Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po spokojniejszej środzie w czwartek wczesnym wieczorem na ulice Mińska ponownie wyszły tłumy obywateli, wśród których znaczną grupę stanowili pracownicy strajkujących zakładów, firm i instytucji.

Białorusini protestowali już nie tylko przeciwko samemu Aleksandrowi Łukaszence, sfałszowanym wyborom prezydenckim czy trudnej sytuacji ekonomicznej. Nastroje znacznie się zaostrzyły pod wpływem gwałtownej fali represji, jaka spadła na naród po serii protestów oraz za sprawą brutalności siłowików, której w ostatnich dniach doświadczyły tysiące osób.

Maszerują przez centrum i przez blokowiska

Lekarze, ratownicy, pracownicy kolei i instytucji kulturalnych, urzędnicy, programiści, pracownicy MAZ-u (Mińska Fabryka Samochodów) i wiele innych grup zawodowych brało udział w licznych akcjach protestu i solidarności odbywających się m.in. w Mińsku.

Akcje nie były ze sobą powiązane. Ludzie gromadzili się w różnych punktach miasta, nie tylko w głównych, jak było dotychczas, ale także na osiedlach i oddalonych od centrum blokowiskach. Ludzie maszerowali zarówno przez główne ulice, jak i przez osiedla wielopiętrowych bloków. 

Na ulicach Mińska panowała atmosfera święta, na ścianach pojawiły się nawet banery z nieoficjalnie zakazanymi przez władze symbolami patriotycznymi. Funkcjonariusze nie zatrzymywali osób, które wyszły na ulice. - Mamy święto - mówi aktywista Aleksandr Bielikow.

Całe popołudnie i wieczór w mieście nie milknęły dźwięki klaksonów samochodowych traktowanych jako wyraz solidarności i wsparcia dla protestujących. Uczestnicy akcji, nierzadko z biało-czerwono-białymi flagami i w koszulkach z patriotycznymi symbolami, nieoficjalnie uznawanymi przez służby bezpieczeństwa i władze za zakazane, skandowali: „Łukaszenka – odchodź!”, „Niech żyje Białoruś!”.

Zapowiadali przy tym, że ich protest nie ma charakteru jednorazowego i że będzie kontynuowany w kolejnych dniach.  

Postulaty strajkujących

Pracownicy biorący udział w ogólnobiałoruskim strajku przedstawiali władzy i urzędnikom swoje postulaty.

Strajkujący z Biełenergosietprojektu żądają m.in., by prokuratura zainicjowała kontrolę sposobu podliczania głosów w każdym z lokali wyborczych, natychmiastowego zaprzestania stosowania przemocy wobec obywateli protestujących w sposób pokojowy oraz uwolnienia zatrzymanych podczas protestów.

Pracownicy MAZ-u dodawali z kolei, że żądają usunięcia z ulic funkcjonariuszy OMON-u. Jak informuje niezależny kanał NEXTA LIFE, obywatele podkreślają, że chcą, by rozwiązać OMON i sformować dobrowolną drużynę milicji. 

Ludzie mają żądania polityczne

Andriej Łukjanow, dyrektor firmy Tranzyt Plus, podsumował w rozmowie z niezależnym portalem TUT.BY: - Strajki i protesty nie mają teraz charakteru ekonomicznego. Ludzie nie strajkują po to, by polepszyć swoje warunki pracy, uzyskać podwyżkę czy skrócić dzień roboczy. Ludzie mają żądania polityczne. 

Zmiana nastrojów wśród milicji

NEXTA LIFE informowała również o pierwszych sygnałach świadczących o zmianie nastrojów wśród milicji i funkcjonariuszy służb: „Dzisiaj w Mińsku protestujące dziewczęta wręczały milicji kwiaty, a funkcjonariusze je przyjmowali”. 

Nie dochodziło do masowych zatrzymań. Funkcjonariusze nie podejmowali też próby rozgonienia protestów.

Szef MSW: Biorę odpowiedzialność i przepraszam

Późnym wieczorem wywiadu państwowej telewizji udzielił szef białoruskiego MSW Jurij Karajew. - Biorę na siebie odpowiedzialność i przepraszam za obrażenia przypadkowych osób podczas protestów - powiedział. I dodał: - Musimy szybciej wypuszczać zatrzymanych i już zaczęliśmy to robić.

Karajew powiedział też, że zawsze był "przeciwko jakiejkolwiek przemocy wobec dziennikarzy". - Jestem za tym, aby wszystko było relacjonowane w cywilizowany sposób. Ale to nie oznacza, że można wchodzić między dwie strony konfliktu i się podkładać. Nie wchodźcie w samo piekło - stwierdził.

W ślad za szefem MSW poszła przewodnicząca białoruskiego senatu Natalia Kaczanowa: - Niepotrzebne nam walki. Niepotrzebna nam wojna. Prezydent usłyszał zdanie kolektywów pracowniczych i polecił sprawdzić wszystkie fakty w związku z ostatnimi zatrzymaniami, do których doszło w ostatnich dniach. Trwają intensywne prace. Dzisiaj wieczorem zwolniono [z aresztów] ponad tysiąc osób, pod warunkiem nieuczestniczenia w niesankcjonowanych zgromadzeniach. Niepełnoletni zostali przekazani rodzicom - powiedziała.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.