Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Takiej fali demonstracji niechęci wobec przywódcy państwa kraj nie widział od co najmniej trzech lat. Tylko w piątek sceną protestów stały się Mińsk, Grodno, Gomel, Witebsk, Mogilew, Baranowicze, Bobrujsk. W samej stolicy demonstrowało ponad 2 tys. osób.

Trwające przez ostatni miesiąc manifestacje miały specyficzny charakter związany z kampanią przed zapowiedzianymi na 9 sierpnia wyborami głowy państwa.

W ich wyniku Łukaszenka zamierza przedłużyć swoje 26-letnie już panowanie o kolejną pięciolatkę

Protest kolejkowy

Przeciwni tym pomysłom obywatele ustawiali się w długich kolejkach przed punktami zbierania podpisów poparcia dla konkurentów Bat'ki. Przy tym, co szczególnie drażniło dyktatora, przechodnie czy kierowcy przejeżdżających aut na widok kilkusetosobowych, a czasem i kilkutysięcznych szeregów, gestami czy sygnałami klaksonów wyrażali swój aplauz i poparcie.

Z punktu widzenia białoruskiego prawa „kolejkowe" manifestacje były legalne jako element kampanii wyborczej. Nie obyło się jednak bez represji. Jak podsumował ośrodek obrony praw człowieka Wiasna, do 17 czerwca kary aresztu wymierzono 98 „kolejkowiczom", 107 ukarano wysokimi (średnio ponad 300 dolarów) grzywnami. Zatrzymywano też gorliwie dziennikarzy relacjonujących protesty, w tym choćby reporterów telewizji Biełsat.

Mocnym uderzeniem Łukaszenka zakończył przypadający w piątek ostatni dzień zbioru podpisów. W stolicy milicja zabrała do aresztów 80 ludzi, w innych miastach – około 50.

Teraz Białorusinom będzie trudniej protestować, bo każde uliczne zgromadzenie władze mogą uznać za nielegalne, rozpędzić siłą, a uczestników posadzić na długo za udział w masowych zamieszkach

Bloger rzucił hasło „Stop karaluch”

Kolejną fazą kampanii wyborczej jest wycinanie konkurentów, którzy mogliby przeciwstawić się Bat’ce.

Na pierwszy ogień poszedł popularny bloger Siarhiej Cichanouski, którego - na skutek prymitywnej prowokacji - aresztowano już 29 maja. Siedzi w areszcie KGB w Mińsku i będzie sądzony za wzniecanie zamieszek oraz za napaść na milicjanta.

To właśnie on, zgłosiwszy chęć udziału w wyborach, „rozkołysał ulicę”. Bloger rzucił hasło „Stop karaluch” - by rodacy nie pozwolili wąsatemu niczym przykry insekt dyktatorowi dalej rządzić. Cichanouski symbolem swoich akcji uczynił domowy kapeć służący jako narzędzie do tłuczenia karaluchów.

Za jego sprawą dzisiejsza polityczna aktywność naszych sąsiadów nazywana jest 'kapciową rewolucją'

Po aresztowaniu męża kandydatką na prezydenta stała się jego żona Swietłana (zebrała wymagane 100 tys. podpisów poparcia), którą teraz rewizjami i przesłuchaniami nęka KGB.

Babaryka w areszcie z poważnymi zarzutami

Za najgroźniejszego przeciwnika Bat’ki uważany jest znany w kraju i dysponujący sporymi pieniędzmi, a także wsparty przez dobrze zorganizowany sztab, bankier Wiktar Babaryka. Udało mu się uzyskać poparcie ponad 400 tys. obywateli, zatem weryfikującej podpisy komisji wyborczej trudno byłoby stwierdzić, że nie zgromadził wymaganych prawem 100 tys. autentycznych autografów.

Z nim Łukaszenka rozprawia się więc brutalnie. W czwartek  Babaryka i jego syn Eduard zostali aresztowani. W sobotę, kiedy jego sztab złożył w komisji wyborczej dokumenty wymagane do rejestracji kandydata - w tym arkusze z podpisami - przedstawiono mu zarzuty. Jakie konkretnie, pozostaje tajemnicą, której nie wolno rozgłaszać adwokatom Babaryki.

Wcześniej sam Łukaszenka mówił o nim: - To łajdak. Wyprowadzał pieniądze z Białorusi.

Przedstawiciele Komitetu Kontroli Państwowej oskarżali zaś Babarykę o to, że jako prezes zarządu Biełgazprombanku (ponad 99 proc. jego akcji należy do Gazpromu i Gazprombanku) stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej przesyłającej nielegalnie wielkie sumy na konta za granicą, za łapówki udzielającej kredytów, które nie były potem spłacane, piorącej pieniądze. Taki bukiet wystarczy, by na wiele lat wysłać człowieka do łagru.

W aresztu znalazło się też 15 współpracowników Babaryki, a więc praktycznie cały jego sztab.

Łukaszenka twierdzi uparcie, że były (do momentu startu kampanii wyborczej) szef Biełgazprombanku jest agentem Rosji. Dowodów jednak nie przedstawia.

Moskwa natomiast zapewnia, że w białoruskich wyborach nie ma swojego faworyta.

Babaryka, choć siedzi, być może zostanie dopuszczony do udziału w zapowiedzianym na 9 sierpnia głosowaniu, ale jako polityk wyeliminowany z kampanii i intensywnie kompromitowany przez oficjalne media wiele nie zdziała.

Kolejnym celem okaże się pewnie Walerij Cepkała, inny poważny konkurent Łukaszenki, jego były pomocnik, doświadczony dyplomata. Bat’ka twierdzi, że i na niego ma teczkę pełną haków.

Blade pozory demokracji

W rezultacie prezydent, jak przywykł, zetrze się w sierpniu z kilkoma sparingpartnerami dopuszczonymi do wyborów tylko po to, by zachować blade pozory demokracji.

Zmienić ten tradycyjny dla Białorusi tok wydarzeń może tylko narastająca uliczna aktywność obywateli. Reżim jednak zrobi wszystko, by ją pohamować.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.