Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O czwartej rano we wtorek funkcjonariusze rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa kolejny raz wdarli się do kilku domów Tatarów Krymskich w różnych rejonach półwyspu.

Przeprowadzono przeszukania, zarekwirowano komputery i książki, a następnie zatrzymano siedmiu Tatarów. Wszyscy oni są podejrzewani o uczestnictwo w działalności organizacji Hizb ut-Tahrir, która w Rosji jest uznana za terrorystyczną.

Hizb ut-Tahrir to panislamistyczna organizacja, która nawołuje do odbudowy kalifatu, ale jednocześnie odrzuca przemoc. Na Ukrainie, podobnie jak w USA i części krajów europejskich, działa legalnie i do 2014 r. jej główny ośrodek znajdował się na Krymie.

Nie nazywajcie nas terrorystami

„Zatrzymano siedem osób – trzech liderów i czterech szeregowych aktywnych uczestników. To część systematycznej pracy w walce z ekstremizmem i terroryzmem, którą bardzo konsekwentnie i profesjonalnie prowadzą nasze organy ochrony porządku” – napisał we wtorek na Facebooku Aksionow.

Podziękował on również pracownikom FSB oraz innych struktur siłowych za to, że „powstrzymali działalność ośrodka zabronionej w Federacji Rosyjskiej międzynarodowej organizacji Hizb ut-Tahrir” i obronili mieszkańców Krymu „przed zagrożeniem ze strony ekstremizmu i terroryzmu”.

W środę pod budynek rosyjskich władz Krymu w Symferopolu przybyło kilkudziesięciu Tatarów Krymskich. Przyszły głównie osoby starsze, w tym weterani ruchu narodowego z czasów walki w ZSRR o powrót do swojej ojczyzny ze stalinowskiego zesłania. Byli wśród nich również rodzice Tatarów zatrzymanych w ostatnich latach przez Rosjan.

To właśnie starsi Tatarzy często chodzą na sprawy sądowe, aby okazać wsparcie zatrzymanym i zaprotestować przeciwko, jak twierdzą, bezpodstawnym zarzutom. Tym razem chodziło nie tylko o zatrzymanych, ale również o wpis Aksionowa na Facebooku, który ich oburzył.

Przedstawiciel rosyjskiej władzy na półwyspie nie wskazuje w nim bezpośrednio na Tatarów Krymskich, a nawet pisze: „Przestępcy nie mają ani narodowości, ani przynależności religijnej, ale mogą wykorzystywać idee narodowe i religijne jako przykrywkę dla swoich przestępczych planów”. Jednak zdaniem Tatarów działania władz i podległych im struktur siłowych mówią o czymś innym.

– Żądamy, żeby Siergiej Aksionow wyszedł do nas i przeprosił za swoje słowa, którymi oczernia on naród krymskotatarski i nazywa niewinnych ludzi terrorystami – powiedział jeden z przybyłych Tatarów.

Aksionow się nie pojawił, do Tatarów wyszedł jego przedstawiciel, który stwierdził, że do spotkania może dojść na drugi dzień.

W czwartek Tatarzy znów przybyli pod budynek rosyjskiego rządu na Krymie z tym samym żądaniem. W odpowiedzi współpracownik Aksionowa przekazał, że jego szef może przyjąć kilku z nich u siebie w gabinecie. Na to z kolei nie zgodzili się Tatarzy.

Tatarzy problemem dla Krymu

Na początku lipca popularny rosyjski bloger z Krymu Aleksandr Gornyj udzielił dużego wywiadu redakcji wychodzącego w rosyjskim Tatarstanie „Biznesu Online”. Już sam tytuł publikacji mówi wiele: „Na Krymie są trzy problemy: woda, ukraińskie paszporty i Tatarzy Krymscy”.

Mówiąc o problemie, jaki stanowią Tatarzy na Krymie, bloger posłużył się radziecką argumentacją wykorzystywaną dla uzasadnienia ich deportacji z Krymu w 1944 r. Chodzi o oskarżenia pod adresem całego narodu o kolaborację z hitlerowskimi Niemcami. Według Gornego, deportując Tatarów Krymskich z półwyspu, Stalin uratował ich od rozstrzelania na miejscu za ich rzekomą zdradę.

Manipulacje tego typu były wielokrotnie prostowane przez historyków. Wskazywano też na niedopuszczalne stosowanie zbiorowej odpowiedzialności. Wielu Tatarów Krymskich służyło w Armii Czerwonej, kilku z nich zostało nagrodzonych najwyższymi tytułami Bohatera Związku Radzieckiego – legendarny lotnik Amiet-Chan Sułtan nawet dwukrotnie.

Bloger uważa, że Tatarzy Krymscy zbyt wiele wymagają i są wrogo nastawieni do Rosji. Jego zdaniem przykładem funkcjonowania w wielokulturowym państwie rosyjskim powinien być dla nich Tatarstan albo Dagestan.

UE i USA zaniepokojone

„UE nie uznaje wykorzystania prawodawstwa rosyjskiego na terytorium Autonomicznej Republiki Krym i Sewastopol i oczekuje od Rosji niezwłocznego uwolnienia wszystkich zatrzymanych. UE oczekuje od Rosji powstrzymania uciskania wspólnoty krymskotatarskiej. Na półwyspie powinny być zagwarantowane międzynarodowe standardy dotyczące praw człowieka” – napisano w oświadczeniu wydanym przez Europejską Służbę Działań Zewnętrznych UE po wtorkowych zatrzymaniach Tatarów.

Zaniepokojenie wyraziła również ambasada USA w Kijowie. Amerykańskie przedstawicielstwo wskazało, że Rosja nie ma prawa prześladować i zatrzymywać Ukraińców na ukraińskiej ziemi.

Ministerstwo spraw zagranicznych Ukrainy zaapelowało do wspólnoty międzynarodowej o dalsze wsparcie obrony praw i swobód mieszkańców Krymu oraz nasilenie nacisku w tej sprawie na Rosję.

W praktyce możliwości nacisku są ograniczone. Od 2014 r. UE i USA wprowadziły sankcje przeciwko Rosji za aneksję półwyspu. Tylko że Kreml uważa aneksję za temat zamknięty. Na półwyspie nie działają żadne międzynarodowe organizacje zajmujące się monitoringiem praw człowieka.

Według ukraińskiej organizacji praw człowieka Zmiana wraz z wtorkowymi zatrzymaniami liczba ukraińskich więźniów politycznych przetrzymywanych w Rosji i na Krymie wzrosła do 101 osób. Ponad połowa z nich jest oskarżona o przynależność do Hizb ut-Tahrir.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.