Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Przemoc wobec protestujących nie jest odpowiedzią. Wolność słowa, wolność zgromadzeń, podstawowe prawa człowieka muszą być przestrzegane” – wezwał dziś rano za pośrednictwem Twittera szef Rady Europejskiej Charles Michel. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen dorzuciła apel o „zapewnienie dokładnego zliczenia i opublikowania głosów”. A we wspólnym oświadczeniu szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella oraz komisarza UE ds. sąsiedztwa Olivera Varhelyiego „potępiono przemoc i wezwano do natychmiastowego uwolnienia wszystkich zatrzymanych” podczas protestów w nocy z niedzieli na poniedziałek.

„Noc wyborów naznaczona była niewspółmierną i niedopuszczalną przemocą państwa wobec pokojowych demonstrantów. To podobno doprowadziło do śmierci jednego obywatela, a wielu innych zostało rannych” – napisano w oświadczeniu Borrella i Varhelyiego. Obaj podkreślają, że „konieczne jest, aby Centralna Komisja Wyborcza opublikowała wyniki odzwierciedlające wybór Białorusinów”. Wspólnie zastrzegają, że „będą nadal uważnie śledzić rozwój wydarzeń, aby ocenić, jak dalej kształtować reakcję UE i stosunki z Białorusią w obliczu rozwijającej się sytuacji”.

Szkopuł w tym, że Borrell nie wynegocjował konsensusu co do oświadczenia – takie miałoby wyższą rangę – „w imieniu 27 krajów Unii”. To pokazuje, że za dość stanowczym jak na Unię postulatem o podanie prawdziwych wyników wyborów niekoniecznie stoi stanowcza gotowość całej Unii do wyciągania konsekwencji wobec Aleksandra Łukaszenki.

Plan Morawieckiego przepadł

Premier Mateusz Morawiecki wezwał dziś Charlesa Michela do zwołania nadzwyczajnego szczytu UE (czyli spotkania Rady Europejskiej) na temat Białorusi, ale ten pomysł już na starcie wydawał się mało realistyczny. Nasi rozmówcy w Brukseli zapewniają, że Michel „ściśle koordynuje” działania z Borrellem, ale najbliższy szczyt UE odbędzie się – jak już wcześniej ustalono – dopiero we wrześniu. Z kolei unijni ministrowie spraw zagranicznych – zgodnie z wcześniejszymi planami – spotykają się 27-28 sierpnia w Berlinie, gdzie na pewno jednym z tematów będzie Białoruś. 

Program najbliższego spotkania Rady Europejskiej (zapewne 24 września) nie jest jeszcze oficjalnie ustalony, ale ten szczyt ma być poświęcony m.in. polityce zagranicznej – od Chin przez Bliski Wschód oraz Afrykę Płn. po Białoruś. To będzie czas dyskusji, a może i decyzji przywódców krajów UE. Tyle że już teraz widać wielki rozdźwięk w sferze zainteresowań Europejczyków – kraje bałtyckie czy Polska skupiają się na Białorusi, ale unijne Południe żyje wydarzeniami (i zagrożeniami) w Libii, działaniami Turcji w rejonie śródziemnomorskim oraz Libanem.

Nie ma mowy o sankcjach

Wszystkie kierunki usiłują ogarnąć Niemcy – nie tyle z racji sprawowanej teraz prezydencji w radzie UE, co swej kluczowej roli w Unii. Berlin potępił dziś „liczne aresztowania i przemoc wobec ludzi demonstrujących pokojowo” na Białorusi.

Co znamienne, w żadnym z dotychczasowych oficjalnych oświadczeń w UE – ani w Brukseli, ani w Polsce, ani w Berlinie - nie podnosi się kwestii ewentualnych nowych sankcji. Ta wstrzemięźliwość to z jednej strony chęć zachowania nowego „kija” na wypadek eskalacji na Białorusi w najbliższych dniach i tygodniach, ale z drugiej świadomość, że sankcyjne antagonizowanie relacji Zachód-Łukaszenka jeszcze mocniej skazywałoby Białorusina na Putina.

Do unijnych restrykcji wobec Łukaszenki i jego otoczenia wezwała dziś frakcja Europejskiej Partii Ludowej (największy klub w Parlamencie Europejskim), ale europarlament nie ma uprawnień w polityce sankcyjnej UE.

Jak tłumaczy jeden z unijnych dyplomatów, teraz głównym zadaniem powinno być wpychanie Białorusi jak najbliżej centrum zainteresowania całej Unii (przy trudnej „konkurencji” ze strony południowego sąsiedztwa UE). A to dopiero w drugiej kolejności doprowadziłoby do wypracowania planu działań, w tym ewentualnych zachęt dla Łukaszenki do wewnętrznej odwilży i dialogu albo sankcji. Unia w 2015 r. zakończyła sankcje nałożone na reżim Łukaszenki po wyborach z 2010 r.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.