Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kampania zaczęła się od aresztowań polityków, którzy rzucili rękawicę Łukaszence: bankiera Wiktara Babaryki i znanego z krytyki władzy blogera Siarhieja Cichanouskiego. Nie zdążyli nawet zarejestrować swoich komitetów. Walery Cepkało, trzeci niedoszły konkurent Łukaszenki, były dyrektor Parku Wysokich Technologii, po groźbach od służb bezpieczeństwa udał się na emigrację. 

Łukaszenka dopuścił jednak do wyborów Swiatłanę, żonę Cichanouskiego, niezwiązaną dotychczas ani z polityką, ani z biznesem. Szybko się okazało, że ma charyzmę i porywa tłumy, a Łukaszenka i jego służby nie mają na nią haków.

Cichanouską wsparły dwie nowe w polityce kobiety: żona Cepkały i szefowa sztabu Babaryki. 

Decyzje białoruskiego rządu odbierają jednak nadzieję na zachowanie choćby pozorów demokracji. Nie zaproszono obserwatorów OBWE, odmówiono zainstalowania kamer w komisjach wyborczych, za to wprowadzono pięciodniowe głosowanie, które może ułatwić komisji fałszowanie wyników. 

Wydłużone wybory próbowali kontrolować „samozwańczy obserwatorzy” m.in. ze związanej z Cichanouską organizacji Uczciwi Ludzie. Spotykały ich za to represje. Iwan Dubowik 4 sierpnia został zatrzymany pod jednym z lokali za to tylko, że liczył wchodzących. Dostał dziesięć dni aresztu. 

5.08.2020, ulice Mińska na kilka dni przed wyborami prezydenckimi.5.08.2020, ulice Mińska na kilka dni przed wyborami prezydenckimi. Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Łukaszenka: Wojsko stoi za mną

Sprawujący od 26 lat władzę Łukaszenka w emocjonalnym orędziu do narodu, które wygłosił przed parlamentarzystami w Pałacu Republiki, powtarzał, że „kraju nie odda”. Zapewniał o miłości do „stworzonej” przez siebie ojczyzny i ostro krytykował sztab głównej konkurentki, oskarżając o próbę destabilizacji i zniszczenia Białorusi: „Te trzy nieszczęsne dziewczynki nawet nie rozumieją, co czytają!” – mówił. 

Łukaszenka zapewnia, że w razie ewentualnych protestów po wyborach jest pewny pomocy armii i służb.

Na stronie ministerstwa obrony zawisło oświadczenie, że wojsko udziela Łukaszence pełnego poparcia, a obywateli ostrzega przed wrogami z zewnątrz: „Świat nie jest zadowolony z sukcesów naszego kraju. Dlatego mamy do czynienia z próbami wtrącania się w sprawy naszego suwerennego państwa. Ich celem jest destabilizacja i chaos. Armia Białorusi dumna z naszego prezydenta i pod jego kierownictwem zapewni państwu niezależność”. 

Białorusini jeszcze nigdy tak nisko nie oceniali swojego prezydenta. Zdaniem politologa Artioma Szrajbmana może on dziś liczyć na 30-proc. poparcie, wliczając w to głosy przymusowo oddawane przez pracowników państwowych instytucji. 

– Wielu z nas pozbyło się uczucia strachu, zaczęło rozumieć, że Łukaszenka jest tylko człowiekiem, takim jak wszyscy. Nie ma prawa nas obrażać i poniżać – komentuje Cichanouska. 

Neutralna pozycja Rosji

 Choć entuzjazm i nadzieje Białorusinów na zmiany są wielkie jak nigdy, zdaniem Szrajbmana autorytarny reżim Łukaszenki obalić może tylko rewolucja, na którą Białorusini nie są jeszcze gotowi: – Odsunięcie Łukaszenki pozostaje w sferze marzeń. Nie jesteśmy Ukrainą. Obawiam się, że po wyborach wyjątkowo aktywne teraz politycznie społeczeństwo pogrąży się na nowo w apatii, liderzy opozycji znajdą się w więzieniu, a ci, którzy będą mieli taką możliwość, wyjadą za granicę – mówi. 

Zdaniem Walerego Cepkały te wybory są pierwszymi, w których Rosja zajęła neutralną pozycję i nie wyraziła poparcia dla Łukaszenki. Ten bowiem prócz walki o władzę toczy także potyczki z Putinem, co – jak zapowiedział w środę wiceszef Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew – „obróci się przeciwko niemu”. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.