Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Choć wcześniej pojawiały się doniesienia, że główna rywalka Aleksandra Łukaszenki, Swiatłana Cichanouska została zmuszona do wyjazdu z kraju, we wtorek zdementowała te informacje. – Podjęłam bardzo trudną decyzję. Ale podjęłam ją absolutnie niezależnie – przekonuje w nagraniu, jakie zamieściła na YouTube. Reuters poinformował, że Cichanouska na Litwie dołączyła do dzieci i odpoczywa.

Wcześniej, jej współpracowniczka, Wolha Kawalkowa, alarmowała w rozmowie z Reutersem, że Cichanouska „została wywieziona przez władze, nie miała wyboru”. – Pięć minut wcześniej rozmawiałyśmy o planach, na pewno nie zamierzała opuszczać kraju – przekonywała.

Po zdementowaniu tych doniesień, rzeczniczka Cichanouskiej przyznała w rozmowie z RMF FM, że „cieszy się, że się odnalazła”. – Dobrze, że u niej wszystko w porządku. Musiała mieć ważne powody, by podjąć taką decyzję.

W poniedziałek pojawiały się informacje, że rywalka Łukaszenki była przetrzymywana w siedzibie Centralnej Komisji Wyborczej. Później przez kilka godzin nie było z nią kontaktu. 

We wtorek rano szef litewskiego MSZ Linas Linkevicius poinformował na Twitterze, że Cichanouska jest bezpieczna i przebywa na Litwie.

Aresztowany naczelny, ranna dziennikarka

W niedzielę po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów Białorusini zdecydowali się wyjść na ulice. Według państwowego exit poll prezydent Aleksander Łukaszenka miał zwyciężyć z niemalże 80-proc. poparciem. Przez kraj przeszła fala protestów. Władze poinformowały o zatrzymaniu ok. 3 tys. osób. Zginęła jedna osoba, było wielu rannych.

W poniedziałek protestujący zablokowali trasę Kalwaryjską przy centrum handlowym Korona. Ludzie stanęli na środku jezdni z zakazaną przez władze biało-czerwono-białą flagą. Przechodnie zaczęli klaskać, kierowcy trąbili i puszczali piosenkę „Peremen” zespołu Kino, która jest uważana za hymn rosyjskich opozycjonistów. Wystawiali też z okien samochodów flagi i dłonie pokazujące gest wiktorii. Później część protestujących została uwięziona w centrum handlowym, które zostało otoczone przez OMON. Służby zamknęły wszystkie drzwi, a do zgromadzonych na zewnątrz wystrzelono gaz łzawiący.

W nocy z poniedziałku na wtorek redakcja tygodnika „Nasza Niwa” poinformowała, że w Mińsku aresztowano jej redaktora naczelnego Jahora Marcinowicza. „Marcinowicz pojechał na stację metra Puszkińska zabrać stamtąd żonę, dziennikarkę TUT.by” – powiedział w rozmowie z PAP Andrej Dyńko, dziennikarz i wydawca „Naszej Niwy”. Dyńko przekonuje, że żona dostała od Marcinowicza wiadomość o treści „SOS”, jednak od tego czasu mężczyzna „jest niedostępny”. Z kolei dziennikarka gazety Natalia Łubniewska została w trakcie zamieszek ranna w nogę.

Białoruś. Centrum Mińska zamknięte, trwają zatrzymania

Ludzie maszerowali w różnych częściach Mińska i próbowali dotrzeć do zamkniętego centrum miasta. Zbierali się też przy stacjach metra, żeby nie dać się okrążyć przez milicję. W centrum Mińska zamknięto wszystkie kawiarnie, restauracje i sklepy. Z przystanków autobusowych władze zabrały ławki i kosze na śmieci. Dlaczego? Bo taki jest „rozkaz kierownictwa”.

W okolicach pomnika miasta bohatera na prospekcie Zwycięzców, potocznie znanego jako stella, zaczęły się zatrzymania. W niedzielę to właśnie tam miało miejsce główne starcie demonstrantów z OMON-em. Milicja zaciągała przypadkowych przechodniów do milicyjnych autobusów.

Białoruś. Starcia z milicją

Niezależny kanał Nexta podaje na Telegramie, że ludzi zatrzymywano również w pobliżu hotelu Yubileiny, gdzie zgromadziło się kilkaset osób. Policja wezwała protestujących, aby nie prowokowali i nie rozpraszali się. W odpowiedzi ludzie skandowali: „Niech żyje Białoruś!”. Siły bezpieczeństwa zatrzymały 10-15 osób. W całym mieście słychać było granaty hukowe.

W pobliżu stacji metra Puszkinskaja zgromadziły się tysiące ludzi. Samochody, m.in. ciężarówka i cysterna, blokowały drogę milicji, stojąc w poprzek jezdni. – Brawo! – zareagował tłum. Ludzie przekazywali sobie ulotki o bezterminowym strajku generalnym. Na ścianach budynków pojawiły się napisy "Chwała Białorusi!". Tłum krzyczał, że będzie codziennie wychodzić na ulice, dopóki Łukaszenka nie ustąpi. Milicja strzelała granatami hukowymi, było bardzo dużo dymu. - Hańba, faszyści! - krzyczeli protestujący. Służby odpowiedziały gazem łzawiącym, a wściekli ludzie zaczęli rzucać płytami chodnikowymi. Poszkodowana została dziennikarka "Wyborczej" Wiktoria Bieliaszyn, w jej stronę poleciał gaz pieprzowy. Później przy ul. Puszkińskiej ludzie wznosili barykady, milicja cały czas ostrzeliwała ich granatami hukowymi. Tłum odpowiedział fajerwerki wystrzeliwanymi w tarcze OMON-u.

- Protesty przeniosły się z centrum miasta na obrzeża Mińska. Ludzie zaczęli budować barykady i rozpoczęły się regularne bitwy uliczne. Zrobiło się bardzo niebezpiecznie - mówi fotoreporter "Wyborczej" Jędrzej Nowicki. Barykady wzniesiono też przy centrum handlowym Ryga, tam również trwała bitwa z milicją, protestujący palili opony. Przy stacji metra Spartiwnaja w ruch poszły koktajle Mołotowa. 

Nie żyje jedna osoba - podaje niezależny portal Tut.by, powołując się na komunikat MSW. Jeden z protestujących na ul. Prytyckiego próbował rzucić w milicję niezidentyfikowany ładunek, który wybuchł w jego dłoniach.

W Grodnie ok. tysiąca osób zablokowało ulice pod filharmonią. Zaatakował ich OMON. Jedna osoba została potrącona przez milicyjnego busa - podaje Biełsat. W Brześciu milicja użyła gumowych kul.

Protesty po raz kolejny przeszły przez cały kraj.

USA: Wybory na Białorusi nie były uczciwe

"Wzywamy białoruski rząd do poszanowania praw Białorusinów do udziału w pokojowych zgromadzeniach, powstrzymania się od użycia siły i uwolnienia niesłusznie zatrzymanych" - czytamy w oświadczeniu sekretarza stanu Mike'a Pompeo zamieszczonym na portalu Departamentu Stanu. Pompeo stwierdził, że wybory nie były "wolne i uczciwe".

USA "zdecydowanie potępiają" przemoc wobec protestujących i przetrzymywanie zwolenników opozycji, a także zamykanie dostępu do internetu, by w ten sposób utrudnić obywatelom Białorusi dzielenie się informacjami na temat wyborów i demonstracji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.