Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maciej Stasiński: Panie Premierze, to zamieszki czy rewolucja? 

Włodzimierz Cimoszewicz*: Moim zdaniem to spontaniczny protest, który pokazuje, że Białoruś się zmienia i zmieniają się proporcje między zwolennikami i przeciwnikami Łukaszenki. Ale opozycja białoruska jest słabo zorganizowana i brakuje jej silnych i wiarygodnych przywódców. Opór jest nieco galaretowaty.  

Sądzę, że raczej czynny i twardy opór na ulicach wygaśnie i rewolucji nie będzie. Ale zmiany będą postępować i tego Białorusinom życzę.  

Dużo zależy od postępowania prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Jasne, że chce on uniknąć Majdanu i zniechęcić ludzi do oporu represjami. Pewnie skaże kogoś za rzucanie kamieniami itd.  Ale nie sądzę, żeby skazywał ludzi masowo na 10 lat łagru. Choć pamiętam, że w 2000 r. były śmiertelne ofiary jego reżimu.  

Jakie Aleksander Łukaszenka ma pole manewru?

Jeśli Łukaszenka zrozumie, że nie da się rządzić dalej represjami, że zagrożenie dla niepodległości Białorusi jest teraz wielkie i to z powodu jego własnej idiotycznej polityki, to może uzna, że lepsze są rozmowy. Jak w Polsce w 1989 roku.  Łobuz autorytarny może być przecież patriotą. Wtedy scenariusz może być pozytywny. 

Ale jeśli się mylę i opór przeciw niemu będzie głęboki i twardy, a Łukaszenka nie ustąpi, to gwałtownie wzrośnie prawdopodobieństwo, że to Rosja będzie decydować, a nie on. Jak Łukaszenka nie opanuje sytuacji, to znajdzie się Brutus, którego naznaczy Moskwa. Rosja to zrobi w rękawiczkach i będziemy mieli nowe państwo federalne, w którym Białorusin zostanie wiceprezydentem. 

Łukaszenka jest więc trochę w ślepym zaułku i musi się zastanowić, czy chce bronić niepodległości kraju. 

Unia Europejska zignorowała wezwanie premiera Morawieckiego do zwołania Rady Europejskiej i oświadczyła, że sytuacją zajmą się ministrowie spraw zagranicznych. Dała przy okazji do zrozumienia, że Polska nie może raptem pozować na obrońcę demokracji, skoro sama przed chwilą miała wątpliwie równe wybory. 

Łukaszence zaś UE  wysłała sygnał: - Jak Pan nie przekroczy granic represji, będziemy tylko krytykować. Ale jak będą represje na całego, to nałożymy twarde sankcje. 

Co oznacza dla oporu na Białorusi wyjazd Swiatłany Cichanouskiej na Litwę? 

- Jeśli opór nie ma wielkich perspektyw, to dobrze, że wyjechała, bo jest teraz bezpieczna. Choć pryncypialni przeciwnicy Łukaszenki będą mówić, że zdradziła.  

Pani Cichanouska jest przyzwoitą i porządną osobą, ale politykiem z przypadku. Teraz zachęca ludzi do nienarażania się.  I to też wydaje mi się rozsądne. Zachęcałbym różnych polityków demokratycznych do wstrzemięźliwości w ocenie jej postępowania. Czasem opór w stylu czeskim jest lepszy od polskiego powstańczego. 

*Włodzimierz Cimoszewicz - premier Polski w latach 1996-1997, szef MSZ w latach 2001-2005, obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.