Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

We wtorek w internecie pojawiło się nagranie Swiatłany Cichanouskiej, rywalki Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich, na którym informuje ona, że dobrowolnie wyjechała z kraju na Litwę, nie mogąc znieść presji w kraju i chcąc być z dziećmi.

Cichanouska jest 37-letnią nauczycielką języka angielskiego. Została kandydatką opozycji, gdy białoruskie władze aresztowały jej męża. W niedzielę wedle oficjalnych wyników uzyskała 9,9 proc. głosów, podczas gdy rządzący od 26 lat Białorusią Aleksander Łukaszenka – ponad 80 proc.

W kraju panuje przekonanie, że wybory zostały sfałszowane. Od niedzieli trwają tam protesty, w których zginęła co najmniej jedna osoba. Służby aresztowały ponad 3 tys. osób.

Michał Kokot: - Ucieczka z Białorusi Swiatłany Cichanouskiej na Litwę jest zaskoczeniem?

Kamil Kłysiński, główny specjalista Zespołu Ukrainy, Białorusi i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich: - Nie chcę oceniać zachowania Swiatłany Cichanouskiej w kategoriach moralnych. Potwierdziła moje przypuszczenia, że jest osobą przypadkową w polityce, którą sytuacja przerosła. Z trudem radziła sobie podczas kampanii, zauważalne to było zwłaszcza na ostatnim jej odcinku. Wystąpienia publiczne były dla niej dużym wyzwaniem, była wyraźnie skrępowana podczas przemówień i zagubiona.

Co takiego się mogło teraz stać, że postanowiła wyjechać?

Wyraźnie załamała się po wyborach, gdy nastąpiły starcia z policją, demonstranci stawiali barykady (rzecz do tej pory na Białorusi w ogóle nie spotykana) i gdy polała się krew na ulicach. W poniedziałek zapowiedziała kontynuację walki wyłącznie drogą prawną. Mówiła, że nie wyjdzie do ludzi na ulicę i nie stanie na czele protestów, choć stwierdziła, że rozumie ich emocje. Widać było, że jest tym wszystkim przytłoczona.

Już wtedy krążyły plotki, że wywiozła dzieci na Litwę, bo to najbliżej z Mińska do Unii Europejskiej. To był naturalny kierunek emigracji politycznej do tego kraju. Z ludzkiego punktu widzenia ta ucieczka jest zrozumiała: w końcu matka chce być razem ze swoimi dziećmi i je chronić. Cichanouska nie jest przecież ani doświadczonym politykiem, ani charyzmatyczną przywódczynią.

Białoruskie władze przyczyniły się do jej wyjazdu?

Nie wykluczałbym tego. Jej ucieczka może mieć wpływ na deeskalację protestów. Władze mają wyraźny problem z licznymi demonstracjami. Choć w poniedziałek było mniej protestujących niż dzień wcześniej, to byli bardziej zdeterminowani, budowali np. uliczne barykady. Siły porządkowe nie radzą sobie z jednoczesnym pacyfikowaniem tych wszystkich ognisk, bo funkcjonariuszy jest za mało, dlatego koncentrują się głównie na stolicy kraju. Bo stolice - jak wiemy - bywają zarzewiem rewolucji.

Czy na Białorusi pozostał w takim razie ktokolwiek z opozycji, kto może zastąpić Cichanouską i poprowadzić protesty?

Są starzy przywódcy opozycyjni, ale oni są albo skompromitowani w oczach obywateli albo nieznani wśród młodych. Wiktor Babaryka, jeden z kontrkandydatów Łukaszenki, przebywa od czerwca w areszcie, mąż Swiatłany Cichanouskiej, Sierhiej – od maja. Wszyscy potencjalni kandydaci albo są w aresztach, na emigracji albo się boją podjąć wyzwanie.

Sądzę, że gdyby mieli pojawić się jacyś liderzy, to raczej byłby to naturalny proces wyłonienia ich wśród demonstrantów. To tam mogą pojawić się nowi przywódcy, wyróżniający się charyzmą i zdolnościami organizacyjnymi. Ale musiałoby to się stać w szczególnych warunkach, wręcz frontowych, czyli tylko podczas długotrwałych demonstracji. Dwa dni to za krótko, by stwierdzić, czy tacy przywódcy mogą się pojawić i czy te protesty potrwają dłużej.

A czy można się spodziewać buntu wśród nomenklatury Łukaszenki? Tuż przed wyborami na 12 lat więzienia skazany został były szef prezydenckiej ochrony płk Andriej Wtiurina za przyjęcie 190 tys. dolarów łapówki. To sygnał ostrzegawczy wysłany przed wyborami przez prezydenta?

Dla Łukaszenki bardzo ważne jest utrzymanie spoistości nomenklatury, elit władzy. Na razie mu się to udaje, dzięki takim właśnie działaniom dyscyplinującym. Wyrok na Wtiurinie jest bardzo jasnym sygnałem, że jedyne co się opłaca, to absolutna lojalność wobec prezydenta.

Zarzuty zostały postawione Wiktorowi Babaryce, co z kolei jest sygnałem wysłanym do elit ekonomicznych kraju, by nie próbowały podważyć władzy prezydenta. Podobnie jak przypadek Walerija Cepkały, który przez lata był w bezpośrednim kręgu Łukaszenki, a który dzisiaj przebywa na emigracji.

To wszystko byli dawniej bardzo zaufani ludzie. Łukaszenka, karząc ich, mówi do innych: jeśli będziecie spiskować, znajdziecie się tam, gdzie oni.

Z drugiej strony, elity władzy nie mają powodów do aż tak dużego niezadowolenia jak przeciętni obywatele. Do tego, gdy patrzą na obecne demonstracje, nie widzą tam przywódców, ani nie dostrzegają jakiegoś strategicznego planu. Trudno się więc spodziewać, że staną po stronie źle zorganizowanych, ale zdesperowanych demonstrantów. Raczej będą bronić swoich przywilejów.

Jednak sytuacja gospodarcza kraju w związku z pandemią będzie się pogarszać. Już teraz wielu Białorusinów nie może pracować na emigracji w Rosji ze względu na zamknięte granice z powodu koronawirusa. Ta sytuacja będzie miała wpływ na niezadowolenie społeczne?

Nie wierzę w rewolucję na Białorusi, prędzej czy później te protesty wygasną. Ale to niezadowolenie społeczne zostanie co najwyżej przytłumione, a nie wygaszone. Ten konflikt będzie się tlił. Łukaszenka nie jest gotów do dialogu z ludźmi, nie wie, jak się do niego zabrać. Jest w stanie jedynie konserwować system, który stworzył. Będzie przy tym co jakiś czas używać siły, by zastraszyć niezadowolonych.

To tworzy niebezpieczną sytuację, której efektem będzie długotrwały kryzys społeczno-polityczny na Białorusi. Znacznie trudniej będzie w tych warunkach zarządzać państwem, co może spowodować narodzenie nowych sił politycznych. Nie wierzę w to, że Swiatłana Cichanouska będzie w stanie taki ruch poprowadzić, ale udać się to może bardziej doświadczonym białoruskim politykom albo „nowym” talentom.

Czy Łukaszenka skazany jest teraz na zacieśnienie sojuszu z Rosją i dalsze podporządkowanie kraju Kremlowi pod względem politycznym i gospodarczym?

To będzie zależało do tego, jak w następnych miesiącach rozwiną się stosunki z Zachodem; czy nie będzie wyjścia i zostaną wprowadzone wobec Białorusi sankcje, czy też współpraca będzie kontynuowana w warunkach deeskalacji i Łukaszenka będzie w stanie wycofywać się z represji i łagodzić sytuację.

Ambasador Rosji na Białorusi już zapowiedział, że trzeba będzie wkrótce wrócić do rozmów o dalszej integracji państwa związkowego. To dla Białorusi bardzo niebezpieczne.

Kraj skazany jest na gospodarczą zależność od Rosji, nawet gdyby do władzy doszła opozycja?

Białoruś jest strukturalnie uzależniona od Rosji, co spowodowane jest jej położeniem geograficznym, ale też brakiem reform gospodarczych. Większość, bo ponad 60 proc. PKB generowana jest w sektorze państwowym, który jest energochłonny i nierentowny.

Białoruś dopiero stawia pierwsze kroki, jeśli chodzi o dywersyfikację surowców. Symbolicznym faktem jest, że w dniu wyborów 9 sierpnia do portu w Kłajpedzie przybył drugi amerykański tankowiec z ropą naftową dla Białorusi. To oczywiście tylko zbieżność dat, ale również pokłosie dialogu amerykańsko-białoruskiego, który toczył się przed wyborami. Gdy jednak chodzi o gaz, to 100 proc. tego surowca wciąż pochodzi z Rosji.

W tej sytuacji nikt nie mówi o zerwaniu współpracy z Rosją, to byłoby samobójstwo.

Zachód nie stanowi póki co gospodarczej alternatywy dla Łukaszenki?

Na pewno nie ma dla niego takiej oferty, jakiej by sobie życzył białoruski prezydent: że kraj zostanie zalany miliardami euro, nie musząc przy tym spełnić żadnych warunków.

Białoruś nie jest jednak skazana jedynie na pożyczki z Moskwy. Może uzyskać nawet 3-4 mld dol. taniego kredytu stabilizacyjnego z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale Łukaszenka musiałby zgodzić się na reformy, przynajmniej gospodarcze. Nie wiem, czy to jest możliwe w warunkach, gdy jest tak silnie rozhisteryzowany jak obecnie, obawiając się utraty władzy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.