Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
embed

Maski, gumowe rękawiczki i plastikowe okulary. To są pierwsze rzeczy, o które Włochy poprosiły Europę – o pomoc potrzebną do wzniesienia najprostszej bariery przeciw koronawirusowi. Nie dostały odpowiedzi. A Francja i Niemcy wręcz zabroniły eksportu.

Jasne, Bruksela pozwoliła rządowi włoskiemu na naruszenie limitów długu publicznego, aby podtrzymać gospodarkę zdewastowaną przez epidemię. Jasne, Ursula von der Leyen powiedziała: „Wszyscy jesteśmy Włochami”. A jednak...

Koronawirus jak zwykła grypa? Niestety nie

Może znajdzie się jeszcze ktoś, kto uważa, że COVID-19 to „zaledwie mocniejsza wersja grypy”. Nie, to jest zabójca. Rozprzestrzenia się szybko, niszczy płuca. Najpierw ludzi starszych. Liczba ofiar rośnie. Całe pokolenie może zostać zmiecione, a podstawa gospodarki podkopana.

Podjęliśmy środki zaradcze bez precedensu w najnowszej historii Zachodu. Wszyscy Włosi muszą zostać w domu, pozamykano sklepy i restauracje. Życie zostało wywrócone do góry nogami.

Widzieliście obrazy wyludnionego Mediolanu, pustych ulic Rzymu. Mniej wiecie o walce, którą prowadzą szpitale na północy Włoch przytłoczone liczbą chorych.

Połowa zakażonych musi być leczona w szpitalach, jeden na dziesięciu musi być na intensywnej terapii, podłączony do respiratora. Opór można kontynuować, tylko tworząc nowe oddziały dla zakażonych, rzucając tam nowy personel i sprzęt. To walka z czasem: szukanie setek nowych miejsc dla pacjentów, zanim epidemia zbierze większe żniwo. Szczęściem w tej tragedii jest to, że wirus zaatakował Lombardię, która ma najlepszy system opieki zdrowotnej w kraju. Ale pozostaliśmy sami, z Unii nie przybył choćby jeden lekarz, choćby jedna maska, żaden szpital polowy.

Unia nawala w tym kryzysie

Dlaczego Europa ze swoim aparatem administracyjnym i technicznym nie zrobiła nic, by zapobiec epidemii, by koordynować walkę? Każdy kraj działa na własną rękę, a skutek jest taki, że to, co się dzieje we Włoszech, niebawem może się wydarzyć we Francji czy w Niemczech. Chcieliśmy wspólnych rozwiązań – tych zabrakło.

Dlaczego Europa natychmiast nie wdrożyła w życie planu produkcji podstawowych rzeczy, takich jak maski i rękawiczki, oraz urządzeń, które w Chinach okazały się skuteczną bronią? Teraz wszyscy poszukują respiratorów i odzieży ochronnej, mimo że potencjał przemysłowy Unii mógł w miesiąc wyprodukować niezbędne zapasy. Dla Włochów, dla wszystkich. Nic z tego.

Pomoc gospodarcza będzie niezbędna jutro, dzisiaj walczymy o powstrzymanie upadku naszego społeczeństwa. Teraz lekarstwa są ważniejsze niż biznes. I wiemy, że bez szpitali, które są w stanie przyjmować chorych, panika zwiększy chaos, rujnując rynki.

W tej sytuacji Unia okazuje się odległa od problemów obywateli – unika podjęcia interwencji. Zabrakło i solidarności, i koordynacji. Smutna lekcja, której nie zapomnimy. Kiedy minie zaraza, nic nie będzie tak jak wcześniej. Unia musi się dogłębnie zreformować, począwszy od pochylenia się nad potrzebami ludzi. W przeciwnym razie nic nie zdoła jej obronić przed ksenofobicznym populizmem, który z wirusa czyni potężną broń polityczną, by zadać ostateczny cios.

tłum. Bartosz Hlebowicz

Tekst ukazuje się jednocześnie w siedmiu dziennikach europejskich należących razem z „Wyborczą” do sojuszu LENA

embed
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.