Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przed zapowiedzianym na 9 sierpnia głosowaniem, które ma mu przynieść szóstą już prezydencką kadencję, Bat’ka po swojemu oczyszcza polityczne przedpole z potencjalnych rywali.

Zaczął od popularnego blogera Siarhieja Cichanouskiego, którego po prymitywnej prowokacji trzyma w areszcie KGB w Mińsku i będzie sądzić za wzniecanie zamieszek oraz napaść na milicjanta.

Najtrudniejszy przeciwnik, człowiek Moskwy

O wiele trudniejszym przeciwnikiem – i chyba najgroźniejszym w grupie 14 rywali, którzy chcą stanąć do walki o prezydenturę – jest dla niego powszechnie znany, zasobny, otoczony dobrymi ekspertami Babaryka, którego, jak nie bez racji twierdzi sam Łukaszenka, wspiera Moskwa.

Prezydent niepodzielnie rządzący krajem od 26 lat głosi, że za Babaryką i innymi oponentami władzy białoruskiej stoją „oligarchowie rosyjscy". Mieliby zgodnie z wolą Kremla dążyć do usunięcia Łukaszenki, mszcząc się za to, że nie zgodził się na wcielenie Białorusi do Rosji, do czego usilnie dążył Władimir Putin.

56-letni Babaryka przez 20 lat był prezesem zarządu Bielgazprombanku, który w ponad 99 proc. należy do Gazpromu i Gazprombanku.

I choć pretendent na najwyższe stanowisko w państwie rozpoczynając kampanię już 12 maja, zrezygnował z prezesowania, prezydent rozkazał swoim służbom wziąć się za Bielgazprombank i zapewnił, że ma „wystarczający kompromat” na Babarykę.

Łukaszenka: „Nie pozwolimy z niego zrobić więźnia sumienia"

Jeszcze 4 czerwca Łukaszenka wskazywał swoim ludziom cel: „Zapytajcie, gdzie trzyma pieniądze, które dzięki oszustwom zgromadził na Białorusi. Zapytajcie o to, czym jest spółka PriwatLising".   

Agenci Komitetu Kontroli Państwowej z tymi pytaniami przyszli do Bielgazprombanku w czwartek. Okazało się, że już od rzekomo czterech lat prowadzą dochodzenie w sprawie tej instytucji, podejrzewając jej szefów o uchylanie się od płacenia podatków i pranie pieniędzy.

Następnego dnia Łukaszenka zapewniał, że przesłuchiwani szefowie banku sypią i próbują się wykupić „walutą, sztabkami złota, obrazami”.

Swemu politycznemu konkurentowi wprost zagroził odpowiedzialnością karną: „Co ukradłeś, zwróć narodowi. Może sąd weźmie to pod uwagę”.

Prezydent głosi, że Babaryka, pierwszy z tych, którzy rzucają mu wyzwanie, i który przy tym bez trudu zebrał wymagane pod kandydaturą podpisy 100 tys. obywateli, „lezie" na wybory, bo rozumie, że czeka go „sąd i kajdanki”. Zapewnia też, że dochodzenie przeciwko niemu będą prowadzić nie tylko służby białoruskie, ale także Interpol i Rosjanie. „Nie pozwolimy z niego zrobić więźnia sumienia” – zapowiedział.

W samym Biełgazprombanku – nie bacząc na to, że należy do rosyjskiego Gazpromu – władze Białorusi samowolnie przeprowadziły zmiany kadrowe, mianując swojego człowieka prezesem zarządu.

Na to gniewnie zareagował Gazprom, oświadczając, że Białorusini brutalnie łamią prawo, i zapowiadając, że będzie bronić swych interesów „wszelkimi dostępnymi środkami”.

Czy Kreml liczy na „Majdan w Mińsku”

Walerij Cepkała, inny poważny konkurent Łukaszenki, jego były pomocnik podobnie oskarżany przez prezydenta o sprzyjanie Moskwie, również dostał poważne ostrzeżenie. Bat’ka twierdzi, że i na niego ma teczkę pełną haków. Pod sztabem wyborczym Cepkały w czwartek zebrało się kilku agentów Komitetu Kontroli Państwowej. Skończyło się jednak tym razem na demonstracji siły, bo do środka nie weszli.

Na samym starcie kampanii wyborczej prezydent Białorusi zapowiedział, że „w Mińsku do Majdanu nie dopuści”. Jak już widać, obawia się, że kolorową rewolucję w jego kraju wzniecić może Moskwa.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.