Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białoruska milicja starała się nie dopuścić w niedzielę do powtórzenia sytuacji sprzed tygodnia, kiedy to w miastach całego kraju setki - a w stolicy i tysiące - ludzi godzinami w deszczu wystawały w długich kolejkach, by podpisać się na listach poparcia dla opozycjonistów chcących rzucić wyzwanie Łukaszence, który po 26 latach rządów zamierza się ubiegać o kolejną pięcioletnią kadencję. Władze przyjęły te spontaniczne zgromadzenia jako nielegalne manifestacje antyprezydenckie.

Więc na przykład w Mińsku funkcjonariusze na przedpolach rynku komarowskiego, popularnej Komarowki zatrzymywali w niedzielę aktywistów, którzy chcieli tam, jak tydzień wcześniej, znów zbierać podpisy.

To, co się dzieje na Białorusi, określa się mianem „kapciowej” rewolucji. A to za sprawą popularnego blogera Siarhieja Cichanouskiego. Hasłem, pod którym próbował iść na wybory, jest „Stop, karaluch”. To nawiązanie do wąsów prezydenta, które sprawiają, że u niechętnych mu Białorusinów wywołuje on skojarzenia z przykrym insektem.

A skoro paskudnego owada ludzie eliminują, rozkwaszając go często domowym obuwiem, Cichanouski na pikiety wychodził z ogromnym kapciem. Zaś jego zwolennicy na spotkania przynosili i zwalali na kupę stare bambosze.

Trudna próba Łukaszenki

Dla Łukaszenki sierpniowe, szóste już w jego biografii wybory nie będą próbą łatwą tak jak poprzednie. Szybko gaśnie bowiem jego popularność nadwątlona lekceważącym podejściem do epidemii koronawirusa.

Do jakiego poziomu spadły jego notowania, wie chyba tylko on sam. Sondaże opinii publicznej na Białorusi mogą prowadzić jedynie instytucje państwowe, ich wyniki nie są podawane do wiadomości publicznej. Niezależnym mediom internetowym zabroniono zaś pytać ich odbiorców o preferencje wyborcze. Ostatnie takie ankiety wskazywały, że prezydenta popiera tylko kilka procent rodaków, trudno jednak opierać się na tych danych, bo w ankietach przeprowadzanych przez opozycyjne witryny uczestniczą wyborcy nastawieni opozycyjnie.

Nastroje jednak wyraźnie się zmieniły. Jak w prywatnej rozmowie ocenia niegdyś bardzo bliski Bat’ce ekspert, na prezydenta „wściekli są” teraz mieszkańcy małych miasteczek, a więc ta część publiczności, na której tradycyjnie opierają się populistyczni dyktatorzy.

– Z perspektywy powiatu lepiej widać, co się dzieje w miejscowym szpitalu, jak ludzie chorują i umierają, jak lekarze muszą pracować bez środków ochronnych, jak upada drobny biznes. Jeśli sytuacja na miejscu robi się fatalna, żadna propaganda telewizyjna oczu nie zamydli – powiedział „Wyborczej”.

Zdając sobie sprawę z tego, co może mu grozić, Łukaszenka zawczasu zabrał się do sterowania wynikiem przyszłego głosowania.

Z 55 kandydatów (rekord), którzy zgłosili się do walki o najwyższą funkcję w państwie, udało się odmówić rejestracji 40.

Teraz przed piętnastką, która przeszła przez to sito, kolejna przeszkoda. Do 19 czerwca muszą zebrać podpisy poparcia 100 tys. wyborców. A to w 10-milionowym kraju bardzo wiele.

Sam Łukaszenka twierdzi, że już w piątym dniu od rozpoczęcia zbierania podpisów miał ich ponad milion.

To wydaje się bardzo możliwe. Z całego kraju napływają sygnały od nauczycieli, pracowników budżetówki skarżących się, że szefowie każą im podpisywać się "za Bat'kę". Radio Swoboda opublikowało nagranie z zebrania pracowników mińskiego Pałacu Republiki, na którym ktoś z administracji wmawiał zgromadzonym, że muszą swymi podpisami za prezydenta dowieść, iż są "patriotami Republiki Białoruś”.

Milicja odkrywa dolary

Wśród kandydatów na kandydata najpopularniejsza jest Swietłana Cichanouska, żona Siarhieja, która zgłosiła się do wyścigu po aresztowaniu jej męża na czas rejestrowania kandydatów.

Po wyjściu bloger stał się szefem jej sztabu, ale też na krótko. Kiedy 29 maja spotykał się w Grodnie z wyborcami, przyczepiła się do niego natrętna kobieta (potem się okazało, że jest mińską prostytutką). Nie chciał z nią rozmawiać. Wtedy zwróciła się do milicjantów ze skargą, że Cichanouski nie odpowiada na jej pytania.

Funkcjonariusze próbowali go zatrzymać. Doszło do przepychanki, w której Cichanouski nie brał udziału. Młody milicjant w tym zamieszaniu upadł na ziemię. Blogera i siedmiu jego zwolenników aresztowano za „napaść na funkcjonariusza”. Grozi im do 10 lat więzienia.

Tego samego dnia Łukaszenka na spotkaniu z robotnikami Mińskiej Fabryki Traktorów opowiadał o sponiewieraniu młodego milicjanta. Co ciekawe, było to na kilka godzin przed incydentem w Grodnie.

W środę w domu letniskowym matki Cichanouskiego przeprowadzono trzy rewizje. W trakcie trzeciej agenci „znaleźli” 900 tys. dol. (9 kg banknotów zapełniających sporą walizeczkę), jak zapewnia gospodyni – podrzuconych w czasie poprzednich przeszukań.

Te represje spowodowały, że to właśnie do aktywistów Cichanouskiej ustawiały się największe kolejki wyborców chcących udzielić poparcia jej kandydaturze. I to na jej przedstawicieli dziś najzajadlej poluje milicja.

Akcja zbierania podpisów pod kandydaturą Wiktara Babaryki, Mińsk, 31 maja 2020Akcja zbierania podpisów pod kandydaturą Wiktara Babaryki, Mińsk, 31 maja 2020 Fot. Sergei Grits / AP Photo

Na najpoważniejszego konkurenta Łukaszenki wyrasta dziś jednak 57-letni niegdyś hołubiony i nagradzany przez Batkę Wiktar Babaryka, były szef Bielgazprombanku. Według nieformalnych sondaży ma on najwyższe notowania wśród kandydatów na kandydata i na głowę bije prezydenta. Jemu też udało się już zebrać 100 tys. podpisów poparcia.

Batka grozi

Sam Batka broni się i grozi. Konkurentów oskarża o korzystanie ze wsparcia „obcych oligarchów”. A przeciwników i ich zwolenników straszy użyciem siły.

W czwartek na spotkaniu z rządem groźnie zapowiedział, że „kraju oni nie dostaną”. I przypomniał, jak jego koledzy bronili się przed tymi, którzy chcieli zawłaszczyć ich państwa. Tak Emomali Rahmon „z kulomiotem na plecach po stolicy Tadżykistanu chodził”. A „prezydent Uzbekistanu Islom Karimow zdławił pucz, rozstrzeliwując tysiące ludzi. Potem go potępiali, ale kiedy umarł, klęczeli, płakali”.

Według Babaryki Łukaszenka tymi słowami otwarcie zapowiada, że i on w obronie swej władzy jest gotów dać rozkaz strzelania do rodaków.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.