Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Kommiersant”: Putin prze do integracji i stawia warunki

Rosyjski „Kommiersant” wprawdzie raczej przechodzi do porządku dziennego nad brutalną pacyfikacją w drugim dniu protestów, ale przywołuje wypowiedź Marii Zacharowej, rzeczniczki MSZ, która skrytykowała białoruskie władze za zatrzymania rosyjskich dziennikarzy, określając działania sił bezpieczeństwa jako „nieproporcjonalne” do zagrożenia z ich strony.

Rosyjskojęzyczny portal Meduza przypomina natomiast, że od dwóch dni nie ma żadnej informacji na temat swojego dziennikarza Maksima Sołopowa, który przepadł bez wieści. Prawdopodobnie został brutalnie pobity przez milicję (opowiedział o tym inny rosyjski dziennikarz, który został już zwolniony przez służby).

Praca zagranicznych dziennikarzy w Mińsku stała się bardzo trudna ze względu na grożące im aresztowania oraz problemy z dodzwonieniem się z zagranicznych numerów i blokadę internetu. „Kommiersant” przywołuje przy tym wypowiedź Łukaszenki, który stwierdził, że jeśli sieć jest rzeczywiście blokowana, to przez zachodnie służby, a nie władze białoruskie. Rosyjski dziennik przytomnie zauważa jednak, że tłumaczenie to co najmniej dziwne, blokowane są bowiem niezależne strony informacyjne, jak tut.by, podczas gdy bez przeszkód działa np. białoruska agencja prasowa Bełta, podporządkowana rządowi.

Pacyfikacja demonstracji po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 10 sierpnia 2020Pacyfikacja demonstracji po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 10 sierpnia 2020 Fot. Sergei Grits / AP Photo

„Kommiersant” pisze też o politycznej presji Władimira Putina na Łukaszenkę w sprawie ściślejszej integracji Rosji i Białorusi. „Widać, że rosyjski przywódca nie może doczekać się wznowienia rozmowy o zbliżeniu, przerwanej kampanią wyborczą w sąsiednim kraju” - dowodzi dziennik.

W podobnym tonie o działaniach rosyjskiego prezydenta mówi Dmitrij Trenin, wybitny rosyjski politolog z Moskiewskiego Centrum Carnegie, który na Twitterze zauważył, że depesza Putina wysłana do Łukaszenki tuż po wyborach to nie gratulacje, a w rzeczywistości lista warunków do spełnienia w celu zachowania dalszych dobrych relacji. Trenin stwierdził, że trudno spodziewać się entuzjazmu ze strony Łukaszenki oraz że Kreml może porzucić dyktatora, ale „nie porzuci kraju”.

„Kommiersant” pisze również, że Łukaszenka - ostatecznie przyparty do muru - może nie mieć wyjścia i zgodzić się na warunki podyktowane przez Kreml. Stwierdza, że pacyfikując brutalnie antyrządowe demonstracje uległ presji części aparatu, by bezpardonowo rozprawić się z protestującymi przeciwko sfałszowaniu wyborów. To zaś wywołało ostrą reakcję ze strony Zachodu, z żądaniami zwołania specjalnego unijnego szczytu (inicjatywa ze strony polskiego premiera Mateusza Morawieckiego).

O podobnym dylemacie pisze niemiecki „Die Welt” podkreślając, że Unia Europejska ma obecnie twardy orzech do zgryzienia: nie może nie reagować na wydarzenia na Białorusi, lecz zbyt ostra krytyka może wpędzić kraj w objęcia Rosji.

Pacyfikacja demonstracji po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 10 sierpnia 2020Pacyfikacja demonstracji po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 10 sierpnia 2020 Fot. AP

„Guardian”: Jak zachowają się"siłowicy"?

O tym, że nadchodzące dni będą kluczowe dla rozwoju sytuacji na Białorusi pisze również brytyjski „Guardian”.

Dziennik zwraca uwagę, że Łukaszenka przeliczył się sądząc, że Swiatłana Cichanouska nie zgromadzi większego poparcia w wyborach jako żona aresztowanego opozycjonisty, blogera Siarhieja, krytycznego wobec reżimu. Tymczasem „stała się nie przywódczynią, ale symbolem zmian, obiecując nowe wybory, gdy tylko zostanie wybrana na prezydenta” - pisze „Guardian”.

Jego autorzy zastanawiają się również, na ile nadchodzące dni mogą zwiastować zmianę zachowania funkcjonariuszy służb, którzy poza Mińskiem nie garnęli się do tak brutalnych pacyfikacji jak w stolicy i - gdzieniegdzie - ostentacyjnie składali pałki i tarcze ku radości demonstrujących tłumów. Cytowana przez „Guardiana” Jekaterina Schulmann z brytyjskiego think-tanku Chatham House mówi, że dalszy rozwój wypadków będzie w znacznej mierze zależeć od nastrojów w aparacie resortów siłowych i determinacji do pacyfikacji demonstrantów w kolejnych dniach.

Pacyfikacja demonstracji po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 10 sierpnia 2020Pacyfikacja demonstracji po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi. Mińsk, 10 sierpnia 2020 Fot. AP

„Kommiersant”: Czy "zaraza" z Białorusi przeniesie się i na inne kraje?

Rosyjski „Kommiersant” zastanawia się zaś, czy wydarzenia białoruskie nie rozleją się na inne państwa i czy nie będą „zaraźliwe”.

„W tym roku ważne wybory czekają inne postsowieckie kraje. W Mołdawii - prezydenckie, w Gruzji i Kirgistanie – parlamentarne. W każdym z nich opozycja naprawdę chce obalić obecne rządy” - pisze rosyjski dziennik.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.