Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieszkańcy Mińska zaczęli wychodzić z domów tuż po zamknięciu lokali wyborczych. Wśród nich nie brakowało wielu osób, które przez ostatnie dni aktywnie zajmowały się obserwowaniem przebiegu tzw. głosowania ,przedterminowego, w ramach oddolnej inicjatywy społeczeństwa obywatelskiego oraz działań związanej z opozycją organizacji „Uczciwi ludzie”.

- Ani razu nie wpuszczono nas do lokalu wyborczego. Frekwencję musieliśmy ocenić na podstawie osób wchodzących i wychodzących na teren szkoły. Milicja próbowała nas spod lokali wyrzucać, a wielu moich kolegów zostało aresztowanych. Frekwencja, która rzekomo przekroczyła w moim lokalu wyborczym wyniosła 80 proc., została zawyżona co najmniej dwukrotnie. Informacja CKW, jakoby Łukaszenka zwyciężył z 80-proc. poparciem, świadczy o tym, że władza pluje nam w twarz - mówiła mi Katia z "Uczciwych ludzi".

Na Białorusi protestowali głównie młodzi

Wśród osób protestujących przeważali młodzi ludzie. Większość z nich jeszcze dwa miesiące temu nie interesowała się polityką. Jak sami podkreślają, do udziału w protestach skłoniło ich bagatelizowanie przez władzę epidemii koronawirusa, cynizm Aleksandra Łukaszenki oraz brutalne działania milicji, która podczas protestów i wieców przedwyborczych pacyfikowała obywateli.

- Wcześniej nie zwracałem uwagi na to, co się dzieje. Moi rodzice mieli zamiar głosować na Łukaszenkę, bo twierdzą, że on przynajmniej już się nakradł i jest źle, ale stabilnie. Wydaje im się, że przy nowej władzy sytuacja się pogorszy, bo dojdą do niej ludzie bez zaplecza finansowego. Według rodziców każda władza myśli jedynie o sobie. Przekonałem ich jednak, by zagłosowali w tych wyborach na Cichanouską. Poczułem gniew, kiedy do aresztu na 10 dni zaczęli trafiać moi znajomi. Nie chcę żyć w kraju, w którym dzieją się takie rzeczy - mówi mi 22-letni Paweł.

Protestujący próbowali wczoraj wieczorem przedostać się w marszach wychodzących z różnych krańców miasta pod pomnik miasta-bohatera na prospekcie Zwycięzców, tzw. stellę. Wiele osób miało ze sobą biało-czerwoną flagę Białorusi, uznawaną dzisiaj za zakazaną, bo świadczącą o opozycyjnych poglądach. Przeszli przez ulice miasta, skandując: „Łukaszenka odejdź”, „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, „Wierzymy, możemy, zwyciężymy”, „Niech żyje Białoruś”.

Protesty na Białorusi: skandowano "Milicja z narodem"

Maszerujący mieli świadomość, że w każdej chwili mogą zostać zatrzymani. Na widok milicyjnych autobusów łapali się za ręce i formowali "ludzkie łańcuchy". Mimo kilku prób rozbicia marszu przez funkcjonariuszy OMON, protestującym udało się wejść na wzniesienie przy stelli.

Na plac u podnóża pomnika ściągnięte zostały dodatkowe posiłki milicji, wojska i OMON-u. Służby bezpieczeństwa wielokrotnie oddawały strzały z gumowych kul, rzucały w tłum granaty hukowe oraz rozpylały gaz pieprzowy w kierunku protestujących. W tym czasie Białorusini skandowali „Milicja z narodem” i „OMON złóż tarcze”.

Służbom po kilku godzinach udało się wygonić protestujących do okalającego pomnik parku, a następnie poza jego teren.

Z informacji niezależnej organizacji broniącej praw człowieka "Wiasna" wynika, że podczas protestów życie straciła jedna osoba. Na skutek wybuchu granatów hukowych kilku ranionych w nogi protestujących straciło palce. Jak podał Biełsat, fotograf stacji Vorld-TAG TV został raniony w klatkę piersiową gumową kulą, jest w stanie ciężkim. 

Łapanki po proteście w Mińsku

Patrole OMON krążyły po mieście do wczesnych godzin rannych. Na ulicach dochodziło do tzw. łapanek jeszcze o 3 rano. Funkcjonariusze służby bezpieczeństwa ścigały obywateli przemieszczających się po ulicach i zaciągali ich do policyjnych autobusów, uprzednio nierzadko bijąc ich pałkami.

Niezależny portal Nexta informuje, że w dwóch miastach Białorusi milicja złożyła tarcze i pozwoliła ludziom na protest. W kilkunastu lokalach wyborczych w kraju komisje uczciwie policzyły głosy i jasno z nich wynika, że zwyciężyła Cichanouska, choć dzisiaj rano CKW poinformowała, że na Aleksandra Łukaszenkę głos oddało niemalże 82 proc. obywateli.

Mimo braku internetu w kraju, co utrudnia organizację protestów, Białorusini przygotowują się do ponownego wyjścia na ulice.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.