Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wtorek był pierwszym dniem obowiązywania dekretu o wstrzymaniu ruchu w całych Włoszech. Ogłosił go w poniedziałek wieczorem premier Giuseppe Conte. Przepisy dopuszczają tylko działanie transportu publicznego i przemysłowego, a także podróże wykonywane z ważnych powodów, takich jak praca, nagłe wypadki, sytuacja zdrowotna czy „czynności konieczne”.

Kraj stanął, a władze Lombardii mówią wprost: „Nie wytrzymamy kolejnych takich 15 dni”.

Granicę z Włochami zamknęła Austria, Malta wstrzymała wszelką łączność morską i powietrzną z tym krajem, a British Airways i Ryanair odwołały wszystkie loty z i do Włoch.

Ten dekret nie nazywa się: „Gnam do sklepu i zwiększam zagrożenie”

Przed sklepami w całych Włoszech – jak widać w relacjach telewizyjnych – ustawiły się kilkudziesięciometrowe kolejki.

W moim osiedlowym sklepie we Florencji, który bez trudu może pomieścić z pół tysiąca osób, klienci - każdy wyposażony w wielki wózek i przepastne torby na kółkach - zablokowali wejście. Szykują się wielkie zakupy. Ale najpierw trzeba posłusznie odczekać, tłocząc się jeden obok drugiego w wąskim korytarzu za kasami. Wejścia są reglamentowane: obsługa wpuszcza po kilka osób naraz, bo w środku i tak już jest wielu kupujących. Rezygnuję z zakupów, pstrykam zdjęcie.

Wnętrze sklepu we FlorencjiWnętrze sklepu we Florencji Fot. Bartosz Hlebowicz

W całym kraju ludzie masowo wykupują mąkę, ziemniaki, makaron czy mleko. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć, bo dekret nie przewiduje zamknięcia sklepów, a robienie zakupów należy do „czynności koniecznych”. Przeciwnie, tłoczenie się – w sklepach czy gdziekolwiek indziej – jest wbrew postanowieniom rządowego dekretu, który zabrania publicznych zgromadzeń i przypomina o konieczności zachowywania co najmniej metrowej odległości między ludźmi. Ale wielu Włochów poczuło, że od dziś bez pięciokilogramowej siatki ziemniaków czy 20 opakowań makaronu po prostu sobie nie poradzą.

Komentarz znajomej na Facebooku: „Dekret nazywa się 'Nie wychodzę z domu', a nie 'Gnam do sklepu i rzucam się na wszystko, co się rusza, świadomie zwiększając zagrożenie zakażeniem'".

Inny wpis, rzymianki, też znaleziony na Facebooku, jest bardziej krzepiący: „W porannym autobusie spontaniczne przestrzeganie dystansu bezpieczeństwa. Obok każdego zajętego zostawia się dwa, trzy miejsca wolne. Może cokolwiek dotarło”.

„Jesteśmy narodem cwaniaków”

Ci, którzy zaraz po ogłoszeniu nowego dekretu masowo rzucili się do sklepów, zareagowali tak jak pochodzący z południa Włosi pracujący w Lombardii czy Emilii-Romanii, którzy w nocy z soboty na niedzielę – po ogłoszeniu wcześniejszego dekretu, o zamknięciu prowincji północnych – koczowali na dworcach i wpychali się, choćby i bez biletu, do pociągów zmierzających na południe.

Dziennik „Il Messaggero” cytuje starszego pana, który wzburzony próbował przemówić do rozumu panikarzom:

- Nieszczęśnicy! Jesteśmy narodem cwaniaków bez żadnego poczucia odpowiedzialności obywatelskiej, które nakazywałoby przedłożyć dobro publiczne nad własną korzyść. Teraz rozniesiecie wirus wśród swoich rodzin i przyjaciół, marnując w ten sposób wysiłek i poświęcenie całego regionu!

Do innych regionów uciekły tysiące osób. Tylko gubernator Toskanii Enrico Rossi poinformował, że do jego regionu przybyło kilkadziesiąt tysięcy uciekinierów z północy: „Według relacji burmistrzów dokonała się wręcz inwazja na wyspę Elba, całe wybrzeże Morza Tyrreńskiego w Toskanii oraz okolice Arezzo przez osoby przybywające z Lombardii. Pistoia i okolice zaś zalane zostały przez uciekinierów z Modeny [jedna z byłych stref pomarańczowych w Emilii-Romanii]. Wracajcie, skąd przyjechaliście. Potrzebny jest akt odpowiedzialności”.

Rossi, podobnie jak gubernatorzy regionów południowych, wprowadził zarządzenia nakazujące kwarantannę wszystkich przybywających z północy, jednocześnie wzywając ich do powrotu. Z kolei władze Lacjum nakazały uciekającym z zakażonych stref kontakt z miejscowymi władzami sanitarnymi.

W sytuacji potęgującego się chaosu, a także z powodu coraz wyższych wskaźników zachorowań i zgonów wywołanych koronawirusem rząd zdecydował się na dramatyczne posunięcie i rozszerzenie zakazów obowiązujących w północnych „strefach pomarańczowych” na całą Italię. Tylko w poniedziałek zachorowało 1,6 tys. Włochów (w ten sposób obecnie zakażonych jest 8 tys., a zapewne już więcej, ponieważ są to dane z poniedziałku wieczór). W poniedziałek zmarło 97 osób, zwiększając ogólną liczbę przypadków śmiertelnych do 463.

„Musimy zmienić styl życia. Natychmiast!”

Od wtorku rano wszyscy mieszkańcy Włoch powinni ograniczyć wychodzenie z domów do minimum. Żadnych spotkań towarzyskich czy związanych z pracą w większym gronie, żadnych wyjazdów choćby do znajomych mieszkających w innej gminie czy na piknik za miasto. Oczywiście, możemy robić zakupy spożywcze czy kupować leki, możemy iść lub jechać do pracy. Można pójść do parku, o ile zachowa się odpowiednią odległość od innych. 

Jak precyzują przepisy ministerstwa spraw wewnętrznych, „przemieszczanie się jest możliwe tylko ze względu na pracę, pilną sytuację czy z powodów zdrowotnych. Te względy będą musiały być potwierdzone autodeklaracją, którą obywatel będzie mógł także złożyć od ręki, wypełniając formularz udostępniony mu przez policjanta. Wprowadza się także absolutny zakaz poruszania się osobom poddanym kwarantannie oraz tym, u których potwierdzono obecność wirusa”.

W całym kraju wprowadzono kontrole na drogach, stacjach kolejowych i lotniskach. Za złamanie dekretu grożą kara grzywny do 206 euro i trzy miesiące aresztu. Większa kara grozi za takie przestępstwa jak ucieczka z kwarantanny osób z rozpoznanym wirusem – będą one kwalifikowane jako „nieumyślne przestępstwo przeciw zdrowiu publicznemu”.

- Musimy zmienić styl życia. Musimy to zrobić natychmiast – powiedział premier Conte.

Młodzi nie są bezpieczni

Niektórzy rządowi eksperci jeszcze kilka dni temu usiłowali uspokajać sytuację, powtarzając, że na koronawirusa umierają przede wszystkim osoby schorowane i mające więcej niż 80 lat. To prawda, ale młodsi wcale nie są bezpieczni: ani dla siebie, ani dla innych.

- Młodzi, tak jak wszystkie inne przedziały wiekowe, przyczyniają się do szerzenia koronawirusa  – oświadczył Silvio Brusaferro, szef Narodowego Instytutu Zdrowia. – Co piąty zakażony należy do przedziału wiekowego 19-50 lat.

Cztery dni temu Nicola Zingaretti, prezydent Lacjum (później okazało się, że sam też jest zakażony), oświadczył, że do zwiększenia liczby zachorowań w jego regionie przyczyniła się impreza z udziałem osób, które przybyły z innych regionów. Chodzi o Latinę, gdzie kilka rodzin zorganizowało wielkie świętowanie.

Wcześniej Lacjum należało do najbezpieczniejszych regionów. W Rzymie wyleczono pierwszych nosicieli wirusa z zagranicy – parę chińskich turystów, którzy przed pójściem do szpitala byli na tyle ostrożni, że sami nikogo nie zakazili. Dzisiaj w Lacjum liczba zakażonych sięga stu.

Koronawirus we Włoszech. Dworzec kolejowy w Rzymie, 10 marca 2020Koronawirus we Włoszech. Dworzec kolejowy w Rzymie, 10 marca 2020 Fot. Andrew Medichini / AP Photo

„Nasze dzieci nie zrozumiały, że w tych dniach nie są na wakacjach i że muszą zostać w domach. My, rodzice, musimy im to jednoznacznie wyjaśnić – pisze Elisabetta Bertagnolli, pediatra z Arco w północnej prowincji Trydent, odnosząc się do dekretu zamykającego szkoły w całej Italii. – Nie mogą teraz zbierać się w domach u kolegi, żeby oglądać wspólnie film, nie mogą iść razem do baru czy na pizzę. Mogą co najwyżej spotykać się w dwie-trzy osoby na wolnym powietrzu, i to na niezbyt długo. Młodzi z koronawirusem zazwyczaj nie mają objawów albo bardzo słabe – ale za to bardzo mocno zakażają! Wszyscy dokonujemy poświęceń, oni także muszą. To się nazywa świadomość obywatelska i solidarność, szacunek dla siebie samych, szacunek dla naszych dziadków i babć, dla tych, którzy chorują, i dla tych, którzy każdego dnia walczą z rozprzestrzenianiem się wirusa”.

Bunty w zatłoczonych więzieniach

W nocy z poniedziałku na wtorek nie ustawały zamieszki we włoskich więzieniach. Więźniowie w całych Włoszech boją się wybuchu epidemii w zakładach karnych, a także protestują przeciw zawieszeniu przez rząd spotkań z rodzinami.

Do wybuchu zamieszek wystarczy iskra, bo włoskie więzienia są przepełnione. W całym kraju kary pozbawienia wolności odbywa 61 tys. przestępców, a miejsc dla nich jest łącznie 50 tys.

Jedną z takich przeludnionych placówek jest więzienie w Modenie, gdzie zamieszki spowodowały śmierć siedmiu osadzonych. Wskaźnik przeludnienia wynosi tam 150 proc. (562 przetrzymywanych, 369 miejsc). W innym z zakładów, gdzie doszło do gwałtownych zamieszek, mediolańskim San Vittore, przebywa 1029 osób, podczas gdy miejsc jest zaledwie 799. Ostatni bunt, o którym donoszą włoskie media, wybuchł w Melfi w regionie Bazylikata. Więźniowie wzięli dziewięciu zakładników: czterech strażników i pięciu sanitariuszy. Wypuścili ich po dziesięciu godzinach, w nocy z poniedziałku na wtorek.

We wtorek rano telewizja donosiła o większej, niż wcześniej podawano, liczbie uciekinierów z więzienia w Foggii. Okazuje się, że na wolność wydostało się 80, a nie, jak pierwotnie podawano, 50 skazanych. Za 23 więźniami wciąż trwa pościg. Wśród nich jest jeden zabójca i trzech członków mafii z Gargano.

Więzienie w Rieti (region Lacjum) zostało w całości opanowane przez osadzonych. Jak donosi watykańskie "Avvenire", w czasie buntu w tym więzieniu zmarło trzech więźniów, czwarty jest na reanimacji. Przyczyną jest przedawkowanie leków psychotropowych wykradzionych w czasie rewolty z więziennej przychodni.

We wtorek w więzieniach w całych Włoszech rozpoczęto rozdawanie 100 tys. maseczek. Od paru dni przed zakładami penitencjarnymi wznoszone są też medyczne namioty pre-triage.

Lombardia: „Dłużej tak nie wytrzymamy”

Najwięcej zakażonych jest w Lombardii: aż 5,5 tys. z 8 tys. w całym kraju. W poniedziałek przybyło ich w tym regionie aż 1,3 tys.

We wtorek rano władze Lombardii oświadczyły, że najnowszy dekret im nie wystarcza.

- Nie wytrzymamy kolejnych 15-20 dni z tak szybko rosnącą liczbą osób w szpitalach – powiedział Giulio Gallera, asesor Lombardii ds. zdrowia. Władze regionu chcą zamknięcia wszystkiego, także urzędów, sklepów, z wyjątkiem spożywczych, i zredukowania transportu publicznego do minimum.

Gallera poinformował, że rozważana jest opcja zamienienia słynnych mediolańskich terenów wystawowych na wielki szpital, a także ustawienia kontenerów dla nowych zakażonych.

10 mld pomocy. Codogno wstaje z kolan

Premier Conte zapowiedział zwiększenie deficytu o co najmniej 10 mld euro i przeznaczenie pieniędzy na pomoc najbardziej dotkniętym ekonomicznie rejonom.

Dobra wiadomość jest taka, że poprawił się stan zdrowia „pacjenta nr 1” z Codogno, który do wczoraj znajdował się w ciężkim stanie. Teraz może sam oddychać. Jak informują władze Lombardii, zaczął też maleć wskaźnik zakażeń w Codogno, co oznacza, że otoczenie regionu kordonem sanitarnym miało sens, a więc i ograniczenie ruchu w całych Włoszech daje szansę na spowolnienie wirusa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.