Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wielokrotnie pisałem relacje z akcji protestu białoruskiej opozycji, więc trudno mnie zdziwić brutalnością milicji. Jednak to, co zafundował teraz swoim rodakom Aleksander Łukaszenka, wywołało we mnie szok. Strzały, na razie kulami gumowymi, wybuchy granatów, na razie tylko dźwiękowych, taranowanie tłumu samochodami... Ofiara śmiertelna. Jedna. Na razie jedna.

Kiedy w nocy z 9 na 10 sierpnia białoruskie resorty siłowe uderzyły w ludzi z całą mocą - jednocześnie w Mińsku, Grodnie, Brześciu, Mohylewie i dziesiątkach innych miast - byłem przekonany, że już jest po wszystkim, że wola społeczeństwa do obrony wyniku wyborczego zostanie złamana. Tymczasem następnego dnia wieczorem protesty rozpoczęły się na nowo i ich skala jest niebywała. Mieszkańcy dziesiątek miast jednocześnie wychodzą na ulice. Pełna mobilizacja MSW nie wystarcza i Aleksander Łukaszenka zdecydował się wykorzystywać wojsko do tłumienia protestów.

Czegoś podobnego nie było ani w 2006, ani w 2010 roku.

Dziesięć lat temu brutalne rozpędzenie i areszt ponad 800 uczestników protestów wystarczył, by kraj pogrążył się w apatii i strachu. Teraz, według niepełnych danych, aresztowano już co najmniej 6-krotnie więcej ludzi i nic nie wskazuje, by był to koniec protestów.

Z OMON-em na ulicach walczy młodzież. Często urodzili się, gdy Łukaszenka już był prezydentem.

– Dość kłamstw i straszenia! Dość poniżania ludzi! Sasza po prostu musi odejść – taki jest ich przekaz.

Rzucają kamieniami, rzucają petardami, bronią się, jeżeli atakuje ich OMON. Ulicami Grodna i innych miast jeżdżą setki samochodów, które trąbią na znak solidarności z aresztowanymi uczestnikami protestu. Nie można więc mieć wątpliwości, po czyjej stronie są dziś sympatie Białorusinów.

Zachód uśpiony dialogiem z Łukaszenką

Jednak polityka światowa się zmieniła. Marzenie o wolnej i demokratycznej Białorusi nie ma dziś popytu w stolicach świata. Stawiając na dialog z Łukaszenką i przymykając oczy na narastającą falę represji, Zachód bardzo wyraźnie poparł status quo na Białorusi.

Kreml zawsze był po stronie Łukaszenki. Władimir Putin natychmiast po ogłoszeniu wyników wyborów przez Centralną Komisję Wyborczą złożył mu gratulacje, uznając jego wygraną.

Świat się przyzwyczaił, że na tej szerokości geograficznej rządzi niezmordowany Łukaszenka. Dialog z nim zaślepił zachodnich decydentów. Dlatego wszelkie znaki ostrzegawcze, wszelkie sygnały o tym, że Białoruś jest coraz bardziej gotowa do zmian, były ignorowane, a czasem wręcz wyśmiewane.

Uśmiechając się do Zachodu, Łukaszenka przygotowywał pacyfikację swoich obywateli. Bruksela, ale też Warszawa, okazały się zupełnie nieprzygotowane na siłowy scenariusz, który teraz rozgrywa się na Białorusi. Białorusini walczący na ulicach Mińska i innych miast nie mają dziś sojuszników. To istotnie zmniejsza ich szanse na zwycięstwo.

Zmniejsza, ale nie przekreśla. W białoruskim internecie, który jest teraz blokowany przez służby specjalne, popularność zdobył obrazek przedstawiający młodą blondynkę, która rozrywa kajdany. Napis brzmi: Nazywam się Białoruś i jestem mocniejsza niż sądzicie.

Trzymam kciuki, by to okazało się prawdą.

Wspierać Białoruś czy Łukaszenkę?

Kilka lat temu, relacjonując dla "Gazety" rozpędzenie w Mińsku akcji protestu, zetknąłem się z dwójką Białorusinów. Szliśmy prospektem, szybko oddalając się od miejsca, gdzie trwała łapanka. Byli wystraszeni. Opowiadali, że na ich oczach OMON brutalnie bił ludzi. By dodać im otuchy zagadałem. Okazało się, że to studenci. Po raz pierwszy przyszli na demonstrację. Kiedy zorientowali się, że jestem zagranicznym dziennikarzem, zaczęli pytać, dlaczego Zachód toleruje Łukaszenkę? Dlaczego mu pomaga? Zacząłem tłumaczyć, że Zachód chce wspierać niepodległość Białorusi i chce, by była dalej od Rosji.

- Ale jaką niepodległość? Nas biją, nas nikt nie słucha, o wszystkim decyduje Łukaszenka. To jest wspieranie niepodległości Łukaszenki, nie Białorusi - odpowiedział chłopak.

Teraz Zachód, w tym Polska, powinni się zastanowić, czy rzeczywiście zależy im na wspieraniu niepodległości Łukaszenki, czy jednak chodzi o wspieranie niepodległości Białorusi.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.