Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Trzeba przyznać, że Pana czas już minął. Ludzie są zmęczeni tym, co się dzieje. Potrzebują przemian. Dlatego wierzę, że jest Pan na tyle rozsądny, by oddać władzę bez rozlewu krwi. Z poważaniem, Paweł” -  ta wiadomość do Aleksandra Łukaszenki rozciągnęła się w poniedziałek wielkimi literami na płocie obok Biełteleradyjokampanii (białoruski publiczny nadawca radiowo-telewizyjny). Paweł nie jest jedynym, który zwraca się do prezydenta w podobny sposób, takich jak on są tysiące.

Aresztowane koszulki

 „Ja - 97%” – właśnie tymi słowami w sieciach społecznościowych kończą się posty ludzi zachęcających do walki o zmianę. Pozostałe „3%” (takie jest poparcie dla Łukaszenki według niezależnych sondaży) można teraz zobaczyć wymalowane na kioskach, ścianach klatek schodowych i chodnikach, często w formie napisu „Sasza 3%" (Sasza to zdrobnienie od Aleksander). Symbol procentu widnieje koło przycisku z cyfrą 3 w prawie każdej windzie.

Popularność hasła wzrosła jeszcze dzięki mińskiemu sklepowi symbal.by sprzedającemu ubrania i pamiątki z symbolami narodowymi. Jego właściciele wpadli na pomysł połączenia na koszulkach symbolu 3% i słowa „psychoza” (to nawiązanie do słów Łukaszenki o „psychozie” koronawirusa). Dziś logo „psycho3%” można zobaczyć nawet na maskach samochodów.

Policja aresztuje jednego z uczestników demonstracji w Mińsku, 19 czerwca Policja aresztuje jednego z uczestników demonstracji w Mińsku, 19 czerwca  Fot. STR / AP

Sklep stał się popularny wśród Białorusinów, którzy za pomocą hasła na koszulce chcieli zademonstrować sprzeciw wobec władzy. Ale nie trwało to długo. Zaczęło się od konfiskaty koszulek (12 czerwca milicja skonfiskowała 419 szt.) i ciągłych kontroli, a zakończyło się zapowiedzią zamknięcia sklepu. Przy wejściu do lokalu ustawiło się wtedy ok. 50 osób, aby wykupić pozostałe towary.

- Już nie chodziło o to, żeby kupić to, co jest potrzebne. Raczej cokolwiek, byle to nie zostało skonfiskowane przez organy ścigania - opowiada Denis. W kolejce ustawił się po pracy, żeby w ostatniej chwili wesprzeć jeszcze sklep, ale zakupów zrobić nie zdążył - po ostatnich klientów przyjechała więźniarka.

- Nie sądziłem, że zaczną zatrzymywać ludzi, ale tak właśnie się stało. Kiedy z samochodu wypadło dwóch milicjantów, zdałem sobie sprawę, że będą teraz łapać. Uciekając tak szybko, jak potrafiłem, gdzie oczy poniosą, zupełnie nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.

Denis, w przeciwieństwie do 20 osób, które tego dnia zostały aresztowane, a później otrzymały kary grzywny (niektórzy zostali nawet pobici), zdołał uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji.

Wydarzenia tamtego dnia nie powstrzymały jednak ludzi, którzy codziennie aż do ostatecznego zamknięcia sklepu 29 czerwca ustawiali się w coraz dłuższej kolejce. Właściciel symbal.by przyznaje, że nie spodziewał się takiego wsparcia i solidarności.

Społeczeństwo jest inne

Właśnie słowo „solidarność” słyszałam najczęściej, pytając zwykłych obywateli o to, co ich zdaniem zmieniło się w społeczeństwie w ciągu ostatnich dni. Dzisiaj Białorusini solidarnie zbierają pieniądze dla rodzin więźniów politycznych, solidarnie pomagają lekarzom w walce z koronawirusem, kupując dla nich środki ochrony indywidualnej, solidarnie biją brawa z balkonów o godzinie 19 każdego dnia, aby pokazać, że jest ich dużo i nie są obojętni wobec tego, co się dzieje w ich kraju.

Jeżeli kiedyś dyskusje na temat działań politycznych głowy państwa były tematem tabu dla większości Białorusinów (w rozmowach telefonicznych nazwisko Łukaszenka na wszelki wypadek było pomijane, a o władzy nie mówiono wprost, ponieważ „i tak przecież wiadomo, o kim mowa”), to dziś ludzie emocjonalnie dyskutują o sytuacji w kraju, nawet z nieznajomymi w kolejce w sklepie, na ławce przy swoim bloku lub na przystanku, czekając na autobus.

- Nasze społeczeństwo jest już inne. Teraz jesteśmy jednością - mówi Anton, pracownik fabryki mebli w Grodnie. Mężczyzna jest jednym z 5 tys. uczestników czatu na kanale „Grodno dla życia” w sieci społecznościowej Telegram. Takie wspólnoty pojawiły się teraz we wszystkich regionach. Ich powstanie zainicjował bloger Siergiej Ciechanowski, założyciel kanału „Kraj do życia” na YouTubie. Ten były potencjalny oponent Łukaszenki w tegorocznych wyborach prezydenckich jest w tej chwili w więzieniu, ale ludzie aktywnie kontynuują jego pracę, omawiając bieżące problemy związane z sytuacją polityczną w kraju i szukając sposobów na ich rozwiązanie.

Latarki na balkonach i flash mob w internecie

Przez 20 minut Anton entuzjastycznie opowiada mi o tym, jak bardzo jego miasto zmieniło się w ciągu ostatnich miesięcy. Mówił, że codziennie, spacerując po centrum, zauważa coraz więcej samochodów, na których przyklejone są symbole narodowe, a z ich okien coraz częściej słychać słynny utwór „Peremen” („Zmiany”) Wiktora Coja i grupy Kino.

Mężczyzna opowiedział także o akcji zorganizowanej przez mieszkańców w jego okolicy. Na znak solidarności z więźniami politycznymi ludzie codziennie wychodzą na balkon i zapalają latarki w komórkach.

- Na początku nas było dwóch. Ja i mój sąsiad. Następnego dnia już osiem. A wczoraj aż dwadzieścia trzy osoby naliczyłem. Wie pani, ciężko jest być pierwszym, ale teraz nas „pierwszych” pojawia się coraz więcej i właśnie to inspiruje, aby mimo wszystko działać dalej i nie poddawać się - mówi.

Ogromną popularność zyskał także flash mob (popularnie nazywany wirtualnym wiecem) na kanale opozycyjnego blogera Stepana Putilo w sieci Telegram. Swoje zdjęcia opatrzone antyprezydenckimi hasłami („Odejdź, nie jesteś naszym prezydentem!”, „Jestem 97%”) przesyłali tam nawet pracownicy organów ścigania. W trosce o bezpieczeństwo, nie pokazując twarzy, umieszczali je na tle swoich odznak lub mundurów, by było wiadomo, gdzie pracują. Później tę ideę podchwycili także lekarze, pracownicy budowlani, pracownicy Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych, służb drogowych i fabryk.

Demonstracja solidarności z białoruską opozycją na majdanie Niepodległości w Kijowie, 28 czerwca 2020Demonstracja solidarności z białoruską opozycją na majdanie Niepodległości w Kijowie, 28 czerwca 2020 Fot. Efrem Lukatsky / AP

Wsparcie dla Białorusi płynie też z zagranicy. Ludzie na całym świecie wychodzą poprzeć Białorusinów - od Warszawy po Bali. Protestujący zbierają się w centrach miast lub przed ambasadami Białorusi z plakatami „Dziękujemy za walkę”, „Jesteśmy z Wami”.

20 więźniów politycznych przed wyborami

Wybory prezydenckie na Białorusi są zaplanowane na 9 sierpnia. W tej chwili główny rywal Łukaszenki, były bankier Wiktor Babaryka, jest zatrzymany i przebywa w areszcie śledczym KGB. Wobec innego byłego kandydata na stanowisko głowy państwa, założyciela Parku Nowoczesnych Technologii Waleryja Cepkała, MSW prowadzi wstępne dochodzenie w sprawie jego możliwej "nielegalnej działalności".

Od początku kampanii wyborczej na Białorusi oficjalnie ogłoszono 20 więźniów politycznych (są wśród nich m.in. politycy Mikałaj Statkiewicz i Paweł Seweryniec, były potencjalny kandydat na prezydenta Siarhiej Cihanouski oraz Igor Łosik, administrator opozycyjnego kanału w serwisie Telegram).

Jednocześnie komisje wyborcze odrzucają podpisy złożone przez Białorusinów na listach poparcia dla niezależnych kandydatów w całym kraju.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.