Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na nagraniu z demonstracji w Mińsku w nocy z poniedziałku na wtorek [UWAGA, TREŚĆ DRASTYCZNA] widać, jak do idącego z podniesionymi rękoma Aleksandra Tarajkowskiego strzela umundurowany funkcjonariusz, prawdopodobnie z elitarnej jednostki KGB Alfa lub specnazu MSW Ałmaz. Zakrwawiony mężczyzna pada po krótkim czasie na ulicę i już się nie podnosi.

Nagranie zaprzecza rządowej wersji, wedle której mężczyzna zginął od wybuchu trzymanego przez siebie ładunku.

W sobotę kilkaset osób przyszło na pogrzeb Tarajkowskiego. Kilkutysięczny tłum zebrały się też przy stacji metra Puszkińska, gdzie mężczyzna zginął. Zgromadzeni wznosili hasła: "Łukaszenka, możesz spać w nocy?", "Nie zapomnimy, nie wybaczymy", "Tej krwi nie da się już zmyć". Uroczystość pamięci o pierwszej śmiertelnej ofierze protestu przerodziła się w całodniową akcję solidarności.

Wadim, 34 lata, mówi: - To wciąż za mało. Tutaj powinno być milion osób, by coś się zmieniło. Bez rewolucji się nie obejdzie.

Protestów ciąg dalszy

Iwan ma 18 lat. Zauważam go na tle ogromnego, państwowego plakatu z napisem "Chrońmy młodzież przed przedwczesną śmiercią". Jest owinięty biało-czerwono-białą flagą Białorusi, zakazaną przez Łukaszenkę. Na jednej ręce ma białe bransoletki, symbol wolności i solidarności z Cichanouską, w drugiej trzyma czerwone goździki. Kwiecista rewolucja. Iwan siedzi na wózku inwalidzkim. Gdy pytam go o powód, wzrusza ramionami. Chwilę milczy.

Nagle zaczyna opowieść, która wyjaśnia, dlaczego Wania spędzi na wózku jeszcze kolejne trzy tygodnie. Funkcjonariusze OMON-u bili go gumowymi pałkami i razili prądem, na skutek czego uszkodzili nerki i kręgosłup. - Nigdy im tego nie wybaczę. Władza przekroczyła Rubikon. Nic już nie będzie takie samo - mówi.

O strajkach rozmawiam z Saszą: - To bardzo dobry znak. Teraz nie mogą już wymyślać, że w protestach biorą udział dzieci, idioci i narkomani. Do protestów dołączyli robotnicy, siła napędowa naszej gospodarki.

Jan opowiada, że ludzie się nie cofną, bo siłowiki [milicja i służby] zabiły człowieka. - Musimy tylko dalej wspólnie działać i walczyć, zrobić wszystko, by obalić Łukaszenkę - mówi.

Protesty w sobotę trwały w całym kraju. Dołączyli do nich pracownicy białoruskiej telewizji państwowej, a na jej siedzibie wywiesili zakazaną przez Łukaszenkę biało-czerwono-białą flagę Białorusi. Późnym popołudniem do budynku weszli funkcjonariusze OMON-u.

W niedzielę w Mińsku o godz. 14 czasu miejscowego ma być zorganizowany marsz "Za wolność". O tej samej porze w innych miejscowościach zapowiedziano kolejne akcje protestacyjne.

Łukaszenka się nie poddaje

Łukaszenka ogłosił w sobotę wieczorem, że poprosił Władimira Putina o pomoc militarną w przypadku "wystąpienia zagrożenia zewnętrznego". Podjął również decyzję o przesunięciu brygady powietrzno-desantowej na zachodnią granicę kraju. Uzasadnił to rzekomą wzmożoną aktywnością ruchów wojsk w Polsce i na Litwie. Wcześniej sugerował też, że antyrządowi demonstranci kupują broń na Litwie i w Polsce.

Władze wystawiły też dwa listy gończe za Walerym Cepkałą, kontrkandydatem Łukaszenki w wyborach prezydenckich (obecnie przebywa na Ukrainie) oraz Stepanem Putiłą (przebywającym w Polsce), członkiem jego sztabu oraz twórcą kanału Nexta na Telegramie, który jest obecnie jednym z głównych niezależnych źródeł informacji na Białorusi.

W sobotę prokurator generalny Aleksander Koniuk powiedział, że przyszłe demonstracje będą wymagały zezwoleń od władz lokalnych (zasada ta obowiązywała do tej pory, ale nie była przestrzegana).

W niedzielę władze organizują wiec poparcia dla Łukaszenki, na którym mają obowiązkowo stawić się pracownicy budżetówki oraz wojsko.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.