Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czy w obliczu konfliktu na Białorusi Litwa została unijnym liderem w kwestii polityki wschodniej?

Linas Linkevicius*: Nie wiem, kto i czy ma zarezerwowane jakieś konkretnie miejsce. Litwa nie ma takiego celu. W temacie Białorusi ściśle współpracujemy z Polską oraz z innymi państwami regionu. Naszym celem jest szybka reakcja na eskalującą sytuację. Czas jest tu bardzo ważny. Powinniśmy skonsolidować wszystkie siły, żeby zatrzymać przemoc, żeby białoruski reżim zwolnił zatrzymanych, żeby wreszcie rozpoczął się dialog ze społeczeństwem obywatelskim. Na razie w żadnym z tych trzech punktów nie widzimy postępu. 

Czy spodziewał się pan takiej skali protestów po wyborach na Białorusi?

- Trudno to było przewidzieć, z drugiej strony protesty w tym kraju odbywają się nie po raz pierwszy. Wcześniej władzom udawało się je stłumić siłą. Najpewniej rządzący na Białorusi mają wciąż nadzieję, że i tym razem to zadziała. Ludzie po prostu nie będą chcieli ryzykować swojego bezpieczeństwa. Mogę tylko przypuszczać, że władze w tej sytuacji grają va banque, ale robią ze swoich obywateli zakładników.

Wczoraj rozmawiał pan z Swiatłaną Cichanouską, która po ogłoszeniu wyników wyborów musiała wyemigrować z Białorusi. Jak się czuje liderka białoruskiej opozycji?

- Po stresujących przejściach, które spadły na jej barki, powoli dochodzi do siebie. Ale nie chciałbym się wypowiadać w jej imieniu. Na pewno w najbliższym czasie będzie miała okazję, by opowiedzieć o swoich planach i zamiarach. Najważniejsze, że w tym momencie jest bezpieczna. Przebywa ze swoimi dziećmi. Taki był też cel, żeby pomóc jej się oddalić od zagrożenia. W ostatnim czasie wiele doświadczyła.

Przedstawiciele białoruskiej opozycji w Wilnie domagają się sankcji wobec reżimu Łukaszenki. Jakie jest stanowisko władz Litwy?

- Podnosimy ten temat. Rozmawiamy o tym z politykami UE, z szefostwem struktur unijnych. Dzięki naszym staraniom, ale również dzięki staraniom innych państw regionu w piątek odbędzie się wideokonferencja ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej ws. sytuacji Białorusi. Zobaczymy wówczas, jakie są reakcje innych państw.

Wydaje mi się, że sankcje są do rozważenia. Mam tu na myśli  sankcje nie ekonomiczne, ale polityczne. Konsekwencje tego, co się obecnie dzieje, powinny być namacalne. Wątpię, by kolejne potępienie Białorusi w jakiś sposób wpłynęło na sytuację. Powinniśmy przedsięwziąć konkretne działania.

*Linas Linkevicius - od 2012 roku pełni funkcję ministra spraw zagranicznych Litwy, wcześniej był m.in. ambasadorem Litwy na Białorusi

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.