Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na sobotniej naradzie ze swoimi generałami Łukaszenka oświadczył, że odbył długą rozmowę telefoniczną z Putinem. Ten miał mu obiecać, że "już na pierwszą prośbę okaże mu wszelką pomoc niezbędną dla zagwarantowania bezpieczeństwa krajowi w razie pojawienia się zewnętrznego niebezpieczeństwa”.

- Jeśli mowa jest o czynniku wojskowym, to mamy układ z Federacją Rosyjską w ramach Państwa Związkowego i ODKB (Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym). W tym momencie ten układ pasuje do sytuacji” – wyjaśnił głównodowodzący swym podwładnym.

Słowa Łukaszenki przyjęto jako ostrzeżenie pod adresem protestujących Białorusinów, że „porządek” w kraju zaprowadzić mogą „zielone ludziki".

Inaczej o dialogu polityków informuje Kreml, który ograniczył się do lakonicznego komunikatu. Mowa w nim, że do rozmowy doszło na prośbę Białorusina, a w jej trakcie „obie strony wyraziły przekonanie, że wszystkie powstałe problemy zostaną wkrótce uregulowane”. – „Istotne przede wszystkim, żeby tymi problemami nie posłużyły się siły destruktywne, dążące do tego, by zaszkodzić współpracy obu krajów w ramach Państwa Związkowego” – czytamy w komunikacie zakończonym zapowiedzią „regularnych kontaktów”.

Czy Putin obiecał koledze z Mińska wsparcie militarne? Łukaszenka może być pewnie o tym przekonany, a prezydent Rosji ma też prawo uważać, że tego nie obiecywał.

Łukaszenka przemieszcza wojska

Bat’ka przekonywał rozmówcę, jak sam potem mówił, że jego kraj pada ofiarą „agresji zewnętrznej”, która może zagrozić całemu Państwu Związkowemu, a więc i Rosji. Logiczne jest więc, że mógł zapytać, czy nadal obowiązuje punkt 4. statutu ODKB (mowa w nim o tym, że agresja na jednego członka organizacji  spowoduje taką reakcję pozostałych członków, jakby to oni byli bezpośrednio atakowani). Putin nie mógł odpowiedzieć inaczej niż twierdząco.

Stworzone przez Rosję ODKB (w jego skład wchodzą jeszcze, oprócz Białorusi, Armenia, Kazachstan, Kirgizja i Turkmenia) jest sojuszem militarnym gwarantującym kolektywne bezpieczeństwo członkom, w tym też wspólne tłumienie ewentualnych „kolorowych rewolucji".

Łukaszenka może więc uważać, że Putin wyraził gotowość do interwencji. I gra tym dalej. Zapowiedział, że przerzuci elitarną brygadę powietrzno-desantową z położonego na wschodzie kraju Witebska na zachód, skąd, jak zapewnia, grozi Białorusi agresja. On, jego podwładni i propaganda państwowa dowodzą, że protesty antyłukaszenkowskie są inspirowane, organizowane i opłacane przez siły zewnętrzne, Litwinów, Czechów, Polaków zgodnie z instrukcjami dotyczącymi wzniecania rewolucji.

Ten thriller Bat’ki jest przeznaczony przede wszystkim dla widza z Kremla.

Tymczasem Rosja wyczekuje i przygląda się rozwojowi sytuacji w sąsiednim kraju. Putin wkrótce po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów prezydenckich sucho pogratulował „zwycięstwa” Bat’ce. Z pełnymi pochwał i zachwytów gratulacjami pośpieszył za to Cyryl, przywódca Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, która Białoruś zalicza do swej „przestrzeni kanonicznej”. Kiedy w Moskwie zorientowali się, że popełnili falstart, biskup Paweł (podwładny Cyryla), metropolita Mińska masakrowanego przez pałkarzy Łukaszenki, publicznie przeprosił za gratulacje, jakie sam też złożył „zwycięzcy” wyborów.

Rosyjskie media państwowe w relacjach z Białorusi powtarzają, że „za nitki pociąga zagranica”, ale sporo mówią o tamtejszych wydarzeniach bez tej nienawiści, z jaką opowiadały o kijowskich Majdanach.

Głosy polityków moskiewskich są różne. Margarita Simonian, szefowa kanału Russia Today, alarmuje, że czas już posłać na Białoruś „uprzejmych ludzi”. Także bliski Kremlowi politolog Siergiej Markow przekonuje, że nie wolno powtórzyć „błędu ukraińskiego” i czas się zdecydować na interwencję militarną. Z kolei Konstantin Zatulin, wiceprzewodniczący komisji Dumy do spraw WNP, oskarża Łukaszenkę o „totalne” sfałszowanie wyborów. Zdaniem polityka Białorusin „zwariował” i „przegrał kraj”. Nacjonalista Władimir Żyrinowski, który już dawno temu wsławił się frazą „Białoruś ocalić może tylko snajper”, też oskarża Łukaszenkę o fałszerstwa wyborcze i wzywa Kreml, by przestał „karmić darmozjada”.

Putin znajdzie nowego kandydata?

W ubiegłym tygodniu media poinformowały, że w Mińsku pojawiły się na krótko dwa rosyjskie samoloty wojskowe przeznaczone do przewożenia dowódców armii. W jakim celu ich pasażerowie przylecieli, nie podano. Być może Moskwa przysłała swoich generałów, by zorientowali się, czy ich koledzy białoruscy, kumple z uczelni wojskowych i wspólnych manewrów są gotowi dochować wierności „głównodowodzącemu” i kontrolują swoich podwładnych.

Tymczasem lojalność aparatu państwowego wobec Łukaszenki, a tym samym i jego zdolność do kontrolowania sytuacji topnieje. Na stronę protestujących przechodzą ludzie reżimu. Przeciwników Łukaszenki poparli ambasador Białorusi na Słowacji Igor Leszczenia oraz Pawieł Łatuszka, były minister kultury i ambasador w Warszawie, a dziś szef jednego z mińskich teatrów. Nawet pracownicy telewizji państwowej zagrozili, że w poniedziałek zastrajkują, jeśli szefowie nadal będą ich zmuszać, by to, co się dzieje w kraju, przedstawiali „jednostronnie”.

Co Moskwa zrobi, jeśli przyjdzie jej pogodzić się z tym, że przywódca białoruski nie ma się już na kim oprzeć? – Wariantów jest wiele. Uważam, że głównym będzie gra w następcę. Swiatłana Cichanouska, faktyczna zwyciężczyni wyborów sprzed tygodnia, zapowiedziała, że szybko rozpisze nowe wybory. Moskwa znajdzie sobie wśród kandydatów takiego, który ją „urządzi”. Powiedzmy takiego „teoretycznego Babarykę” – wskazuje w rozmowie z „Wyborczą” politolog rosyjski Dmitrij Orieszkin, przypominając o Wiktarze Babaryce, byłym szefie należącego do Rosjan Biełgazprombanku, który próbował wziąć udział w wyborach prezydenckich, ale Łukaszenka wtrącił go do więzienia.

- Kryzys białoruski jest dla Kremla zagrożeniem, ale być może i szansą. Może skończyć się tym, że sąsiedni kraj „odpłynie” ku Zachodowi. Ale może doprowadzić i do sytuacji, w której Rosji uda się „pożreć” Białoruś, przeforsować „integrację”, do której Kreml dąży, a której przeciwstawiał się Łukaszenka, rozumiejąc, że celem Rosji jest wchłonięcie sąsiedniego kraju. Jedno jest pewne. Putin zrobi wszystko, by Białoruś nie wymknęła się z rąk Moskwy. Bo to byłaby dla niego wielka katastrofa – ocenia Orieszkin.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.