Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mijając stację Puszkinska, kierowcy trąbią, składając hołd ofierze nocnych starć. O godz. 13 miała tam miejsce "akcja pamięci".

Po sfałszowaniu wyborów  prezydenckich i utrzymaniu przez Aleksandra Łukaszenkę sterów w państwie na szóstą już kadencję, protesty tylko narastają. OMON właśnie rozpędził ludzi zbierających się na kolejną demonstrację przed mińską fabryką urządzeń elektrycznych im. Kozlowa...

Demonstracje po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 9 sierpnia 2020Demonstracje po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 9 sierpnia 2020 Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta

OMON się nie patyczkuje

Do protestu w nocy z poniedziałku na wtorek przygotowywali się nie tylko mieszkańcy białoruskiej stolicy, ale także władze. Z głównych ulic miasta wczesnym popołudniem usunięto ławki i kosze na śmieci, właścicielom sklepów, kawiarni, restauracji wydano polecenia, by zamknęli lokale już o godzinie 18.  

Jak objaśniał mi lokalny aktywista Aleksandr Bielikow, celem władzy było udaremnienie uczestnikom protestu ucieczki przed oddziałami OMON. Oficjalnie odbywały się w tym czasie przerwy techniczne.  

Poniedziałkowa akcja protestu była o wiele bardziej chaotyczna, a przez to bardziej brutalna i niebezpieczna niż niedzielna. Z braku dostępu do internetu w wielu miejscach mieszkańcy Mińska nie mogli ustalić taktyki i planu działania. Gromadzili się więc bez koordynacji, w różnych punktach stolicy, nierzadko spontanicznie dołączając do maszerujących już ulicami demonstrantów. 

Skutecznie utrudniały im to OMON i milicja. Już na samym początku w jednym z punktów zbiórki - w centrum handlowym „Korona” - funkcjonariusze uwięzili kilkaset osób (oraz dziennikarzy). Atakowali ich milicyjnymi pałkami, gazem pieprzowym i gumowymi kulami.

Nie powstrzymali się także od brutalnych działań wobec dziennikarzy. Jak informował niezależny bloger Nexta, dziennikarce redakcji „Nowaja Niwa” - mimo oznaczeń sygnalizujących, że jest jedynie reporterką, a nie uczestniczką zgromadzenia - funkcjonariusz OMON-u strzelił w kolano śrutem.

Demonstracje po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 9 sierpnia 2020Demonstracje po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 9 sierpnia 2020 Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Wielkie marsze z przeszkodami

Mińskie oddziały OMON-u, milicji oraz wojska, które zostały w ostatnich dniach ściągnięte do miasta w celu pacyfikowania i rozbicia protestów, odcinały ludzi w bocznych uliczkach, organizując na nich łapanki, także na osiedlach między blokami. 

Mimo to protestujący nieprzerwanie zmierzali w kierunku głównych placów, korzystając z pomocy kierowców, którzy tworzyli dla nich specjalne korytarze, odcinając możliwość przejazdu służbom specjalnym i milicji. W ten sposób kilkanaście tysięcy osób dotarło m.in. do placu przy stacji metra Puszkinska. Kierowcy autobusów, cystern, trolejbusów, taksówek, a także zwykli obywatele zatamowali ruch na wszystkich drogach prowadzących do placu, umożliwiając ludziom zgromadzenie się.

Demonstracje po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 9 sierpnia 2020Demonstracje po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 9 sierpnia 2020 Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Mińszczanie odpalali fajerwerki, race, skandowali „Łukaszenka, odchodź!”, „Łukaszenka karaluch!”, „Wolność!”, „Niech żyje Białoruś!”, „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!”.

Wśród protestujących nie zabrakło także uczestników akcji z poprzedniego dnia, a także poszkodowanych, którzy w niedzielę w wyniku starć z OMON-em doznali licznych obrażeń, m.in. twarzy. Jak powiedział mi jeden z nich, Sasza, mimo odniesionych ran nie mógł pozostać tego dnia w domu.  

Przez cały czas wszyscy jednak zdawali sobie sprawę, że w stronę Puszkinskiej nadciągają służby...

Panika, ale także wściekłość i gniew

Od razu po przybyciu i oddaniu strzałów ostrzegawczych w kierunku tłumu funkcjonariusze OMON-u, w kaskach przypominających hełmy kosmonautów, potraktowali protestujących potężną dawką gazu łzawiącego (będą go rozpylali jeszcze wielokrotnie). Słychać strzały, coraz bliższe wybuchy granatów i rozpryski kul oraz tzw. duszących bomb.

Wprawiało to ludzi w panikę. Skandujący chwilę wcześniej tłum z krzykiem rzucał się w przeciwnym stronę, byle oddalić się od OMON-owców. Ludzie tratowali się nawzajem, skacząc przez barierki i płoty. Później jednak wielu wracało, dając upust wściekłości i gniewowi.

Po informacji o ofierze śmiertelnej, która,  rzekomo, jak twierdzą dzisiaj władze, sama siebie wysadziła za pomocą granatu, a także kilkunastu ciężko rannych osobach, tłum rzucił się na OMON, ciskając w funkcjonariuszy kawałkami płyt chodnikowych i fajerwerkami. Zapłonęły także opony, a z kontenerów, autobusów i barierek ludzie zaczęli wznosić barykady, tratowane później przez policyjne autobusy.

Po kilku godzinach starć, około 2 w nocy, na plac przy stacji metra Puszkinskaja ściągnięto kolejne oddziały OMON-u, którym udało się wypchnąć demonstrantów z placu.

Ludzie uciekali do bloków i kamienic, gdzie schronienia udzielali im nieznajomi.

Mnie samej też przyszło schronić się w takim miejscu, gdy rozpylono w moją stronę gaz pieprzowy. Wraz z grupą demonstrantów przeczekałam w nim do świtu.

Łapanki i czyszczenie miasta

Oddziały OMON-u kontynuowały łapanki jeszcze we wtorek nad ranem, świecąc latarkami w okna bloków, celując w nie z broni i sprawdzając, czy na balkonach nie chronią się uczestnicy protestów.

Podobnie wyglądała sytuacja w okolicach na stacji metra Ryga.  

We wtorkowy poranek na ulice Mińska wyjechały pługi, by oczyścić miejsca, w których rozgrywały się protesty.

Według oficjalnych danych zatrzymano 2 tys. osób. Obrońcy praw człowieka z niezależnej organizacji „Wiesna” zakładają jednak, że może być ich więcej.  

Niezależny bloger Nexta tak podsumował te wydarzenia w swoim kanale w komunikatorze Telegram: „Ludzie wrócili do domów jako zwycięzcy. To był historyczny wieczór”.  

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.