Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przy stacji metra Puszkinskaja zbierają się mieszkańcy Mińska, by oddać hołd śmiertelnej ofierze protestów Aleksandrowi Tarajkowskiemu. To tutaj zginął. Ludzie przynoszą kwiaty i świece, by uczcić pamięć o zmarłym. Na miejscu są już tysiące ludzi i ciągle przychodzą następni. Skandują: "Łukaszenka do więzienia" oraz "Nie zapomnimy, nie wybaczymy".

Ludzie mówią, że nie ma już opcji powrotu do przyszłości. - Coś się zmieniło. Władzy już się nie uda zapędzić ludzi do domów. Teraz protestują nie tylko młodzi, ale też pracownicy - słyszymy. W tym samym miejscu w poniedziałek w nocy do demonstrantów strzelano i bito ich za posiadanie białej wstążki, symbolu opozycji.

Wokół stacji metra krążą kolumny samochodów. Kierowcy trąbią w znak solidarności, setki osób podchodzi z kwiatami i składa je w miejscu pamięci.

- Nie możemy pozwolić na przemoc. Musimy zrobić wszystko, by pokojowo odsunąć władzę. Byłem na protestach. Widziałem, jak ludzie budują barykady, ale to umożliwiło tylko prowokacje. Musimy pokojowo protestować. Wiemy, że nie damy sobie rady z siłownikami - mówi "Wyborczej" muzyk Maks Korż, który też jest przy stacji metra.

W aplikacji Telegram pojawiły się wezwania, by „wszyscy" przyszli na pogrzeb Tarajkowskiego. Jego bliscy mówili jednak dziennikarzom, że woleliby pożegnać się z zabitym w gronie rodziny. Na pogrzeb, który odbywał się przy ul. Olszewskiego, przyszło jednak setki osób. - Zginął za naszą wolność - mówili. Wiele osób płakało. Widać było plakaty "Aleksandr Tarajkowski naszym bohaterem".

Zgromadzeni podnosili kwiaty i biało-czerwono-białe flagi. - Nie znałam osobiście Aleksandra, ale nie wybaczyłabym sobie, gdybym tu dzisiaj nie przyszła. To mógł być każdy z nas - powiedziała "Wyborczej" Polina, która przyszła pożegnać Tarajkowskiego.

Trochę dalej mężczyźni oglądali nagranie, na którym zarejestrowany został moment śmierci Tarajkowskiego: - Upadł. Dostał kulą. Normalny, młody chłopak. A nam władza próbuje wmówić, że terrorysta - relacjonowali.

Białoruskie MSW: Sam jest winien swojej śmierci

Przedstawiciele MSW twierdzą, że mężczyzna, jak podkreślają - "z kryminalną przeszłością” sam jest winien swojej śmierci. Miał próbować rzucić w stronę mundurowych ładunek wybuchowy, a ten eksplodował mu w dłoni.

Nagranie z wydarzeń na skrzyżowaniu prospektu Puszkinowskiego i ulicy Prytickiego dowodzi jednak, że mężczyzna zginął od postrzału. Widać na nim człowieka samotnie idącego jezdnią w stronę grupy żołnierzy. Jeden z mundurowych strzela z ręcznego granatnika lub karabinu. Mężczyzna chwieje się, a po chwili pada na ziemię.

W tym rejonie operowały pododdziały elitarnej jednostki specjalnego przeznaczenia KGB Alfa lub doborowego specnazu MSW Ałmaz (żołnierze obu formacji mają w czasie akcji identyczne umundurowanie), trudno więc bez dostępu do dokumentów ustalić, kto zabił Tarajkowskiego.

Zabity rzeczywiście miał kryminalną przeszłość. Odsiedział siedem lat za zabójstwo w domowej awanturze konkubenta swojej matki, który znęcał się nad kobietą.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.