Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Im dalej płyniemy, tym bardziej skrzypienie zagłuszają klaksony samochodów” – opisuje wieczór w Mińsku korespondent OKO.press. Także na zdjęciach i nagraniach z protestów, jakie od dwóch dni przetaczają się przez Białoruś, słychać wszechobecny dźwięk klaksonów i widać ogromne korki tworzone po to, by blokować ważne drogi i utrudniać milicji dojazd na miejsce protestów.

Kiedy w poniedziałek protestujący zablokowali trasę Kalwaryjską przy centrum handlowym Korona w Mińsku, kierowcy trąbili, a z wielu samochodów puszczano piosenkę „Peremen” zespołu Kino uznawaną za hymn rosyjskich opozycjonistów. Kierowcy wystawiali też z okien samochodów flagi i dłonie uniesione w geście zwycięstwa.

Także niedaleko stacji metra Puszkinskaja, gdzie w poniedziałek zgromadziły się tysiące protestujących ludzi, samochody utrudniały milicji dojazd. Na miejscu widać było m.in. ustawione w poprzek jezdni ciężarówkę i cysternę. – Brawo! – krzyczał tłum, chwaląc pomysł kierowców.

Białorusini protestują przeciwko sfałszowanym wynikom niedzielnych wyborów prezydenckich, zgodnie z którymi prezydent Aleksander Łukaszenka, który rządzi krajem od 1994 r., zdobył 80 proc. głosów. W trakcie protestów milicja potraktowała demonstrantów gumowymi kulami, gazem łzawiącym i granatami ogłuszającymi. Jeden z protestujących zginął, kiedy w rękach eksplodował mu niezidentyfikowany ładunek wybuchowy, którym zamierzał rzucić w stronę służb bezpieczeństwa.

Główna rywalka Łukaszenki Swiatłana Cichanouska przez kilka godzin była przetrzymywana w siedzibie Centralnej Komisji Wyborczej, po czym kontakt z nią się urwał. We wtorek rano litewski MSZ poinformował, że jest bezpieczna i przebywa na Litwie. Według oficjalnych wyników Cichanouska zdobyła niecałe 10 proc. głosów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.