Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dwaj z nich, Wiktor Babariko i Walery Cepkało, wywodzą się z establishmentu, mają kontakty, poparcie i koneksje oraz stosunkowo dobrze orientują się w zachodnich realiach. Trzeci, słynny bloger Siarhiej Cichanouski, żyjąc blisko ludzi i znając problemy dotykające większości Białorusinów, zaskarbił sobie sympatię jako „bliski”, „swojski” kandydat, dla którego ważne są także warunki, w jakich żyją najbiedniejsi i najbardziej pokrzywdzeni.

Żaden z nich nie został zarejestrowany przez Centralną Komisję Wyborczą (CKW) jako kandydat na prezydenta. Żaden nie jest teraz w pełni wolny.  

W Mińsku udało mi się porozmawiać z ich bliskimi: Saszą Zwieriewą, wieloletnią partnerką Eduarda, syna Wiktora Babariki, Andriejem Lankinem, przyjacielem i byłym szefem sztabu Walerego Cepkały, oraz Swiatłaną Cichanouską, alternatywną kandydatką na urząd prezydenta, żoną Siarhieja. 

Były bankier, działacz społeczny i polityczny, prezes Biełgazprombanku Wiktor Babariko oraz znany z krytykowania władzy Siarhiej Cichanouski przebywają w areszcie.  

Wiktor i Eduard Babarikowie: aresztowani u wrót Centralnej Komisji Wyborczej

Pierwszy trafił do celi KGB prosto sprzed budynku CKW. Za rzekome „pranie pieniędzy”, przestępstwa podatkowe i współpracę z nienazwaną organizacją z zagranicy, finansującą jakoby jego kampanię. Uwięziono też zresztą jego syna, 30-letniego Eduarda Babarikę, który zdaniem KGB uchylał się od płacenia podatków. 

Z Saszą Zwieriewą o areszcie Wiktora i Eduarda rozmawiałam - ze względów bezpieczeństwa - w jej mieszkaniu. Sasza stara się nie wychodzić z domu. 

- Na Białorusi zatrzymania obywateli przez funkcjonariuszy służb porządkowych od dawna przypominają porwania. Wiktora Dmitrijewicza złapano na ulicy, kiedy próbował dostarczyć do CKW część brakujących podpisów pod swoją kandydaturą. Kilku mężczyzn w cywilu zaciągnęło go do jego własnego samochodu, wepchnęło na tylne siedzenie i odwiozło do siedziby KGB - opowiada Sasza. - Później zatrzymali Edika. Byłam w szoku, jeszcze dzień wcześniej mówił mi, że co jak co, ale jego na pewno nie ruszą. Ruszyli… Zorientowałam się, że go zatrzymali, kiedy nie przysłał mi o ustalonej porze wiadomości. Pomyślałam wtedy: "Kurczę, oszukałeś mnie". Teraz szykuję im obu paczki. Przebywają w różnych celach, przepełnionych, bez wentylacji, z nieosłoniętą muszlą klozetową. Tak u nas kończą opozycjoniści.  

Sasza Zwieriewa od kilku tygodni nie ma pracy, żyje z oszczędności: - Władze aresztowały konta start-upu, w którym pracuję. Zobaczymy, co będzie dalej. Być może wkrótce pieniądze nie będą mi szczególnie potrzebne, każdego dnia liczę się z tym, że po mnie też mogą przyjść. 

06.08.2020 r., Mińsk, Białoruś, skwer Kijowski. Wiec poparcia białoruskiej opozycji w czasie Święta Dodatkowej Edukacji06.08.2020 r., Mińsk, Białoruś, skwer Kijowski. Wiec poparcia białoruskiej opozycji w czasie Święta Dodatkowej Edukacji Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Siarhiej Cichanouski: ofiara prowokacji

Słynny bloger Siarhiej Cichanouski ze względu na swoją rosnącą popularność, charyzmę, radykalnie krytyczne wobec działań władzy opinie i ukazywanie na kanale "Kraj dla życia” na YouTubie realiów Białorusi odbiegających od mińskich i propagowanych przez Łukaszenkę pozorów stał się ofiarą kilku prowokacji władzy.

Do ostatniej doszło 29 maja podczas akcji zbierania podpisów pod kandydaturą jego żony w Grodnie. W rezultacie po raz kolejny trafił do aresztu, w którym przebywa pod zarzutem "naruszenia nietykalności funkcjonariuszy milicji oraz zastosowaniu wobec nich siły". 

Jeszcze wcześniejszy areszt uniemożliwił mu zarejestrowanie komitetu wyborczego i sprawił, że na scenie politycznej pojawiła się jego żona Swiatłana.

Swiatłana Cichanouska: z miłości do męża i ojczyzny

- Zarejestrowałam swój komitet, gdy dowiedziałam się w CKW, że Siarhiej nie może wystartować, bo nie złożył podpisu na dokumentach. Był wtedy w areszcie - opowiada Swiatłana. - Uczyniłam to w porywie złości i z chęci pomocy mężowi. Wiedziałam, że to dla niego ważne, chciałam zrobić cokolwiek, żeby mu było lżej. Był w szoku, kiedy się dowiedział, bo nigdy nie interesowałam się polityką. Można więc powiedzieć, że kandyduję z miłości do męża, aresztowanego i torturowanego w areszcie. Później uświadomiłam sobie jeszcze, jaką miłość czuję do ojczyzny. 

02.08.2020 r., Brześć. Swiatłana Cichanouska podczas wiecu wyborczego.02.08.2020 r., Brześć. Swiatłana Cichanouska podczas wiecu wyborczego. Fot. Sergei Grits / AP Photo

Cichanouska sama się naraża, ale dzieci zdecydowała się wysłać za granicę. Mówi, że do kraju będą mogły wrócić dopiero wówczas, kiedy ich mama zostanie prezydentką.

Sama nie chce wyjeżdżać, ale liczy się z tym, że może być zmuszona do wyboru między życiem a śmiercią. - Zawsze wybiorę życie - oznajmia. 

Walery Cepkało: Nie wrócę, dopóki rządzi Łukaszenka

Z kolei Walery Cepkało, dyplomata, współtwórca Parku Wysokich Technologii, czyli tzw. białoruskiej doliny krzemowej, po otrzymaniu od znajomych ze służb bezpieczeństwa informacji, że władze zamierzają sfabrykować przeciwko niemu sprawę karną, a po jego uwięzieniu pozbawić praw rodzicielskich żonę Weronikę i odebrać dzieci, wyjechał do Moskwy. 

Jeżeli Aleksander Łukaszenka utrzyma władzę, Cepkało nie wróci do ojczyzny.

W wywiadzie dla "Wyborczej" mówił: - Nie mogę wrócić do kraju, w którym władzę sprawuje Łukaszenka. Czekałoby mnie więzienie. Władza zaczęła szukać na mnie haków tydzień po ogłoszeniu, że będę kandydować. Później zaczęto grozić mi więzieniem i odebraniem dzieci. Wtedy przestałem się wahać. Podjąłem decyzję o wyjeździe. Każdy rodzic postąpiłby tak samo. 

Były szef sztabu Walerego Cepkały Andriej Lankin zajmował wysokie stanowisko w jednej z firm IT w Mińsku. Zdecydował się jednak odejść z niej w trakcie kampanii, już po wyjeździe Cepkały z kraju.

- Jeszcze trzy miesiące temu nie pomyślałbym, że będę szukać zatrzymanych znajomych w komisariatach całej stolicy, nie mam doświadczenia politycznego. Żyłem spokojnie, na dobrym poziomie, ale Walerego znam od lat i ufam mu bezgranicznie - mówi Lankin.

I dodaje: - Kiedy wszyscy żyliśmy w strachu, przerażeni, że w momencie zagrożenia wywołanego koronawirusem jesteśmy pozostawieni samym sobie, Walery dał mi nadzieję na możliwą zmianę. Czy miał możliwość zostać w kraju? Nie wiem, myślę, że nie, jeśli nie byłby gotów pójść do więzienia.

- Utrata wolności nie jest dla mnie najgorszą rzeczą na świecie, a ucieczka to przyznanie się do strachu i tchórzostwa. Ale nie oceniam Walerego, zrobił wszystko tak jak należy. Ja po prostu chyba postąpiłbym inaczej - wyjaśnia Lankin.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.