propozycję jednego z pracowników, by władze usiadły za jednym stołem ze społeczeństwem i rozpoczęły negocjacje, prezydent Białorusi odpowiedział: „Z dziesięcioma milionami obywateli? Widzę, jak jesteście nastawieni i jak miałyby wyglądać waszym zdaniem rozmowy z prezydentem. Powtórzę jeszcze raz: nie obrażajcie się na mnie, ale nie padnę przed wami na kolana. Nie starajcie się doprowadzić do tego, że wam i waszym rodzinom będzie gorzej. Zrobicie burdel w zakładzie i odczujecie skutki już za tydzień. Słuchajcie, ja przez to wszystko przechodziłem. Byłem dyrektorem, byłem też zwyczajnym człowiekiem. Wiem, jak to się robiło w latach 90. Do czegoś takiego w naszym kraju nie dojdzie”.

 

Na oficjalnej stronie prezydenta pojawiła się informacja dotycząca strajków i wizyty Aleksandra Łukaszenki w zakładzie MZKT:

"W zakładzie pracy poinformowano prezydenta, że fabryki, ogólnie rzecz biorąc, działają. Aleksander Łukaszenka skomentował tę informację tak: »Zdaję sobie sprawę, że niektórzy nie chcą pracować. No, ale 150 osób, może nawet 200 w jakimś przedsiębiorstwie nie zmieni sytuacji. Trzeba też zrozumieć, że 'zły' prezydent zapewnił miejsca pracy zbyt dużej liczbie osób, tylko po to, by nie wylądowały na ulicy. Kto chce pracować, niech więc pracuje. Kto nie: cóż, nie zmusimy nikogo. Drzwi są otwarte«. Prezydent Łukaszenka podkreślił także, że Białorusini próżno oczekują przeprowadzenia nowych wyborów: »Nie doczekacie się ode mnie działania pod presją. Wyborów nie będzie«".

Protest robotników mińskiej fabryki traktorów, 17 sierpnia 2020.Protest robotników mińskiej fabryki traktorów, 17 sierpnia 2020. Fot. Dmitri Lovetsky / AP Photo

Milicja zatrzymała Andrieja Sudana, pracownika MZKT. To on rozzłościł dzisiaj Alekandra Łukaszenkę, który osobiście zakazał mu filmowania telefonem jego wystąpienia: "Proszę schować telefon", powiedział Sudanowi prezydent. W efekcie, kilka godzin później, Sudan został zatrzymany.

Łukaszenka w MAZ-ie: Jeśli wyjdziecie na ulice - wytrzymamy!

Aleksandrowi Łukaszence nie udało się też nawiązać dialogu z pracownikami MAZu, do których przybył już po wizycie w MZKT. Dość szybko przeszedł do gróźb. 

- Dzisiaj trzeba myśleć nie ajfonem-telefonem, ale mózgiem! Myślcie! Przekażcie wszystkim, że nikt nikogo nie będzie namawiać. Koniec. Doszliście do granicy i jeśli ją przekroczycie, to Bóg z wami! Jeśli wyjdziecie na ulice: wytrzymamy. Jeśli zaczniecie bić: odpowiemy. Taka to męska rozmowa - mówił.

Białorusini podkreślają, że strajki są lepsze od protestów, w których ludzie są bici, aresztowani i okaleczani. Z drugiej strony obawiają się, że przy obecnej sytuacji ekonomicznej, to przede wszystkim oni odczują skutki obywatelskiego nieposłuszeństwa.

- Strajk nie jest najlepszym rozwiązaniem. To kij, który ma dwa końce. Wszyscy mamy rodziny, kredyty, długi. Wielu z nas w dalszym ciągu boi się dołączyć do strajkujących. Ale co mamy zrobić, skoro, w przeciwnym razie, nikt nas nie wysłucha? To jedyny sposób, by zwrócono na nas uwagę - mówi mi Irina, mieszkanka Mińska.

Różne są też reakcje kierownictw zakładów. Redakcja TUT.BY przytacza wypowiedź dyrektora generalnego zakładu MTZ: "Nie będę uniemożliwiać wyrażenia swojej postawy obywatelskiej pracownikom, ale proszę, by nie przeszkadzano w pracy tym, którzy się na nią zdecydują". Zupełnie inaczej zachowało się kierownictwo MAZ, które uniemożliwia części strajkujących pracowników opuszczenie budynku. NEXTA przytacza SMS-a od jednego z pracowników: "Zamknęli nas".

Protest w państwowej telewizji

"Chcemy być solidarni z całym krajem. Nasze żądania nie zostały spełnione, dlatego strajkujemy. Będziemy robić to tak długo, póki nie zostaną wprowadzone zmiany” - wyjaśniają pracownicy Białaruśkalij. Podkreślają, że zdają sobie sprawę z konsekwencji, jakie pociągnie za sobą strajk generalny, ale jednocześnie dodają, że nie mają innego wyjścia: „Nie da się wpłynąć na władzę w inny sposób”.

Do strajku dołączyli też już pracownicy państwowej telewizji BT. Jak informowali zgromadzeni przed budynkiem Białorusini, na początku w strajku wzięło udział ok. 600 osób, głównie reżyserzy, operatorzy oraz ci, którzy zwolnili się z pracy w zeszłym tygodniu. Nad ranem zamiast programów informacyjnych widzowie mogli zobaczyć puste studia albo powtórki starych rosyjskich filmów.

Reżyser Wiaczesław mówi portalowi TUT.BY: „Nie będę nawet wchodzić do środka, nie ma co tam robić”.

"Prawdy!", skandowali zebrani. Strajkujący wzywali także Iwana Ejsmonta do wyjścia przed siedzibę telewizji.  Bezskutecznie.

Ponieważ pracownicy rządowych mediów dołączyli do strajku, ich następców zaczęto szukać wśród rosyjskich operatorów i dziennikarzy.

"Trybunał dla Łukaszenki!". Kolejny protest w Mińsku

Na godzinę 18 zaplanowano "siedzącą akcję protestu" na placu Niezależności, przy siedzibie rządu. Do strajkujących pracowników dołączyć mieli tam pozostali obywatele. I rzeczywiście, mieszkańcy Mińska tłumnie zmierzali na kolejną akcję protestu.

Sprzed siedziby rządu przy placu Niezależności kilka kolumn protestujących ruszyło na "Wołodarkę", czyli przed budynek izolatora śledczego nr 1.Tam Białorusini przytaczają swoje postulaty: uczciwe wybory, odsunięcie Łukaszenki od władzy i uwolnienie więźniów politycznych. Z prowizorycznej sceny wymieniane są nazwiska więźniów politycznych. Zebrani skandują: "Wolność!", "Niech żyje Białoruś!", "Trybunał dla Łukaszenki" i "Nie zapomnimy, nie wybaczymy!".

Marsz zyskał miano "marszu uwolnienia". Mieszkańcy Mińska kroczą prospektem Dzierżyńskiego w kierunku aresztu Okrestino, w którym w ostatnich dniach ludzi nie tylko przetrzymywano, ale i torturowano. - Mieszkam obok. Przez pierwsze trzy noce słyszałem dobiegający z wiezienia dziki ryk bitych ludzi - mówi mi Paweł. Białorusini chcą wywalczyć dopuszczenie do uwięzionych lekarzy.

Ludzie zebrali się także przed siedzibą teatru Kupałowskiego. Za publiczne poparcie protestu kara spotkała bowiem jego dyrektora i byłego ministra kultury Pawła Łatuszko, który został dzisiaj zwolniony.

Anna, lekarka, która wybierała się dzisiaj na akcję protestu strajkujących lekarzy: "Boję się. Ale to nie jest dla mnie nowe uczucie. Każdego dnia, od wielu lat, boję się żyć we własnym kraju. Dlatego teraz odsuwam na bok strach. Musimy się jednoczyć, musimy być solidarni, to nasz kraj i jeśli chcemy w nim żyć, musimy go zmienić".

Władzom nie udało się nawiązać dialogu ze strajkującymi w Mińsku medykami. Minister zdrowia Władimir Karanik, który wyszedł do protestujących i starał się ich odwieść od pomysłu strajku, został przez nich zakrzyczany. "Hańba!", krzyczeli lekarze, a minister uciekł.

Jak przekazał w rozmowie z dziennikarzami, podczas protestów zginęły dwie osoby, z czego jedna w Mińsku. W szpitalach znajduje się zaś 158 osób.

"Wrócimy, jak obalimy dyktatora"

W ostatnich dniach pracownicy fabryk przedstawiali przed strajkiem swoje żądania wobec władz. Wśród nich m.in.: przeprowadzenie uczciwych wyborów, odsunięcie od władzy Aleksandra Łukaszenki, uwolnienie wszystkich więźniów politycznych i pociągnięcie do odpowiedzialności karnej siłowików, którzy stosowali nieuzasadnioną przemoc wobec protestujących. - Żądamy, by pan Łukaszenka w najlepszym wypadku wsiadł do swojego samolotu i opuścił kraj - mówił w zeszłym tygodniu podczas spotkania z przełożonymi w mińskiej fabryce samochodów MAZ jeden z pracowników.

Prezydent Łukaszenka odlatuje śmigłowcem z fabryki traktorów, 17 sierpnia 2020.Prezydent Łukaszenka odlatuje śmigłowcem z fabryki traktorów, 17 sierpnia 2020. Fot. Sergei Grits / AP Photo

Strajk planowany był od tygodnia. Jak podawał niezależny portal TUT.BY, nastroje protestacyjne odnotowano w co najmniej 26 państwowych zakładach pracy.  Dotychczas opór i niezadowolenie wyrażane były przez nich głównie podczas spotkań z kierownictwem fabryk i miejskimi urzędnikami, choć w części zakładów pracy dochodziło już do strajków. 

- Po raz pierwszy od 26 lat mamy możliwość obalenia dyktatora. Wrócimy do pracy, kiedy nam się to uda - zapowiedział w ubiegłym tygodniu jeden z pracowników podczas spotkania z szefostwem MAZ.

Dyrektorzy w zamęcie

Wyraźnie brak jednej strategii działania ze strony kierownictwa państwowych firm, w których trwają strajki. Pracownik Mińskiej fabryki silników, trzydziestoletni Michaił mówi: "Zaczęliśmy strajk. Na razie na dobę, ale niewykluczone, że potrwa to dłużej. Kierownik nic nie powiedział, nie zabronił ani nie groził nikomu karą".

W tym samym czasie niektórym dziennikarzom i innym pracownikom państwowej telewizji BT, którzy biorą udział w strajku przed siedzibą redakcji przestały działać elektroniczne przepustki do budynku. Denis Sokołowskij: "Nasi operatorzy przyjeżdżają do redakcji, ale nie będą pracować. Nie wszystkim udaje się jednak wejść".

Władze nie były przygotowane na inicjatywy oddolne, które pojawią się w krótkim czasie, w ramach błyskawicznej reakcji społeczeństwa. Grożący zwolnieniami Aleksander Łukaszenko, a także kierownicy zakładów i fabryk nie spodziewali się, że Białorusini w tak krótkim czasie zmobilizują się i utworzą Fundację Solidarności. "Wesprzemy materialnie każdego Białorusina, który straci pracę ze względu na udział w strajku. Pieniądze spływają do nas od ludzi z całego świata, a zwłaszcza - od białoruskiej diaspory", deklarują organizatorzy.

UE w środę będzie rozmawiać o Białorusi

W poniedziałek opozycja ogłosiła skład Rady Koordynacyjnej mającej przyczynić się do bezpiecznego transferu władzy na Białorusi. Wśród kilkudziesięciu jej członków znalazła się pisarka i noblistka Swietłana Aleksiejewicz. Uformowanie rady zapowiadał sztab Cichanouskiej.

Na środę przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel zwołał wideokonferencję przywódców unijnych poświęconą sytuacji na Białorusi.

"To, czego byliśmy świadkami na Białorusi, jest nie do przyjęcia. Wybory 9 sierpnia nie były ani wolne, ani uczciwe. Późniejsza przemoc wobec pokojowych demonstrantów była oburzająca i musi zostać potępiona. Odpowiedzialni muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności. UE rozpoczęła prace nad sankcjami" - napisał do uczestników środowej wideokonferencji.

Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że odbył rozmowę telefoniczną z Cichanouską. "Zapewniłem, że Białorusini mają pełne wsparcie Polski - zarówno w swoim dążeniu do wolności ojczyzny, jak i codziennym życiu w Polsce" - napisał na Twitterze.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.