Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maciej Stasiński: Czy na Białorusi to wciąż tylko zamieszki, czy już rewolucja?

Paweł Kowal*: To na pewno sytuacja rewolucyjna. Protesty i wielka mobilizacja społeczna narastały od jakiegoś czasu. Gdyby było jeszcze wsparcie zewnętrzne, które dałoby poczucie bezpieczeństwa protestującym, to doszłoby do rewolucji.

Ale tego wsparcia nie będzie. Bo Zachód został zaskoczony. Przez ponad 20 lat przywykł do umiarkowanych protestów przy okazji poprzednich wyborów i doszedł do realistycznego wniosku, że rządzi jednak Aleksander Łukaszenka.

A teraz jest inaczej, dorosło nowe pokolenie ludzi, którzy jeżdżą po świecie i mają większe ambicje niż stabilizacja pod rządami Łukaszenki. Zachód zareagował dwa tygodnie za późno i nadal nie jest przygotowany ani na wsparcie społeczeństwa białoruskiego, ani na rozmowy z Rosją o przyszłości Białorusi.

To będzie gasło czy się tliło?

- Pani Swiatłana Cichanouska wyjechała może z obawy o swoje życie, a może wskutek porozumienia dyplomatycznego, bo nikt nie jest zainteresowany zaostrzeniem konfliktu.

Trochę karkołomna hipoteza. Nie wystarczy szantaż władzy i obawa Cichanouskiej o życie i bezpieczeństwo jej i męża?

- Niekoniecznie karkołomna. Skoro skala protestów przekroczyła oczekiwania zarówno władzy w Mińsku, jak i Zachodu, to może uznano, że trzeba usunąć przywódcę na aut, żeby protesty nie narastały.

Ale Białorusini już nas zaskoczyli raz, więc znowu mogą. Niemniej protestom trudno będzie trwać bez silnego przywództwa oraz wsparcia zewnętrznego. Jest ryzyko, że bunt nie przyniesie ani zmiany władzy, ani poprawy poziomu życia ludzi.

Czy brutalność władzy świadczy o jej panice?

- Może świadczyć o tym, że Łukaszenka dostał wolną rękę z Moskwy i postanowił zdusić opór samodzielnie. Jeśli tak, to może być początek jego końca, bo na Zachodzie będzie niestrawny.

Czy Łukaszenka woli być przywódcą niepodległej Białorusi, czy gubernatorem rosyjskim?

- Ten dylemat wydaje mi się chybiony. Łukaszenka jest autorytarnym przywódcą, który przede wszystkim dba o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich, fizyczne i ekonomiczne. Wmówił Zachodowi, że jest gwarantem niepodległości Białorusi. Tymczasem od 25 lat utrzymuje tendencję do integracji z Rosją, która zaszła bardzo daleko. Zależność energetyczna jest całkowita, a ponad 50 procent całej wymiany handlowej jest z Rosją.

Białoruś to nie Ukraina, która nie podlega instytucjom Związku Rosji i Białorusi czy Eurazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej. Byt niepodległy Białorusi jest formalny, zewnętrzne atrybuty niepodległości istnieją, ale nie jest to kraj tak wyraźnie odrębny, jak do tego przywykliśmy w Europie.

Czyli prognoza jest taka, że na Białorusi dojdzie do dalszego gnicia państwa?

- Raczej nie, bo został uruchomiony mechanizm społeczny, który uniemożliwia powrót do stanu sprzed wybuchu.

To co powinien robić Zachód?

- Wspierać społeczeństwo obywatelskie i hamować represje reżimu. Zachód ma teraz szansę na podobną politykę jak wobec Polski w latach 80. w stanie wojennym. Zwiększać poparcie dla opozycji wewnętrznej, ale nie zrywać kontaktu z Łukaszenką do czasu pojawienia się jakiejś szansy na zmiany. Problem jest tylko w tym, że Zachód nie jest gotowy do rozmów z Rosją na ten temat, jak kiedyś o Armenii. Na razie tego nie robi, bo jest na wakacjach.

*Paweł Kowal - senator Koalicji Obywatelskiej, w latach 2006-07 sekretarz stanu w MSZ, ekspert ds. polityki wschodniej

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.