Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według państwowego exit poll urzędujący od ponad ćwierć wieku prezydent Aleksander Łukaszenka zdobył 79,7 proc. głosów. Jego główna rywalka, opozycyjna kandydatka Swiatłana Cichanouska - 6,8 proc. (w sumie kandydatów było pięcioro). Sondażowa frekwencja wyniosła 79 proc.

- Na Białorusi stworzono godne warunki do głosowania. Szczególnie podobało mi się, że - w przeciwieństwie do tego, co spotyka się w Rosji - nigdzie nie walają się żadne ulotki - tak Siergiej Mitin, rosyjski senator, członek parlamentarnej grupy „obserwatorów”, chwalił przebieg zakończonych dziś wyborów (trwały od wtorku).

Podobna jest opinia jego kolegów z delegacji Zgromadzenia Parlamentarnego Związku Państwowego Białorusi i Rosji oraz wysłanników parlamentów - członków Wspólnoty Niepodległych Państw. Innych obserwatorów na wybory Białoruś sobie nie życzyła.

Barykady, gumowe kule i gaz

Tymczasem w Mińsku i w innych miastach kraju siły policyjne próbują w zarodku zdusić protesty przeciw jawnemu sfałszowaniu wyników głosowania.

W centrum stolicy władze skoncentrowały milicyjne jednostki specjalne. Są tam również oddziały regularnej armii z czołgami, transporterami i bronią maszynową. W Mińsku wyłączono oświetlenie uliczne, pociągi metra nie zatrzymują się na stacjach w centrum.

W wielu miejscach zbierają się jednak zwolennicy Swietłany Cichanouskiej. OMON, używając granatów hukowych, próbuje ich rozganiać koło Pałacu Sportu. Świadkowie twierdzą, że są już pierwsi ranni.

Na prospekcie Maszerowa specnazowcy użyli gazu łzawiącego. Tłum gromadzący się na prospekcie Zwycięzców skanduje, zwracając się do Łukaszenki: „Odejdź!”. "Nasz dom Białoruś!".

Wszędzie funkcjonariusze wyciągają z grup protestujących najbardziej aktywnych demonstrantów i ciągną ich do więźniarek, których na ulicach Mińska jest bez liku.

Protestujący budują barykady ze śmietników, OMON strzela do nich kulami gumowymi. Starcia narastają.

Plan ogólnonarodowej rewolucji

Mimo zablokowania internetu, wszystkich niezależnych witryn, z miast na prowincji docierają informacje, że i tam dochodzi do protestów i aresztowań. Na przykład w liczących blisko 180 tys. mieszkańców Baranowiczach zgromadziło się 10 tys. ludzi.

W sieci - kiedy tylko staje się dostępna - pojawiają się wezwania, by gromadzić się wokół lokali wyborczych i trwać tam, póki komisje nie wywieszą protokołów o rezultatach głosowania.

Poprzez internet zwolennicy opozycji umówili się co do tego, jak będą postępować w poniedziałek, kiedy Centralna Komisja Wyborcza ogłosi oficjalny wynik wyborów. 

Od rana ma się rozpocząć strajk we wszystkich państwowych zakładach pracy.

O godz. 19, kiedy centra stolicy i dużych miast - czego należy się spodziewać - będą zablokowane, ludzie powinni się gromadzić jednocześnie „w najbardziej popularnych miejscach" w swojej okolicy, na przykład koło stacji metra, na parkingach, osiedlowych rynkach, a potem kolumnami, też jednocześnie, ruszyć z różnych kierunków w stronę centrów. Wszystko po to, by zebrać się w tłum na tyle liczny, że siły porządkowe nie ośmielą się go atakować.

Akcje protestacyjne mogą się udać w miastach prowincjonalnych, gdzie sił milicyjnych dla pacyfikacji manifestantów nie starczy. Tam w poniedziałek należy przyjść pod siedziby administracji i żądać, by ich szefowie przyłączyli się do protestu. A jeśli urzędnicy odmówią, wybrać swoich „ludowych" naczelników.

Celem tej wielkiej akcji (jak można przeczytać, kiedy pojawia się dostęp do internetu) jest zgromadzenie takiej masy krytycznej demonstrantów, która okaże się większa siłą niż oddziały Łukaszenki, "którymi straszą nas od 26 lat”, i w rezultacie "ustanowienie bezpośredniej władzy ludowej”.

W istocie jest to plan ogólnonarodowej rewolucji.

Co przyniesie noc

Znając nawyki przywódcy Białorusi i jego generałów, można przypuszczać, że w nocy z niedzieli na poniedziałek będą się starać spacyfikować protest, zanim fala się podniesie. I aresztować aktywistów opozycyjnych.

Prezydent sam zresztą zapowiadał, że ludzie ze sztabów kandydatów opozycyjnych będą aresztowani i pójdą siedzieć.


 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.