Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

16 lipca sztab oficjalnie zarejestrowanej kandydatki Swiatłany Cichanouskiej ogłosił połączenie ze sztabami "wykoszonych" rywali Aleksandra Łukaszenki: eks-bankiera Wiktora Babariki i byłego prezesa Parku Zaawansowanych Technologii Walerego Cepkały. Dwa dni wcześniej Centralna Komisja Wyborcza (CKW) odmówiła im rejestracji.

Co ciekawe, wszystkie są reprezentowane przez kobiety. Są to: sama Swietłana - kandydatka na prezydenta, szefowa sztabu Babariki Maria Kolesnikowa i żona Cepkały, Weronika. 

Ogromną popularność w internecie zyskało zdjęcie trzech pań zrobione zaraz po ogłoszeniu zjednoczenia. Zainspirowało ono użytkowników mediów społecznościowych do stworzenia wielu memów, na których są one przedstawiane jako superbohaterki z popularnych kreskówek.

Trzy kobiety namawiają do głosowania

- Połączyliśmy wysiłki dla jednego celu. Chcemy z dumą opowiadać naszym dzieciom, że byliśmy w stanie zmienić ten długi dyktatorski reżim - mówiła 17 lipca Kolesnikowa podczas konferencji prasowej zorganizowanej z okazji zjednoczenia sił wokół jedynego zarejestrowanego alternatywnego kandydata. 

- Chcę, żeby nasze dzieci żyły w wolnym kraju, żeby nie siedziały w więzieniach bez winy - dodała Swiatłana Cichanouska. 

Kobiety ogłosiły też podstawowe zasady zjednoczenia, zgodnie z którymi odmawiają bojkotu wyborów i wzywają Białorusinów do głosowania 9 sierpnia. 

Weronika Cepkało, odnosząc się do wypowiedzi głowy państwa, że „konstytucja Białorusi nie jest dla kobiety” (9 maja Aleksander Łukaszenka, zwracając się do pracowników Mińskiej Fabryki Traktorów, zaznaczył również, że "prezydent Białorusi powinien być prawdziwym mężczyzną”), stwierdziła, że to właśnie kobiety są dziś główną siłą w kampanii wyborczej. 

- Nasz rząd boi się kobiet, boi się Swiatłany. Wierzymy, że nie jesteśmy drugorzędną siłą, że jesteśmy równe mężczyznom i że zwyciężymy - powiedziała Weronika. 

Tymczasem poprzedniego dnia Łukaszenka stwierdził, iż w konstytucji powinno być zapisane, że prezydentem może zostać jedynie ktoś, kto służył w wojsku.

„Być może jest to ostatnia możliwość dla kobiet, by stanąć na czele kraju” - skomentowali użytkownicy portali społecznościowych. 

Bloger w karcerze

Jednak nie tylko udział w prezydenckim wyścigu zajmuje w tej chwili Swiatłanę. Musi walczyć o męża, blogera Siarhieja Cichanouskiego, który zamierzał kandydować na prezydenta, ale został zatrzymany i aresztowany.

Swiatłana wielokrotnie podkreślała, że kontynuuje walkę o prezydencki fotel tylko z powodu miłości do niego. Kilka dni temu zwróciła się do sił bezpieczeństwa z apelem, by przestano się nad nim znęcać. 

Aresztowany Siarhiej trzykrotnie lądował w karcerze. Najpierw, według słów jego prawników, za siedzenie na parapecie; następnie z powodu pajęczyny znalezionej przez strażników na wysokości trzech metrów pod sufitem celi oraz dlatego, że był nieogolony.

Według portalu internetowego Tut.By, gdy Cichanouski wrócił po raz drugi z karceru, spotkał się z ostracyzmem współwięźniów.

Teoretycznie startuje pięcioro kandydatów

Oficjalnie zarejestrowano pięcioro kandydatów stających w wyborcze szranki 9 sierpnia. Prócz rządzącego od 26 lat  Łukaszenki i Swiatłany Cichanouskiej są to: przywódca Partii Socjaldemokratycznej „Hramada” Siergiej Czereczen, była deputowana do parlamentu Anna Konopacka oraz stojący na czele ruchu Mów Prawdę Andriej Dmitrijew. Ostatnia trójka to tzw. kandydaci techniczni, czyli „spoilerzy" - nie mają szans na wygraną i startują tylko po to, by odebrać głosy opozycjonistom. 

Po dość przewidywalnej decyzji CKW o odmowie rejestracji dwóch potencjalnych rywali Łukaszenki 14 lipca w wielu miastach odbyły się protesty. Zakończyły się masowymi  aresztowaniami i pobiciami - nie tylko demonstrantów, lecz także zwykłych przechodniów i dziennikarzy. Ze względu na tłumy protestujących na ulicach ruch w centrum Mińska został zablokowany, zamknięto kilka stacji metra. W niektórych dzielnicach wyły syreny alarmowe, wyłączano światło. Gdzieniegdzie doszło do brutalnych konfrontacji z milicją.  

Już 15 lipca w całym kraju odbywały się procesy zatrzymanych. Niektórych ukarano grzywnami, innych kilkoma dniami aresztu. 

Według centrum praw człowieka Wiasna od początku kampanii prezydenckiej (8 maja) zatrzymano ponad 700 aktywistów, polityków, blogerów i dziennikarzy. 129 osób ukarano aresztami administracyjnymi, 252 muszą zapłacić grzywny. 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.