Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piątek był szóstym dniem protestów na Białorusi. Protesty odbywały się nie tylko w stolicy, ale też w 40 innych białoruskich miastach: m.in. w Grodnie (według telewizji Biełsat protestuje tam 15 tys. osób), Homlu, Witebsku, Bobrujsku, Lidzie. W piątek wieczorem w całym Mińsku, nawet w dzielnicach sypialnych oddalonych kilkanaście kilometrów od centrum, panowała atmosfera festiwalu. Wzdłuż dróg stali Białorusini z biało-czerwono-białymi flagami (symbolizują one opozycję, różnią się od tych oficjalnych: zielono-czerwonych). Nie ustawał dźwięk klaksonów samochodowych, kierowcy transportu miejskiego wyciągali przez okna ręce w znaku Victorii.

Na plac Niezależności, przy którym znajdują się najważniejsze rządowe budynki - w tym Dom Rządu - zgromadziło się kilka tysięcy mieszkańców. Demonstrujących pilnowały oddziały specjalne OMON. Na nagraniach białoruskiego portalu Tut.by słychać było, jak funkcjonariusze uspokajają protestujących, że jeśli demonstracja pozostanie pokojowa, to interwencji nie będzie. Białoruskie media alarmowały, że do centrum Mińska ściągane jest wojsko. Na nagraniach świadków widać korowody zaparkowanych wojskowych i milicyjnych ciężarówek.

Około godz. 18 tuż przed Domem Rządu jeden z OMON-owców miał całkowicie opuścić tarczę przed zgromadzonym tłumem. Kobiety, które od kilku dni biorą udział w solidarnościowej akcji i wychodzą na ulice z kwiatami - białymi różami i goździkami - oraz transparentami "Policzcie nasze głosy", rzuciły się funkcjonariuszowi na szyję. W jego ślady poszli inni. Tłum wiwatował i bił brawo.

Przed aresztem Okrestino na wieść o opuszczeniu przez funkcjonariuszy tarcz tłum ludzi gromadzących się przed budynkiem w oczekiwaniu na bliskich zaczął bić brawo. Rozległy się okrzyki: "Niech żyje Białoruś!".

Andriej, uczestnik demonstracji: - To wspaniałe, że w taki pokojowy sposób możemy wyrażać swoją niezgodę. OMON jest dzisiaj wyjątkowo spokojny. Jest nadzieja.

Innego zdania jest Aliaksandr: - Atmosfera jest wspaniała, jest spokojnie, nie trzeba się w końcu bać, ale dla mnie to oburzające, że dziewczęta rzucają się na szyje wojskowym. Trzy dni temu ci ludzie torturowali pokojowo protestujących. OMON strzelał w okna mieszkań, w których były dzieci. Nie wybaczymy im!

Białorusini protestują z latarkami i kwiatami

Tysiące osób na placu Niezależności zapaliło latarki, wyciągnęło kwiaty. Zaczęli skandować: "Niech żyje Białoruś!". Obserwowały ich OMON i milicja. Żołnierze, którzy stali przed siedzibą rządu, mieli opuszczone tarcze. Ludzie podawali im butelki z wodą.

Siarhei odmawia rozmawiania po rosyjsku, mówi po białorusku: - Wyszedłem z flagą, bo już się nie boję, ale jestem pewien, że opuszczenie tarcz przez tych złoczyńców, siłowików to tylko gest. Niewiele znaczy. Cisza przed burzą. Próbują uspokoić nastroje.

Po ulicach miasta spacerowali ludzie z wydrukowanymi symbolami Pogoni (herb Wielkiego Księstwa Litewskiego, będący równocześnie tradycyjnym symbolem narodowym Litwy i Białorusi). Dwa dni temu OMON-owcy zatrzymywali na ulicy za koszulkę z tym symbolem. W piątek funkcjonariusze struktur siłowych nie reagowali.

Michaił: - W Ukrainie też był moment wytchnienia. A potem się zaczęło - mówił. Mieszkańcy Mińska spacerujący po ulicach stolicy byli zaskoczeni: "Na chodnikach wciąż widać plamy krwi, a dzisiaj spokój.

19-letni Kola na demonstrację przyniósł plakat z hasłem "Zwykły faszyzm", na którym funkcjonariusz OMON-u bije dziecko: - Nie zgadzam się na przemoc. Cieszę się, że jest na razie spokój, ale nie ufam im. To nie na stałe - komentował. Przed siedzibą KGB plakaty, kwiaty i świece. Na plakatach napisy: "Przeprosiny nie wystarczą", "Nie chcę musieć stąd wyjeżdżać", "Nie dla tortur".

Demonstrują robotnicy i lekarze

Po godz. 19 przed zgromadzonym tłumem wystąpił Uładzimir Niaklajeu - poeta i kandydat w wyborach w 2010 roku. Pojawił się też Andriej Dzmitrijeu, kontrkandydat Aleksandra Łukaszenki w tegorocznych wyborach. Według oficjalnych danych miał otrzymać 1,2 proc głosów.

Na placu Niezależności pojawili się też lekarze, którzy od kilku dni manifestują na ulicach swój sprzeciw wobec aresztowań medyków. Telewizja Biełsat podała, że lekarze Republikańskiego Naukowo-Praktycznego Centrum Kardiologii na znak protestu przeciwko aresztowaniom medyków wstrzymali wszystkie planowane operacje. Do protestów dołączyli też pracownicy Mińskiego Szpitala Ratownictwa Medycznego i szpitala rejonowego w Salihorsku.

Obecni byli też pracownicy Mińskiej Fabryki Traktorów (MTZ), którzy właśnie założyli pierwszy, 23-osobowy komitet strajkowy. Żądali m.in. ukarania tych członków sił bezpieczeństwa, którzy bili demonstrantów, rozwiązania obecnego składu Centralnej Komisji Wyborczej i pełnej rehabilitacji więźniów politycznych.

Białoruska niezależna gazeta "Nasza Niwa" podała, że dyrekcja MTZ namawia strajkujących do podniesienia postulatów jedynie ekonomicznych. Białoruskie media okrzyknęły komitet "naszym KOR-em [Komitetem Obrony Robotników]". Według białoruskich mediów premier Białorusi zaprosił ich na spotkanie bez dziennikarzy. Oni jednak odmówili i postanowili przyjść z demonstrantami pod jego siedzibę.

Około godz. 21 zaczęli jednak opuszczać plac. Jak podaje Telewizja Biełsat, mieli otrzymać informację o szykowanej prowokacji. Kolejni demonstrujący zaczęli się wycofywać, a jeden z milicjantów miał powiedzieć przez megafon, żeby zostawili po sobie porządek.

Protesty na Białorusi od niedzieli

Gdy protesty jeszcze trwały, państwowa telewizja nadała przemówienie Łukaszenki podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa. Białoruski prezydent stwierdził, że organizatorami “tego wszystkiego” są Polacy, Holendrzy, Ukraińcy i Rosjanie od opozycjonisty Alieksieja Nawalnego.

– Zaczęła się agresja przeciwko naszemu krajowi – mówił i podkreślał: - Chcę powiedzieć ludziom i poprosić: nie wychodźcie na ulicę, zrozumcie, że was wykorzystują i nasze dzieci, jak mięso armatnie.

Od niedzielnych wyborów, w których według Centralnej Komisji Republiki Białorusi ds. Wyborów i Prowadzenia Referendów Krajowych Aleksander Łukaszenka otrzymał 80,08 proc. głosów, a Swiatłana Cichanouska - główna kandydatka opozycji - 10,09 proc. - trwają masowe protesty. Obejmują one nie tylko stolicę kraju, ale też inne miasta: Grodno, Salihorsk, Ostrowiec, Brześć, Mohylew.

W piątek protesty objęły również większość państwowych zakładów pracy, w tym mińskie metro, Białoruski Kombinat Metalurgiczny (BMZ), Białoruskie Koleje, fabrykę elektroniki Integrał, Kieramin, jeden z największych producentów płytek ceramicznych, grodzieńską fabrykę części samochodowych Biełkard, zakłady chemiczne Grodno-Azot, Białoruską Elektrownię Jądrową w Ostrowcu i 12-tys. Białoruską Fabrykę Samochodów (BiełAZ) z Żodzina pod Mińskiem.

Co najmniej dwie ofiary śmiertelne

Od niedzieli do aresztów trafiło prawie 7 tys. protestujących. Wśród zatrzymanych są również dziennikarze. Według świadków na czas protestów władza odłączała połączenie z internetem. Większość relacji z zatrzymań mówiła o brutalnych działaniach milicji. Wobec demonstrujących używała ona m.in. armatek wodnych, gazu łzawiącego, a także kul hukowych i gumowych. Sytuacja zmieniła się dopiero w czwartek po południu. Funkcjonariusze nie zatrzymywali już osób, które wyszły na ulice.

Białoruskie Centrum Praw Człowieka "Wiasna" poinformowało o co najmniej jednej ofierze śmiertelnej - to Alaksandr Tarajkouski. W środę wieczorem władze Białorusi potwierdziły informację o kolejnym zmarłym: zatrzymany w niedzielę 25-letni Alaksandr Wichor zmarł w szpitalu w Homlu.

Według Radia Swaboda Wichor nie brał udziału w proteście, mimo to został zatrzymany przez milicję. Matka Wichora mówiła, że w kolejce do aresztu poczuł się źle i krzyczał o pomoc. Milicja odwiozła go do szpitala psychiatrycznego. Lekarz odesłał go do najbliższego szpitala, jednak nie udało się go uratować. Jego matka twierdzi, że został dotkliwie pobity.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.