Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maciej Stasiński: - Co słychać w Mińsku w niedzielę?

Lawon Barszczeuski*: - Ludzie, jak co dzień, chodzą po ulicach, zbierają się z kwiatami pod sklepami, rozmawiają, demonstrują. Samochody jeżdżą po mieście, trąbią. Od czwartku OMON się nie wtrąca, milicja czasem kogoś zatrzyma i ukarze mandatem za trąbienie, ale z dala od tłumów, żeby nie rzucać się w oczy. Atmosfera jest świąteczna, jakaś euforia. To wszystko się dzieje samo, bez przywódców. Ja nigdy czegoś takiego nie widziałem.

Władze przygotowały wiec poparcia na Placu Niepodległości, koło siedziby rządu. Plac jest otoczony przez OMON, wpuszczają tylko z przepustkami. Zwieziono tam ludzi z całego kraju autobusami. Takie rozkazy wydali w zakładach pracy, żeby wystawić delegacje. Łukaszenka zawsze tak robił. Boimy się tylko, żeby nie było prowokacji i jakichś starć. Z naszej strony nikt z nimi nie będzie walczył. Atmosfera jest zupełnie pokojowa.

Czy jest jakaś reakcja władz na propozycje rozmów z opozycją?

- Żadnej. Łukaszenka nie odzywa się. Ani na propozycję Rady Narodowej Swiatłany Cichanouskiej, ani na inną tzw. Rady Inteligencji Białoruskiej, którą kieruje Władimir Kołos, a która proponuje okrągły stół. Rozmawiamy z różnym uczestnikami tego stołu, brakuje tylko kogoś z władz. Czekamy do jutra do 13.

Poza Mińskiem też są manifestacje?

- O tak. Wczoraj w Brześciu do późnego wieczora manifestowało 20 tysięcy osób. W Nowopołocku były demonstracje. Krzyczano: "Odejdź!", "Wolne wybory!" itd. Ludzie w innych miastach też się mobilizują.

Jest niedziela. Na poniedziałek zapowiedziano strajki…

- Łukaszenka najbardziej boi się robotników. Jeśli staną wielkie zakłady pracy, to będzie dla niego największy problem. Jak stanie np. zakład Białoruskalij, w Soligorsku pod Mińskiem, który sam odpowiada za 10 procent całego dewizowego eksportu Białorusi, to będzie ciężki cios dla władz.

Tam działają niezależne związki zawodowe, których Łukaszenka nie zdołał zdusić. Zapowiedzieli, że zrobią strajk, jak prezydent nie ustąpi.

My właściwie poradzilibyśmy sobie z samym Łukaszenką. Problemem jest Putin. Jak Rosja wkroczy, to u nas nikt: ani wojsko, ani OMON nie będą się opierali okupacji. Nie damy rady.

We wczorajszym oświadczeniu po ich rozmowie telefonicznej nie ma słowa poparcia Putina dla Łukaszenki, a Łukaszenka wręcz o to błagał wcześniej poprzez rządową agencję.

- Owszem, nie ma. Potem tylko Łukaszenka oświadczył, że Putin mu obiecał pomoc, w razie konieczności.

Ale to powiedział Łukaszenka, a nie Putin.

- To prawda. Putin zdaje sobie sprawę, że sytuacja jest inna niż na Krymie i w Donbasie. Tutaj, u nas, nikt nie czeka na wyzwolicieli. I on to wie.

Ale słyszymy ciągle o jakiś samolotach rosyjskich lądujących na lotniskach wojskowych i w bazie pod Mińskiem. Nie wiemy dokładnie. To wszystko jest otoczone tajemnicą.

Myślę, że Putin boi się, że jak sytuacja nie zostanie opanowana na Białorusi, to wybuchnie mu Rosja. Chabarowsk to tylko jeden przypadek. Taka sytuacja jest bardzo zła. Dlatego Putin nie będzie neutralny.

Ale może woli zastąpić Łukaszenkę kimś innym, żeby uspokoić sytuację?

- Putin szuka pretekstu. Być może powiedział Łukaszence: - Musisz sobie sam poradzić, a jak nie, to ci pomożemy.

Tak jak w 1981 roku w Polsce. Ja to pamiętam. Sam zostałem zmobilizowany i wojska ZSRR były gotowe do wkroczenia. Aż przyszedł do nas jeden pułkownik i powiedział: - Nie będzie trzeba. Jaruzelski sam sobie da radę.

Ale Jaruzelski lepiej panował wtedy nad sytuacją niż Łukaszenka teraz. Jaruzelski mógł aresztować Komisję Krajową i Wałęsę. Tu nie ma kogo zamknąć, to ruch bez przywódców.

A co ze sfałszowanymi wyborami?

- Nie da się już ustalić, jakie były wyniki. Protokoły i głosy zostały już spalone. Zawsze tak robiono. To tradycja. Wszystkie wybory po 1996 roku były sfałszowane i zawsze palono papiery, żeby nie było śladu. Dlatego nie da się dowieść, że Cichanouska wygrała.

Dlatego najlepiej by było, żeby zmiana władzy odbyła się konstytucyjnie. Żeby sam Łukaszenka ustąpił. Ale ja go dobrze znam, jeszcze z czasów, jak byłem posłem. On się będzie trzymał władzy do ostatka. Nawet Putinowi będzie trudno zmusić go do odejścia.

Tyle że w gronie władzy coś się dzieje. Są oznaki, że OMON nie chce wykonywać rozkazów.

Boimy się, żeby w wyniku prowokacji nie doszło do starć, bo wtedy Łukaszenka wprowadzi stan wojenny i godzinę policyjną.

*Lawon Barszczeuski jest pisarzem, tłumaczem, byłym prezesem białoruskiego PEN Clubu i działaczem białoruskiej opozycji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.