Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Zabijają naszą piękną, mądrą, wspaniałą białoruską młodzież, która chce żyć w wolnym kraju, nie godzi się z tym, co się dzieje, i ma odwagę walczyć. Ranią niewinne dzieci, starszych obywateli, zabijają ludzi, którzy wyszli, by wyrazić niezgodę. Musimy walczyć, nie pozostawiają nam wyboru – mówi mi Jelena, mieszkanka Mińska, przy symbolicznym pomniku przy stacji metra Puszkinska. To tu w poniedziałek zginął jeden z protestujących. 

Z gołymi rękami na OMON 

Protest na Białorusi wciąż trwa, choć siły w walce są nierówne. Władze informują, że przez trzy ostatnie dni zatrzymano ponad 6 tys. uczestników demonstracji. – Od 30 lat zajmuję się Białorusią i nie widziałem jeszcze, by ludzie byli gotowi rzucać się z gołymi rękami na uzbrojony, pacyfikujący ich OMON. A teraz są – mówi politolog Andriej Suzdalcew. 

Milicja, wojsko i OMON stosują brutalną przemoc, pałki, kule gumowe, granaty hukowe i błyskowe. Atakują, gdziekolwiek napotkają grupkę ludzi. Wybijają szyby w autach trąbiących na znak poparcia dla protestujących. Aresztują też dziennikarzy i opozycjonistów, którzy mogliby stworzyć przywództwo ruchu demokratycznego. W środę w Mińsku zatrzymano m.in. pięciu byłych członków sztabu niedoszłego kandydata na prezydenta Wiktara Babaryki, osadzonego od niemal dwóch miesięcy w areszcie KGB. 

„SOS! Zaginął mój brat! Jewgienij Alieksandrowicz, lat 20, nie ma z nim kontaktu od wczoraj, brał udział w akcji protestu. Nie bądźcie obojętni, pomóżcie, proszę!” – pisze na Facebooku Ania z Mińska. Takich wpisów jest dużo więcej. 

– Tysiące osób szukają swoich bliskich, którzy zaginęli podczas protestów. Areszty są przepełnione, milicja nie informuje rodzin o zatrzymaniu, a zatrzymanemu odmawia kontaktu z bliskimi – mówi Andriej Stryżak z niezależnej, broniącej praw człowieka organizacji Wiesna. 

Pokojowy protest kobiet przeciwko przemocy reżimowi białoruskiemu, Mińsk, 12 sierpnia 2020.Pokojowy protest kobiet przeciwko przemocy reżimowi białoruskiemu, Mińsk, 12 sierpnia 2020. Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Cichanouska została zastraszona 

Wobec tej skali przemocy wiadomość o nagłym wyjeździe z kraju niedawnej kandydatki na prezydenta Swiatłany Cichanouskiej niemal nikogo nie oburzyła. – Podjęła słuszną decyzję. Swiatłana jest nam potrzebna na wolności, nawet będąc za granicą, jest w stanie wiele zdziałać – słyszę od Pawła, 22-letniego uczestnika protestów w Mińsku. 

– To, że opozycja będzie zmuszona do wyjazdu, było do przewidzenia od samego początku. Tutaj czekałyby ją represje, pozbawienie wolności, długie lata więzienia – mówi politolog Artiom Szrajbman. 

– Cichanouska została zastraszona. Jeśli ktokolwiek na Zachodzie chce ją osądzać, to niechby najpierw sam przyjechał do Mińska i wyszedł nawet choćby na prospekt Niezawisimosti z białą wstążką [symbolem opozycji] na ręku – irytuje się Andriej Lankin, były szef sztabu niedoszłego kandydata na prezydenta Walerego Cepkały, który sam wyemigrował pod wpływem gróźb, m.in. odebrania mu praw rodzicielskich.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.