Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Występując w Pałacu Republiki przed 2,5 tys. cywilnych i mundurowych funkcjonariuszy państwowych prezydent ubiegający się o kolejną, szóstą już kadencję, straszył zamętem ogarniającym świat.

Na tle scen bitewnych, pożarów, zniszczeń, starć ulicznych wyświetlanych na wielkim ekranie za jego plecami mówił o wojnach, konfliktach mocarstw, recesji, biedzie w innych krajach. Obrazy zmieniły się na sielskie, kiedy chlubił się wspaniałym „zwycięstwem" nad pandemią, z której Białoruś, jego zdaniem, wyszła nie osłabiwszy, jak inni, swej gospodarki.

W nabitej do ostatniego miejsca wielkiej sali publiczność, siedząc bez masek, słuchała opowiadającego o tych sukcesach wyraźnie chorego, co chwila ocierającego pot z czoła, zachrypłego przywódcy. Sam Bat'ka przyznał się, że "bezobjawowo" przeszedł COVID-19. W ostatnich dniach na przegubie nosił bandaż zakrywający wenflon, co wskazuje na to, że stale dostaje kroplówki. Natychmiast po zakończeniu trwającego niemal 1,5 godziny wystąpienia ciężkim krokiem zszedł ze sceny, a publiczność przez 140 sekund gorąco oklaskiwała na stojąco pustą trybunę.

Wschód i Zachód chcą rozerwać ogniwo spokoju

W orędziu Bat’ka mówił, że kraj jest dziś jedynym „ogniwem spokoju" w centrum Eurazji, ale ogniwo teraz „próbują rozerwać” i ze Wschodu, i z Zachodu.

Przypomniał o 33 „wagnerowcach", najemnikach z Rosji, których zdaniem Mińska przysłano, by wywołali rozruchy na Białorusi. Ogłosił, że „na południu kraju" pojawiła się jeszcze jedna grupa dywersantów, których Białoruś "teraz łowi i odłowi po lasach". Wezwał słuchających, by nie wierzyli w „łgarstwa" o tym, że "wagnerowcy" – aresztowani w ubiegłym tygodniu pod Mińskiem - byli na Białorusi tylko przejazdem.

Moskwa obecność swych „psów wojny" w sąsiednim kraju zbywa twierdzeniem, że pluton był tam tylko po drodze do Stambułu i dalej – Afryki czy Wenezueli. – Łżą. Bilety do Stambułu były tylko legendą. Ich celem był nasz kraj – unosił się Łukaszenka i groził: – Nie podrzucajcie nam tu broni jądrowej, bo zapłonie wszystko aż do Władywostoku.

Cichanouska "pogrąży kraj w bandyckich wojnach"

Łukaszenka straszył też zgromadzonych i obywateli słuchających orędzia przez telewizję i radio „alternatywszczykami”, czyli ludźmi konkurującej z nim o prezydenturę Swiatłany Cichanouskiej.

Jak ostrzegał, chcą oni przywrócić „straszne lata 90.”, aresztować urzędników, wypuścić z więzień kryminalistów i znów pogrążyć kraj w bandyckich wojnach.

W ten sposób nawiązał do ogłoszonego we wtorek programu wyborczego konkurentki. Cichanouska zapowiedziała powrót do unieważnionej przez Łukaszenkę demokratycznej konstytucji z 1994 r. i amnestię dla wszystkich więzionych z powodów politycznych (jednym z nich jest jej mąż) oraz sprawców popełnionych po raz pierwszy nieciężkich przestępstw. Zapowiedziała, że urzędnicy i funkcjonariusze, którzy nie mają na sumieniu poważnych nadużyć czy zbrodni, pozostaną na swych stanowiskach przynajmniej do czasu, kiedy po pół roku jej rządów odbędą się nowe, już absolutnie wolne i uczciwe wybory prezydenckie.

"Głupie kobiety, które nie rozumieją, co czytają z tego, co im napisali”, jak prezydent określił Cichanouską i wspierające ją Weronikę Cepkało oraz Mariję Kalosnikową, doprowadzić mają jego zdaniem do tego, że majątek narodowy zostanie rozszabrowany, a w kraju nastaną bałagan, bezrobocie i bieda.

A zagrożenie jest zdaniem Łukaszenki ogromne. – Jest oczywiste, że w Mińsku próbują nam organizować rzeź. Na naszym krzepkim, jednolitym społeczeństwie zdecydowali się wypróbować kolorowe rewolucje – oskarżył opozycję i wrogie siły zewnętrzne, zapowiadając: – „Nie uda się!".

Przypomniał, że na szczęście „są milicja, armia, służby specjalne”, więc „odpowiedź będzie błyskawiczna, reakcja najostrzejsza”.

Siłę prezydent zademonstruje już przed wyborami. Sztab Cichanouskiej jeszcze 14 lipca zarezerwował na czwartkowy wieczór miński Park Przyjaźni Narodów, gdzie miał się odbyć wielki przedwyborczy wiec. Spodziewano się, że tym razem zgromadzi się nawet więcej ludzi niż 65 tys., którzy na spotkanie z kandydatką przyszli tu tydzień wcześniej. Tymczasem we wtorek okazało się, że 6 sierpnia w parku ma odbyć się koncert z okazji święta wojsk kolejowych (na Białorusi dziś ich już nie ma, została tylko jedna brygada kolejowa) z prezentacją ciężkiej artylerii i wozów bojowych.

A w poniedziałek, dzień po wyborach, na Białorusi zostanie przeprowadzona częściowa mobilizacja rezerwistów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.