Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według oficjalnych danych Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) już we wcześniejszym głosowaniu - możliwym od wtorku do soboty - wzięło udział 41,7 proc. spośród  6 mln 844 tys. 932 uprawnionych do głosowania Białorusinów (średnio o 10 proc. więcej niż kiedykolwiek). Z kolei o godzinie 12 w niedzielę wiadomo było, że głos oddało ponad 60 proc. Białorusinów. Rządowe dzienniki poinformowały, że w południe frekwencja przekroczyła 50 proc. we wszystkich regionach, z wyjątkiem Mińska.

To, że władza poda taką liczbę, prognozowali już kilka dni wcześniej niezależni obserwatorzy z organizacji Uczciwi Ludzie. Ich zdaniem frekwencja od pierwszego dnia głosowania była zawyżana co najmniej dwukrotnie, jednak wszelkie próby zgłoszenia naruszeń milicji skutkowały zatrzymaniami i utrudnianiem obserwatorom dostępu do lokali wyborczych.

Napięta atmosfera w Mińsku zaostrzyła się w sobotę po południu - na ulicach białoruskiej stolicy doszło do łapanek, przypadkowi przechodnie byli brutalnie zatrzymywani przez milicjantów w cywilu, na drogach pojawił się sprzęt wojskowy, milicyjne autobusy i duża liczba umundurowanych funkcjonariuszy. W niedzielę napięcie tylko eskalowało. Władze wygłuszyły internet, by utrudnić komunikację i relacjonowanie ewentualnych protestów (o godz. 14 sieć działała już tylko w domach na stałych łączach).

Także w niedzielę trwały zatrzymania. Wczesnym popołudniem funkcjonariusze zatrzymali, powalili na ziemię i zabrali w nieznanym kierunku m.in. dziennikarzy niezależnej rosyjskiej telewizji Dożd, wśród nich korespondenta Władimira Romińskiego. Chwilę wcześniej reporterzy rozmawiali z jedną z trzech liderek sztabu Swiatłany Cichanouskiej Marią Kolesnikową. W momencie pisania tego tekstu wciąż nie było wiadomo, dokąd zostali zabrani, z żadnym z nich nie ma też kontaktu. Z kolei Weronika Cepkało, żona Walerego, niedoszłego kandydata na prezydenta, wyjechała do Moskwy, co potwierdził jej mąż (który już wcześniej wyemigrował). Dodał jednak, że planuje ona wrócić do Mińska.

Na niedzielny wieczór zwolennicy Cichanouskiej zaplanowali protesty. Zdaniem wielu mogą one mieć dramatyczny przebieg. Według anonimowego źródła z administracji prezydenta Łukaszenki Władimir Putin - w ostatniej rozmowie telefonicznej z nim - miał ponoć apelować o nieużywanie przemocy wobec protestujących.  

Walery Cepkało komentował: - Ludzie wyjdą na ulice, bo nie boją się już pobicia, aresztu i zatrzymania. Mają dość i będą walczyć o Swiatłanę Cichanouską, a później o uczciwe, demokratyczne wybory.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.