Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przedstawiciele MSW twierdzą, że mężczyzna, jak podkreślają - "z kryminalną przeszłością” sam jest winien swojej śmierci. Miał próbować rzucić w stronę mundurowych ładunek wybuchowy, a ten eksplodował mu w dłoni.

Tymczasem w akcie zgonu zapisano, że Tarajkowski  zmarł na skutek "upływu krwi" wywołanego "otwartą raną klatki piersiowej”. Ojcu zabitego w kostnicy, do której przyniósł ubranie dla syna, nie pozwolono obejrzeć zwłok.

Ekspertom rosyjskiej grupy śledczej Conflict Intelligence Team (zajmuje się przede wszystkim konfliktami na Ukrainie i w Syrii) udało się ustalić, że mężczyzna odniósł ranę postrzałową.

Potwierdza to nagranie wideo z wydarzeń na skrzyżowaniu prospektu Puszkinowskiego i ulicy Prytickiego. Widać na nim człowieka samotnie idącego jezdnią w stronę grupy żołnierzy. Jeden z mundurowych strzela z ręcznego granatnika lub karabinu. Mężczyzna chwieje się, a po chwili pada na ziemię.

Wygląda więc to raczej na morderstwo bezbronnego.

W nocy w tym rejonie operowały pododdziały elitarnej jednostki specjalnego przeznaczenia KGB Alfa lub doborowego specnazu MSW Ałmaz (żołnierze obu formacji mają w czasie akcji identyczne umundurowanie), trudno więc bez dostępu do dokumentów ustalić, kto zabił Tarajkowskiego.

Zabity rzeczywiście miał kryminalną przeszłość. Odsiedział siedem lat za zabójstwo w domowej awanturze konkubenta swojej matki, który znęcał się nad kobietą.

Po wyjściu na wolność jednak pracował, pomagał ojcu, spłacił nawet jego dług.

W internecie pojawiły się wezwania pisane ponoć w imieniu rodziny, by „wszyscy" przyszli dziś w południe (11 czasu warszawskiego) na pogrzeb Tarajkowskiego. Jego bliscy, jak mówią dziennikarzom, woleliby pożegnać się z zabitym w gronie rodziny.

Zapowiada się jednak, że ludzi będzie bardzo wiele, a kondukt przejdzie wielokilometrową trasą przez Mińsk.

Echo wydarzeń w Białorusi odezwało się dziś rano w Chabarowsku na dalekim wschodzie Rosji. Tam mieszkańcy od ponad miesiąca uparcie protestują przeciwko aresztowaniu popularnego gubernatora Siergieja Furgała. Codziennie grupy liczące kilkadziesiąt czy kilkaset osób demonstrują pod siedzibą krajowej administracji, a w każdą sobotę przechodzą wielotysięcznym marszem przez centrum miasta.

Dziś na demonstracji pojawił się transparent z hasłem "Żywie Biełaruś”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.