Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Fala nowych protestów rozlała się w piątek rano po białoruskich miastach. Protestujący ustawiali się wzdłuż ulic w długich "łańcuchach solidarności" z aresztowanymi i prześladowanymi przez władzę. Trzymali w rękach kwiaty, przejeżdżający obok nich kierowcy trąbili w geście poparcia.

Telewizja Biełsat podaje, że lekarze Republikańskiego Naukowo-Praktycznego Centrum Kardiologii na znak protestu przeciwko aresztowaniom medyków wstrzymali wszystkie planowane operacje. Do protestów dołączyli też pracownicy Mińskiego Szpitala Ratownictwa Medycznego i szpitala rejonowego w Salihorsku.

Swój sprzeciw manifestowali też pracownicy białoruskiej Filharmonii Narodowej w Mińsku. Wyszli przed swoją siedzibę z napisem: “Ukradziono mi głos”. Protestowali też pracownicy Narodowego Muzeum Sztuki i aktorzy Teatru Akademickiego im. Janki Kupały.

Z kolei, jak donosi białoruski dziennikarz Franak Wiaczorka, kobiety, które od wczoraj manifestują z kwiatami w dłoniach, w piątek dziękowały i tuliły funkcjonariusza OMON na placu Niepodległości, naprzeciwko Domu Rządowego. Ten chwilę wcześniej miał opuścić tarczę i odmówić ataku na demonstrantów.

Pierwszy komitet strajkowy

Niezadowolonych jest też wielu pracowników państwowych przedsiębiorstw, wiele z nich wczoraj rozpoczęło akcje strajkowe. Strajkuje m.in. stołeczna fabryka imienia Kozłowa, pracownicy mińskiego metra, Białoruski Kombinat Metalurgiczny (BMZ). Na ulice Mińska wyszli również kolejarze z Białoruskich Kolei. Strajkuje też Integrał, fabryka elektroniki, która zatrudnia 5 tys. osób i o połowę mniejszy Kieramin, jeden z największych producentów płytek ceramicznych oraz Mińska Fabryka Traktorów (MTZ).

Jak podaje Telewizja Biełsat, pracownicy MTZ utworzyli pierwszy, 23-osobowy komitet strajkowy. Żądają m.in. ukarania tych członków sił bezpieczeństwa, którzy bili demonstrantów, rozwiązania obecnego składu Centralnej Komisji Wyborczej i pełnej rehabilitacji więźniów politycznych. Białoruska niezależna gazeta "Nasza Niwa" podała, że dyrekcja MTZ namawia strajkujących do podniesienia postulatów jedynie ekonomicznych. Białoruskie media okrzyknęły komitet "naszym KOR-em [Komitetem Obrony Robotników - red]".

Do stołecznych fabryk w piątek dołączyły zakłady w całym kraju. Akcję protestacyjną rozpoczęła grodzieńska fabryka części samochodowych Biełkard. A pracownicy Grodzieńskich Zakładów Mięsnych przerwali swoją pracę, wyszli przed budynek i zaczęli krzyczeć: „Odjedź!”. 

Strajkują też zakłady chemiczne Grodno-Azot (zatrudniają 7,5 tysiąca osób), zakład Chimstiekło, pracownicy grodzieńskich zakładów budownictwa mieszkaniowego GrodnoŻilStroj (zatrudnia 3,8 tysiąca osób). Z kolei pracownicy pierwszej Białoruskiej Elektrowni Jądrowej w Ostrowcu, która wkrótce ma zostać uruchomiona, swój sprzeciw okazują jeżdżąc wokół zakładu ciężarówkami i trąbiąc.

12-tysięczna Białoruska Fabryka Samochodów (BiełAZ) z Żodzina pod Mińskiem, produkująca gigantyczne ciężarówki, ma przerwać produkcję w poniedziałek, jeśli dyrekcja i władze miasta nie ogłoszą prawdziwych wyników wyborów.

– Ludzie na ulicach mówią, że jak już obudził się BiełAZ, to zwycięstwo jest blisko. Większość mężczyzn w mieście pracuje w tym zakładzie. Teraz wszyscy się wspierają. Samochody trąbią. Pojawiła się informacja, że biełazowców wyszli poprzeć pracownicy miejskiego Zakładu Gospodarki Komunalnej – mówiła Biełsatowi mieszkanka Żodzina. Pracownicy wszystkich zakładów domagają się tego samego: powstrzymania brutalności OMON-u, uwolnienia zatrzymanych protestujących oraz ponownego przeliczenia głosów oddanych w wyborach.

Łukaszenka: "Siłą nikogo nie do pracy nie zaciągniemy"

Aleksander Łukaszenka ostrzega, że strajki mogą mieć bardzo negatywny wpływ na przyszłą pracę przedsiębiorstw. Oświadczył to dziś na spotkaniu z branżą budowlaną - donosi państwowa agencja informacyjna. Prezydent Białorusi straszy, że jeśli zakłady staną, to przegoni je konkurencja z Kanady, Niemiec i Rosji, a poza tym nikt nikogo nie zmusza do pracy. - Jeśli ktoś chce pracować - proszę bardzo. Jest praca, przychodźcie, pracujcie. Jeśli człowiek nie chce pracować - na siłę go nie zaciągniemy - powiedział Łukaszenka.

Prezydent Białorusi podkreślił, że światowa gospodarka dopiero zaczyna się odradzać po ograniczeniach związanych z pandemią. - Na litość boską. Nie wyprodukujesz dziś dziesięciu traktorów, to jutro przybędą Niemcy z Amerykanami albo Rosjanie i przywiozą swój sprzęt. Jeśli się zatrzymamy, nasza produkcja nigdy się nie rozpocznie. Nigdy! Wepchną nas na to bagno - dodał Łukaszenka.

Biełsat podkreśla, że to pierwszy komentarz przywódcy Białorusi od wybuchu protestów. Lokalni dziennikarze zauważają także, że Łukaszenka nie skomentował dotychczas torturowania przez funkcjonariuszy organów ścigania osób zatrzymanych podczas protestów.

Apel Cichanowskiej o pokojowe zgromadzenia

Z kolei Swiatłana Cichanouska, która obecnie przebywa na Litwie, wydała kolejny apel, w którym wzywa do "zaprzestania przemocy na ulicach białoruskich miast". - Wzywam władze do zaprzestania tego i rozpoczęcia dialogu. Proszę wszystkich merów miast 15 i 16 sierpnia o wystąpienie jako organizatorzy pokojowych zgromadzeń w każdym mieście – mówi w nagraniu.

Oficjalne wyniki

W piątek po południu Centralna Komisja Wyborcza Białorusi ogłosiła oficjalne i całościowe wyniki wyborów prezydenckich z 9 sierpnia. Według CKW urzędujący prezydent Alaksander Łukaszenka zdobył 80,1 proc. głosów, a jego główna oponentka Swiatłana Cichanouska – 10,1 proc. CKW Białorusi odrzuciła wszystkie skargi dotyczące nieuznania wyników wyborów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.