Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

29 lipca białoruskie służby specjalne zatrzymały w jednym z sanatoriów w pobliżu Mińska 32 mężczyzn z rosyjskimi paszportami. Kolejny został zatrzymany na południu kraju. Białoruskie KGB poinformowało, że wszyscy są najemnikami Prywatnej Spółki Wojskowej Wagnera, która podlega Jewgienijowi Prigożynowi, biznesmenowi zaprzyjaźnionemu z Władimirem Putinem.

Białoruskie władze twierdzą, że rosyjscy bojownicy przybyli w celu „destabilizacji sytuacji podczas kampanii wyborczej”. Zatrzymani mieli być tylko pierwszą grupą z 200 najemników, którzy zamierzali przybyć do Rosji.

Wagnerowcy biorą udział w wielu konfliktach, w które Rosja zaangażowana jest tylko nieoficjalnie. Brali udział w wojnie w Syrii po stronie wspieranego przez Rosję Baszara al-Asada. Jesienią 2019 r. pojawiła się informacja o śmierci pięciu najemników tej firmy w Mozambiku. W maju ONZ przygotowała raport o sankcjach wobec Libii, gdzie trwa wojna domowa. Stwierdzono w nim, że nawet do 1200 wagnerowców wspiera gen. Chalifa Haftara, który walczy przeciwko uznawanemu przez społeczność międzynarodową rządowi w Trypolisie. 

Poszukiwani na Ukrainie

Pierwsze informacje o Prywatnej Firmie Wojskowej Wagnera i jej najemnikach pojawiły się w 2014 r., kiedy rozpoczęła się wojna w Donbasie. W październiku 2017 r. powiadomiła o tym Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Mieli brać udział w walkach o lotnisko w Ługańsku, które toczyły się od kwietnia do 1 września 2014 r. 205 najemników Wagnera miało też walczyć w styczniu-lutym 2015 r. pod Debalcewem. SBU twierdzi, że zidentyfikowało łącznie 277 wagnerowców, którzy walczyli w Donbasie.

W ostatnich dniach szef Rady Bezpieczeństwa Białorusi Andriej Rawkow oświadczył publicznie, że według wstępnej informacji 14 z zatrzymanych wagnerowców walczyło w Donbasie. Stąd też natychmiastowe zainteresowanie ukraińskiego wymiaru sprawiedliwości. Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy podejrzewa aż 28 z nich o działalność terrorystyczną w związku z ich udziałem w wojnie w Donbasie po stronie prorosyjskich bojowników.

Strona ukraińska poinformowała również, że wśród zatrzymanych znajduje się dziewięciu obywateli Ukrainy. Specjalizujące się w m.in. w przestępstwach wojennych ukraińskie pismo „Kraty” zidentyfikowało wśród nich byłego funkcjonariusza jednostki specjalnej ukraińskiej milicji Berkut z Doniecka Hennadija Fetisowa oraz poszukiwanego listem gończym Maksyma Koszmana, który brał udział w zajęciu Słowiańska w kwietniu 2014 r. Dwóch zatrzymanych wagnerowców walczyło w Donbasie w oddziale dowodzonym przez rosyjskiego pisarza Zachara Prilepina.

Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy interesuje również znajdujący się w grupie zatrzymanych wagnerowców Białorusin, który był dowódcą oddziału snajperów w bitwie pod Debalcewie po stronie bojowników.

W czwartek wieczorem prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że Ukraina zwróci się do Białorusi z prośbą o wydanie tych najemników, którzy brali udział w wojnie w Donbasie. Z podobnym oświadczeniem wystąpiło również MSZ Ukrainy, zapewniając jednocześnie poparcie dla białoruskiej suwerenności i niezależności. Z kolei minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow poinformował o przekazaniu stronie białoruskiej danych o walczących w Donbasie wagnerowcach.

W drodze do pracy i na odpoczynek

Dzień po zatrzymaniu ambasador Federacji Rosyjskiej na Białorusi Dmitrij Mieziencew, komentując sprawę, oświadczył, że Rosjanie „nie brali udziału w działaniach związanych ze społeczno-polityczną sytuacją na Białorusi”. Ambasador stwierdził, że posiadacze rosyjskich paszportów przybyli na Białoruś, aby podpisać kontrakty z jedną z firm, która jest zarejestrowana na Białorusi. Ich praca miała polegać na ochronie infrastruktury energetycznej za granicą, ale nie na Białorusi. Byli zmuszeni do nocowania w sanatorium, ponieważ spóźnili się na samolot do Stambułu.

Jednak białoruscy śledczy twierdzą, że zatrzymani złożyli sprzeczne zeznania. Część twierdzi, że lecieli do Turcji, inni do Wenezueli, na Kubę i do Syrii, a jeden nie wiedział gdzie.

Przewodniczący Komitetu Śledczego Białorusi Iwan Noskiewicz powiedział podczas sobotniej narady z prezydentem Aleksandrem Łukaszenką, że zatrzymani, którzy mieli jechać dalej do Turcji, podali różne cele podróży: „ktoś – opalać się, ktoś – odpoczywać, niektórzy jakoby ochraniać jakieś obiekty, a inni obejrzeć świątynię Hagia Sophia”.

W niedzielę wybory prezydenckie

Na Białorusi trwa kampania wyborcza przed zaplanowanymi na 9 sierpnia wyborami prezydenckimi. Czy Kreml rzeczywiście przygotowywał operację, która miała na celu obalenie Łukaszenki, a może przeciwnie – pomoże mu zachować władzę?

Rosyjski dziennikarz Konstantin Eggert w opublikowanej w „Deutsche Welle” analizie stwierdza, że bardziej prawdopodobny jest inny wariant. Łukaszenko rzeczywiście wierzy, że Kreml chce się go pozbyć, ale nie przez operację wojskową, ale jakimś innym sposobem. Aresztowanie wagnerowców miało tym samym dwa przesłania: „nie wtrącajcie się” (do Putina) oraz „ratujcie białoruską niepodległość i tym samym moją władzę” (do Zachodu).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.