Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wacław Radziwinowicz: - Komu pierwszemu zabraknie sił? Przeciwnikom Łukaszenki, bitym, zamykanym już tysiącami w więzieniach, czy pałkarzom Bat’ki?

Swietłana Kalinkina*: - Białoruś wrze. I wygląda na to, że zaczęła się długotrwała wojna pozycyjna zbuntowanego narodu z aparatem terroru. Niesamowite jest to, co stało się w nocy z wtorku na środę. Ludzie nie poszli, jak wcześniej, do centrum Mińska, lecz gromadzili się na swoich osiedlach mieszkaniowych. I tam OMON urządził łapankę na podwórkach. Bili, znęcali się, porywali ludzi na oczach sąsiadów, na oczach babć, które nigdy nie zaglądają do sieci i pojęcia mogły nie mieć, co się u nas wyrabia. Wczoraj w nocy w szlafrokach te babcie wybiegały do pałkarzy, próbowały ich zatrzymać. Więc o tym, jakim okrutnikiem jest Bat’ka zacznie po wczorajszej nocy mówić „sarafanne radio" [to, co my nazywamy „jedna pani drugiej pani”]. A to wielka siła.

W każdym razie widać, że obie strony krwawią. A kto kogo przetrzyma? Zobaczymy. Wiele zależy od postawy Zachodu wobec naszego konfliktu.

Co pani zdaniem Zachód powinien zrobić dla Białorusinów?

- Bez wahań i niezwłocznie zająć wspólne jednoznaczne stanowisko wobec naszego konfliktu. Wywrzeć maksymalną presję na Łukaszenkę. Taką, by pod nią ustąpił.

Łukaszenka kilka dni temu otwarcie powiedział, czego boi się naprawdę. Bardzo się wystraszył, kiedy zagrożono mu odłączeniem Białorusi od systemu międzynarodowych rozliczeń SWIFT, bo to automatycznie sparaliżowałoby gospodarkę kraju. Ale gdyby tak się teraz stało, swą władzę Łukaszenka mógłby ratować tylko oddając Białoruś Rosji...

- Mówi pan o bardzo drastycznym, ostatecznym kroku. Ale są przecież i inne sposoby. Uważam, że przywódcy państw Zachodu powinni, a wręcz muszą jednoznacznie powiedzieć, że Aleksander Łukaszenka po nieuczciwej kampanii, bezczelnie sfałszowanych wyborach, represjach stosowanych wobec obywateli nie jest prezydentem Republiki Białoruś. Jedynym wyjściem dla niego jest więc przystąpienie do rozmów w sprawie rezygnacji ze stanowiska, gwarancji osobistego bezpieczeństwa. Rozmów z opozycją, z udziałem polityków z innych krajów. Tylko tak może uniknąć ogromnej tragedii.

On i wy na Zachodzie powinniście zdać sobie sprawę z tego, że Białoruś dziś kipi gniewem, złością. Przed wyborami jeździłam pod Witebsk, na głęboką prowincję, która zawsze była bastionem Łukaszenki. I nawet tam wszyscy mają go dość. Czują się pokrzywdzeni, poniżeni. Mają dość wszechobecnej korupcji, arogancji lokalnych funkcjonariuszy państwa, którzy zachowują się tak samo, jak ich przywódca. Przeciw „wąsatemu” jest więc nie tylko „liberalny” Mińsk, ale też mieszkańcy prowincji. A w tych warunkach na bagnetach i pałkach długo siedzieć mu się nie uda.

Zachowanie Białorusinów zadziwia. Przepełnia ich złość. Wieczorami i nocami bohatersko wychodzą przeciw uzbrojonym zbirom. A rano większość z nich spokojnie idzie do pracy... Czemu nie zaczynają strajku generalnego, którym by postawili Łukaszenkę pod ścianą?

- Nie mamy pełnego obrazu tego, co się dzieje w państwowych zakładach pracy, bo przez ostatnie trzy dni kraj był odłączony od Internetu. Dziś sieć zaczęła działać, więc pewnie uda się zebrać pełniejszą informację. Na razie wiemy, że w wielu fabrykach wrze, dochodzi do wieców załóg. Pracownicy potępiają władze za sfałszowanie wyborów i represje. Ale u nas nie ma niezależnych związków zawodowych. Te, które są, występują przeciw strajkom politycznym. A bez organizacji, bez przywódców, trudno spodziewać się, że spontanicznie wybuchnie strajk generalny.

*Swietłana Kalinkina jest redaktor naczelną portalu Belaruspartizan, jednego z najważniejszych niezależnych mediów Białorusi.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.