Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piątkowy wieczór. Koło Pałacu Kultury i Nauki dziesiątki Białorusinów czekają na autokar „Warszawa – Mińsk”. 

– Pani do nas? Też na Białoruś? To może zaraz po powrocie skoczymy na mecz piłkarski? –- z uśmiechem, ale i smutnym spojrzeniem zwraca się do mnie mężczyzna z walizką.  

– Nie, lepiej od razu na „traktor” – odpowiadam [według oficjalnych wypowiedzi prezydenta  Aleksandra Łukaszenki „traktor” jest jednym z najbardziej skutecznych lekarstw na koronawirusa]. 

Rozlega się śmiech. 

– Jakiś horror, co on wyprawia? – słychać z tłumu.

– Pamiętacie to powiedzenie: "mieszkam w najlepszej na świecie ojczyźnie, lecz w okropnym państwie"? To  dokładnie o nas. Kiedy przyjeżdżam, to od razu "łup" i padam. I to już trwa pięć lat. Dlaczego? Nie wiem. Ale wciąż muszę tam jeździć.  

Według oficjalnych wypowiedzi A. Łukaszenki - 'traktor' jest jednym z najbardziej skutecznych lekarstw na koronawirusa.Według oficjalnych wypowiedzi A. Łukaszenki - 'traktor' jest jednym z najbardziej skutecznych lekarstw na koronawirusa. Fot. Sergei Grits / AP Photo

– To po co panowie wracają? – pytam. 

– Praca. Produkcja została zatrzymana. A na Białorusi czekają rodziny. Nie możemy tu zostać, jeśli nie wiemy, za co żyć. Boimy się, ale co zrobić? Nie ma innego wyjścia. 

Dwa metry odległości? Nie w tym przypadku

Tymczasem podchodzi do nas coraz więcej osób. Ktoś z torbami podróżnymi, ktoś z walizkami. Tworzy się długa kolejka. Każdy chce wsiąść do jednego z czterech autokarów, które podjechały. Dwa metry odległości? Nie w tym przypadku. Ale znaleźć się w tłumie podczas epidemii po długim okresie izolacji – to nie jest najlepsze doświadczenie. 

– Polacy nie staliby w ten sposób, bez żadnych środków bezpieczeństwa. I po co w ogóle to nałożyłem? – śmieje się mężczyzna za moimi plecami, zdejmując maskę z twarzy. 

Każdy ma własne powody do powrotu. Dla większości jest to brak pracy; inni wyjeżdżają z powodu kończącej się wizy, twierdząc, że jak tylko granice się otworzą, natychmiast wrócą; a jeszcze inni dlatego, że niepokoją się o bliskich – w tym ciężkim czasie chcą po prostu być obok nich. 

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka podczas meczu hokeja, 28 marca 2020.Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka podczas meczu hokeja, 28 marca 2020. Andrei Pokumeiko / AP

Boję się, ale jestem ostrożny

Jeden z organizatorów podróży sprawdza listę. 

– Ilu osób brakuje? – pyta go kierowca. 

– 25. 

– Cóż, prawdopodobnie się rozmyśliły. 

Po oddaniu walizek do bagażnika zajmujemy miejsca. W związku z nowymi obostrzeniami komunikacyjnymi wprowadzonymi przez polski rząd pasażerowie mogą zajmować w autokarze maksymalnie połowę dostępnych miejsc siedzących. Dlatego każdy ma obok siebie pusty fotel. Miejsce kierowcy odgrodzono taśmą, a on sam ma na twarzy maseczkę, na dłoniach rękawiczki. 

– Czy pan się nie boi? – pytam go na jednym z przystanków. 

– Boję się, ale jestem ostrożny. Staram się zachowywać dystans, zabezpieczać autokar, który po każdej grupie jest dezynfekowany. Minimalizujemy zagrożenia.  

Artur Myśliwiec, kierowca autokaru (współorganizator wyjazdów), mówi, że pracuje w biurze podróży, które na zlecenie konsula Białorusi w Warszawie organizuje te powroty do domu. On sam kursuje dwa-trzy razy w tygodniu i wraca do Polski.  

– Co na to rodzina? 

– Nastroje są różne. Może rzeczywiście byłoby lepiej, gdybym siedział w domu i nie miał styczności z ludźmi, ale mając w perspektywie nicnierobienie albo zarabianie pieniędzy na życie, wybieram to drugie.  

– Czyli zdrowie nie jest najważniejsze w tym momencie? 

– Jest, ale jeździmy, żeby zarobić cokolwiek w tych trudnych czasach. Sama pani widzi, że wszystko stoi. 

Białoruscy kibice na meczu piłki nożnej Torpedo-BelAZ Zhodino kontra Belshina Bobruisk, 27 marca 2020.Białoruscy kibice na meczu piłki nożnej Torpedo-BelAZ Zhodino kontra Belshina Bobruisk, 27 marca 2020. Fot. Sergei Grits / AP Photo

Czasy kolejek na granicy wspominamy z nostalgią

Tymczasem jesteśmy coraz bliżej Białorusi. Kiedyś tętniąca życiem granica wita nas dziś pustymi przejściami. Jeśli wcześniej Białorusini narzekali na forach internetowych na niekończącą się kolejkę samochodów i opowiadali o długich godzinach postoju, teraz wspominają tamte czasy z nostalgią. W pobliżu nie ma żadnego samochodu osobowego. 

Jest 1.30 w nocy. Wychodzimy z autobusu, aby przejść kontrolę paszportową po polskiej stronie. 

– Proszę zachować dwumetrową odległość – krzyczy funkcjonariusz straży granicznej do pasażerów opuszczających autokar. 

Po sprawdzeniu dokumentów jedziemy kilkaset metrów do granicy z Białorusią. 

– Ile osób? – pyta pogranicznik. 

– 23 razem z kierowcą. 

– Jest ktoś z gorączką? Ktoś źle się czuje? 

– Nie, wszyscy czują się dobrze. 

– Przejeżdżajcie! 

Nasze paszporty znów zabierane są do sprawdzenia. Po chwili do autobusu przychodzą dwie panie. Jedna z nich z kamerą termowizyjną na szybko sprawdza temperaturę ciała pasażerów, druga rozdaje ankiety, w których należy wpisać swoje dane, aby później można było zweryfikować przepisowe odbywanie samoizolacji. 

– Czy komuś jest potrzebny długopis? – pyta kobieta w mundurze. 

Zgłasza się jakiś mężczyzna.

– To niech pan potem przekaże reszcie, bo mam tylko jeden. 

Do autobusu podchodzi kolejny funkcjonariusz straży granicznej, żeby oddać nam dowody osobiste. 

– Co? To teraz wszyscy na kwarantannę? No, już my was wyleczymy! Jedźcie! 

Na Białorusi nie ma kwarantanny

Za oknem pojawia się znak "Brześć”. Wracamy do domu. Ale już nie czterema autokarami, tylko dwoma, są wypełnione do granic możliwości. Dlaczego? Na Białorusi nie ma kwarantanny, a zatem nie ma też zaostrzonych przepisów dotyczących przewozu pasażerów. 

Przedostatni przystanek. Na stacji benzynowej rozmawiają mężczyźni. 

– Ojeju, popatrz, ile osób jest w kawiarni! 

– Nie jesteś już w Polsce, przypominam. Jesteś w domu. Witaj w „kraju dla życia”. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.