Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zmuszając Swiatłanę Cichanouską do opuszczenia Białorusi, służby specjalne były przekonane, że zadają śmiertelny cios protestom. Rzeczywiście, usunięcie lidera zazwyczaj demoralizuje i pogrąża w apatii. Jednak Cichanouska nie była ich przywódczynią. Są one zdecentralizowane i organizowane samorzutnie - ludzie zwołują się za pośrednictwem popularnych kanałów i komunikatorów internetowych.

12.08.2020, Mińsk, protest kobiet przeciwko przemocy reżimu Łukaszenki12.08.2020, Mińsk, protest kobiet przeciwko przemocy reżimu Łukaszenki Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Decentralizacja protestu jest często postrzegana jako jego słabość. Nie ma wyraźnego przywódcy, nie ma struktury kierującej dziesiątkami tysięcy ludzi, którzy w różnych miastach wciąż wychodzą na ulice, demonstrując swój sprzeciw wobec trwających 26 lat rządów Aleksandra Łukaszenki. Jednak dziś nie można mieć wątpliwości, że gdyby protesty miały przywódcę, gdyby za ich organizacją stał scentralizowany ośrodek decyzyjny, służby specjalne już by go rozbiły.  

12.08.2020, Mińsk, protest przeciwko wynikowi wyborów prezydenckich.12.08.2020, Mińsk, protest przeciwko wynikowi wyborów prezydenckich. Fot. AP

Problem KGB polega na tym, że nie ma spisku, nie ma przywódcy, nie ma sztabu – jest tylko internet i  miliony Białorusinów rozwścieczonych perspektywą utrzymania władzy przez Łukaszenkę. Właśnie dlatego walka KGB i MSW z protestami przypomina bój z cieniem. Służby dokonują aresztowań, twierdzą, że złapały koordynatorów protestu, wszczynają postępowania karne, raportują o wykryciu spisku, a tymczasem protesty nie ustają. I to mimo ofiar śmiertelnych, tysięcy aresztowanych, setek rannych w wyniku postrzeleń, wybuchów granatów czy brutalności OMON-u. 

To świadczy o ogromnej determinacji ludzi, ale też o nowej, niespotykanej dotychczas na Białorusi taktyce.  

Na popularnym telegramowym kanale Nexta pojawił się tylko luźny plan protestów: wychodzimy na place, blokujemy drogi, organizujemy strajki. Reszta jest absolutną improwizacją. Za protestami stoją bowiem media społecznościowe.

Niezwykle popularny Telegram to medialne dziecko rosyjskiego milionera Pawła Durowa (należy do przeciwników Władimira Putina), uchodzi za trudny do złamania i inwigilowania przez służby specjalne. Panuje opinia, że korzystając z Telegramu, można pozostać w internecie anonimowym. Dlatego to właśnie tam odbywają się dyskusje, tam zapadają decyzje o nowych formach protestu, tam pojawiają się ogłoszenia o nowych akcjach.

Najbardziej znany jest oczywiście telegramowy kanał Nexta. Materiały publikuje tam przebywający w Polsce 22-letni dziennikarz Stepan Puciła. Jednak podobnych miejsc jest więcej. Są też lokalne kanały i grupy dyskusyjne, które śledzą uczestnicy protestu. Ich anonimowość niesie oczywiście zagrożenie manipulacją, ale świadomość tego sprawia, że czytając wpisy, ocenia się nie to, kto mówi, ale przede wszystkim - co. 

Decentralizacja pomnożona przez dużą determinację społeczną i wielkie oburzenie z powodu bezczelnego sfałszowania wyników wyborów 9 sierpnia pozwoliły protestom przetrwać represje i nie wyhamować rozpędu. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.