Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Doszliśmy do wniosku, że wirus COVID-19 może być określony jako pandemiczny – poinformował sekretarz generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus.

O ogłoszenie pandemii – czyli sytuacji, gdy infekcja grozi każdemu mieszkańcowi planety – do szefa WHO apelowano od dawna. Etiopczyk odpowiadał jednak, że nie ma jeszcze wystarczających przesłanek. Jeszcze wczoraj informował, że „ogłoszenie pandemii jest bardzo realne”.

Lothar Wieler, szef Instytutu Roberta Kocha, głównej placówki epidemiologicznej w Niemczech, powtórzył szacunki przedstawione przez kanclerz Angelę Merkel: koronawirusem zakazi się w dłuższej perspektywie 60-70 proc. społeczeństwa.

Niemcy: puste trybuny w Bundeslidze

Koronawirus, który Niemczech zakaził już 1,6 tys. osób i zabił trzy z nich, dotarł do świata sportu. Zakaził się pierwszy piłkarz Bundesligi: Timo Hübers, obrońca Hannover 96. Przebadał się, gdy dowiedział się, że jedna z osób, z którą miał styczność, zachorowała. Na wszelki wypadek przebadano cały zespół, ale testy dały negatywne wyniki.

Hannover gra w niedzielę z Dynamem Drezno. Mecz, jak wszystkie inne w tej ligowej kolejce, a pewnie i w następnych, odbędzie się przy pustych trybunach. Jeszcze wczoraj wydawało się, że w grę wchodzą tak duże pieniądze z biletów, że nie wszystkie kluby zdecydują się na ograniczenia. Przy pełnym kibiców stadionie miał odbyć się m.in. mecz Unionu Berlin z Bayernem. Organizatorów ostro krytykował minister zdrowia Jens Spahn, ale było to jedyne, co mógł zrobić, bo kontrolę nad imprezami masowymi mają władze landów, a nie rząd federalny. Ostatecznie minister dopiął swego, a straty klubów z tytułu niesprzedanych biletów pójdą w miliony euro.

Niemieccy politycy w kwarantannie

W domowej kwarantannie przebywa kilku polityków niemieckiej socjaldemokracji, wśród nich Karl Lauterbach, główny ekspert partii ds. służby zdrowia. 2 marca politycy wzięli udział w organizowanej przez Bundestag konferencji z urzędnikami rządu. Jak się okazało, jeden z delegatów ministerstwa sprawiedliwości był zakażony. W sumie izolacji poddano 15 osób. – Bundestag to obszar wysokiego ryzyka, spotyka się tu mnóstwo ludzi, którzy wcześniej mieli kontakty z wieloma ludźmi w różnych częściach kraju – mówił Lauterbach. Polityk czuje się dobrze; mimo to poddał się kwarantannie, by dać innym przykład.

Tymczasem bawarski Landtag odwołał zaplanowane za dwa tygodnie posiedzenie plenarne. Kolejne ma zostać poważnie skrócone. W gmachu lokalnego parlamentu nie wolno organizować wycieczek ani organizować spotkań.

W znajdującym się pod granicą z Holandią powiecie Heinsberg, gdzie znajduje się największe skupisko chorych, władze sanitarne nie są w stanie egzekwować kwarantanny. Po imprezie karnawałowej, na której doszło do wielu zakażeń, poddano jej kilkaset osób. Powiat nie ma wystarczającej liczby pracowników, by sprawdzać, czy ludzie faktycznie siedzą w swoich domach. Władze liczą jednak na odpowiedzialność mieszkańców.

Rosja: do pięciu lat więzienia za łamanie kwarantanny

Jak poinformowała agencja RIA Nowosti, dzisiaj odnotowano w Rosji osiem nowych przypadków. Pobieżnej kontroli poddano do tej pory 387 tys. osób przyjeżdżających z Chin, 25 tys. z Włoch, 10,7 tys. z Korei Południowej, 3,3 tys. z Iranu.

Władze mają kłopoty z osobami skierowanymi na kwarantannę. Wiele ucieka z miejsc, gdzie powinny przebywać. Mer Moskwy Siergiej Sobianin ostrzega, że za taką „samowolkę” grozi do pięciu lat więzienia.

Władze stolicy zabroniły do 10 kwietnia przeprowadzania masowych imprez, w których uczestniczy więcej niż 5 tys. osób.

Włochy: koniec z daniami na wynos

Najnowsze dane (z wieczoru 11 marca): 10 590 zakażonych Włochów (od początku epidemii prawie 12,5 tys., w tym 1045 wyleczonych i 827 zmarłych).

Tylko dzisiaj przybyło 196 zmarłych. 1028 osób obecnie znajduje się na intensywnej terapii.

Nie ma jeszcze danych dla poszczególnych regionów, ale wczoraj Lombardia i Wenecja Euganejska miały łącznie 6,7 tys. zarażonych.

Region Emilia-Romania wczoraj wieczorem miał 1,4 tys. chorych. Nie jest jasne, czy gubernator Emilii-Romanii Stefano Bonaccini chce zamknięcia regionu – tak jak gubernatorzy Lombardii i Wenecji Euganejskiej – ale już wprowadził wiele zarządzeń: zamknięte zostają wszystkie targi na wolnym powietrzu, z wyjątkiem tych, gdzie sprzedaje się żywność. Po godz. 18 zamknięte mają też być wszystkie punkty, gdzie się produkuje jedzenie na wynos: pizzerie al taglio (gdzie kupuje się pizzę na kawałki), kebabiarnie, piadinerie i lodziarnie – a w weekend będą zamknięte non stop, nie tylko wieczorem.

Francja: ludzie wymiatają sklepy

Miniona doba przyniosła kolejne 372 przypadki. Ogólna liczba chorych wynosi 1784. Zmarły 33 osoby – spośród nich 23 miały ponad 75 lat.

Gwałtownie rośnie skala zakupów na zapas. Od czasu pojawienia się we Francji koronawirusa sprzedaż artykułów spożywczych (głównie makaronu, ryżu i konserw) wzrosła o 21 proc., artykułów higienicznych (np. papieru toaletowego) – o 12 proc., mrożonek – o 9,4 proc., a żywności dla dzieci – o 6,7 proc. Powodzeniem cieszą się też zakupy przez internet – tu wzrost wyniósł aż 74 proc.

Według branży handlowej nie ma obiektywnego powodu, aby kupować na zapas. Edouard Leclerc podał, że w magazynach jego sieci sklepów jest towar wystarczający na 28 dni.

Małe i średnie przedsiębiorstwa informują o spadku zamówień, sięgającym 50-80 proc. Najbardziej cierpi sektor turystyczny.

Francja jest obecnie piątym wśród najbardziej dotkniętych koronawirusem krajów na świecie. Całkowity zakaz wjazdu dla Francuzów wprowadziły np. Jordania i Izrael, inne kraje – jak np. Indie – pozwalają na wjazd, ale zaraz po nim narzucają odbywanie kwarantanny, a jeszcze inne zniechęcają, jak mogą, do przyjazdu, zawieszając – jak Wietnam i Nepal – możliwość otrzymania wizy na lotnisku.

Niektórzy jednak przyjeżdżają schronić się we Francji, bo u nich jest jeszcze gorzej. Francuska telewizja podała dziś, że Silvio Berlusconi opuścił Mediolan i ukrył się przed koronawirusem w willi swojej córki w Prowansji.

Belgia: nawet koronawirus dzieli Flamandów i Walonów

W Belgii do środowego popołudnia zarejestrowano 320 zakażonych, a trzech (w wieku od 73 do 90 lat) zmarło. Dotychczas w liczącym 11 mln mieszkańców kraju wykonano ok. 4 tys. testów na koronawirusa, ale laboratoria ostrzegają przed ryzykiem niedoborów niezbędnych czynników. Ich międzynarodowi producenci są bowiem pod naporem rosnących zamówień z różnych krajów świata. Dlatego lekarze są wzywani do dawania priorytetu testom diagnostycznym u pacjentów z symptomami kosztem odwlekania testów na użytek odtwarzania ścieżek szerzenia się koronawirusa.

Belgijski rząd nadal nie rekomenduje zamykania szkół i uczelni, ale zaleca odwoływanie imprez z udziałem ponad tysiąca ludzi w pomieszczeniach zamkniętych. Jednak w silnie sfederalizowanej Belgii ostateczna decyzja należy do władz lokalnych. I o ile w całym regionie stołecznym Brukseli oraz we frankofońskiej Walonii podporządkowano się rekomendacjom rządowym co do odwoływania imprez, o tyle w niderlandzkojęzycznej Flandrii jest różnie.

Bart De Wever, szef Nowego Sojuszu Flamandzkiego (najsilniejszej partii Belgii) oraz burmistrz Antwerpii, nadal przekonuje, że w jego mieście nie ma na razie powodów do wprowadzania takich obostrzeń.

Głęboka federalizacja jest niepopularna w Walonii, gdzie często uważa się ją za szkodliwe rozwiązanie narzucone Belgii przez Flamandów, więc i flamandzko-frankofońskie różnice w postępowaniu wobec koronawirusa stały się już jednym z żelaznych tematów mediów.

W samej Brukseli na razie gołym okiem prawie nie widać wpływu epidemii na codzienne życie i pracę – poza instytucjami UE. Parlament Europejski de facto zaprzestał już pracy na blisko dwa tygodnie z powodu koronawirusa, co zresztą wywołało złośliwe uwagi ze strony niektórych brukselskich radnych. Decyzja o tej przerwie nie przystaje bowiem do tego, co dzieje się w pozaunijnej części Brukseli, gdzie namawia się do przejścia na telepracę wyłącznie w tych firmach, w których nie wywołałoby to dużych zakłóceń.

Ale zawieszenie prac europarlamentu to nie tylko bezpośredni efekt obaw przed epidemią (wirusa stwierdzono u nauczyciela języków pracującego dla tej instytucji), lecz także spodziewanej nieobecności m.in. włoskich deputowanych podczas obrad i głosowań.

Przewodniczącym europarlamentu jest Włoch David Sassoli, który we wtorek ogłosił, że zaczyna kwarantannę domową, bo w weekend był w swym kraju. Sęk w tym, że między tym weekendem oraz ogłoszeniem swej kwarantanny (czyli w poniedziałek po południu) Sassoli otwierał obrady europarlamentarne w Brukseli.

Belgijska służba zdrowia zaleca, by w razie objawów podobnych do koronawirusa lub grypy dzwonić do swego lekarza ogólnego, który po wstępnym wywiadzie telefonicznym ma decydować o nałożeniu kwarantanny domowej (i poinformowaniu służb nadzoru epidemiologicznego), skierowaniu do konkretnego szpitala, wizycie domowej albo – w ostrych przypadkach – o doraźnej szybkiej pomocy. W drodze wyjątku zdecydowano, że belgijscy lekarze mogą – nawet tylko po wywiadzie telefonicznym – wystawiać zaświadczenie lekarskie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.